ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (391) / 2020

Michał Kolanko,

PORTRET 'DOBREJ ZMIANY' (KATARZYNA KŁOSIŃSKA, MICHAŁ RUSINEK: 'DOBRA ZMIANA, CZYLI JAK SIĘ RZĄDZI ŚWIATEM ZA POMOCĄ SŁÓW')

A A A
Dlaczego obóz Zjednoczonej Prawicy tak często i regularnie od 2015 roku wygrywa wybory, a opozycja zdaje się nie mieć pomysłu, jak ten trend przerwać? Polska publicystyka i analityka polityczna roi się od tekstów, badań i wyjaśnień na ten temat. Głowią się nad tym też siła rzeczy sami politycy. Często pojawia się również teza, że PiS przechwyciło język debaty publicznej, a opozycja nie potrafi temu zaradzić. Publikacja „Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów” uznanych naukowców – Katarzyny Kłosińskiej i Michała Rusinka – jest wyczerpującą mapą pokazującą, jak polska polityka zmieniła się pod naporem swoistej ofensywy językowej PiS. Pod tym względem to ważna publikacja, bo pokazuje te zmiany w bardzo złożony sposób. Jest przydatna zarówno dla kogoś, kto nie zna się na polityce, jak i dla kogoś, kto śledzi ją cały czas. To wszystko dzięki temu, w jak bardzo kompleksowy sposób autorzy podeszli do zagadnienia. Ale lektura pozostawia jednak poczucie pewnego niedosytu.

Czym jest „Dobra zmiana” (chodzi oczywiście o książkę, a nie projekt polityczny Jarosława Kaczyńskiego)? To słownik nowej rzeczywistości, która powstaje od 2015 roku. Od „afery” po „życie” i „żołnierzy wyklętych” autorzy omówili i pokazali, jak słowa w politycznym języku bardzo szeroko pojętego obozu Zjednoczonej Prawicy (uwzględniając nie tylko polityków, ale też świat tworzony i opisywany przez media publiczne) zmieniają znaczenie. Nawet dla wytrawnego obserwatora polityki, który na co dzień styka się z tym językiem, lektura tej książki przynosi od czasu do czasu zaskoczenie. Być może dlatego, że encyklopedyczne opracowanie jest bardzo dobrze przygotowane, a zabójcze tempo polityki powoduje, że korzenie wielu powszechnie używanych dziś słów stają się powoli zapomniane, nawet jeśli „narodziły się” w 2015 lub 2016 roku. Pomaga też to, jak zgrabnie opisane zostały kolejne hasła, obficie „ilustrowane” cytatami z polityków, ale też z pasków w mediach publicznych, zwłaszcza w programach takich jak „Wiadomości” TVP. Te ostatnie dorobiły się własnej poetyki, która często zresztą przenika się i współgra z tym, co i jak mówią sami politycy obozu rządzącego. Tę zależność widać zresztą w samej książce

„Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość” – ten klasyczny cytat z „1984” George’a Orwella powinien być mottem książki Kłosińskiej i Rusinka. Dzięki niej zyskujemy bowiem wgląd w mechanizm politycznego kształtowania rzeczywistości za pomocą języka. Jak na dłoni widać, że w polityce ten, kto kontroluje język, zyskuje przewagę nad przeciwnikiem, bo w języku, w którym nie ma przeciwników, a są tylko „bojówki”, zdradzieckie „elity”, z „Brukseli”, opozycja nie może toczyć gry politycznej na równych zasadach.

Dopiero po lekturze tej książki zaczynają być dobrze widoczne zależności, które budują język obozu PiS. Zwłaszcza że w dobie baniek informacyjnych łatwo zapomnieć – przede wszystkim tym, którzy są po „drugiej” stronie” – jak kompleksowy to projekt polityczny. Książka „Dobra zmiana” jest więc cenna też jako środek, który może pomóc w przełamywaniu tej izolacji, w której czasami znajdują się ludzie w tej czy innej bańce. Stanowi nie tylko przewodnik, ale także coś w rodzaju mapy, pokazującej niektórym świat, z którego słyszą tylko kilka czasami wyrwanych z kontekstu słów. W Polsce, w której izolacja ludzi, wyborców, obywateli w ich świecie informacyjnym postępuje, publikacje tego typu mają sens.

Ale jak wiemy, opozycja przez ostatnie pięć lat również stworzyła swój język. Ba! Robił to również Donald Tusk, gdy jako premier z lubością okładał swoich przeciwników określeniami takimi jak „mohery” albo proponował politykę „ciepłej wody w kranie”. Bo Kaczyński nie odkrył przecież Ameryki. Każdy polityk stojący na czele jakiegoś obozu politycznego wpływa na politykę za pomocą słów. To, że projekt „dobrej zmiany” okazuje się w tym szczególnie sprawny, widać w tej publikacji, ale to kontekst, który każdy czytelnik musi już dopowiedzieć sobie sam. Nie jest to zarzut. Ale wspomniane poczucie niedosytu bierze się z czegoś nieco innego. Chociaż opis języka obozu politycznego, który sprawuje dziś władzę w Polsce, jest bardzo kompleksowy, zgrabnie ujęto najważniejsze tematy ostatnich lat poprzez słowa, którymi posługuje się obóz władzy, to brakuje czasami kontekstu tego, skąd i dlaczego się wzięły. Autorzy wykonali bardzo dużo pracy, ale powstały słownik bez kontekstu stricte politycznego wydaje się niekompletny.

Ograniczenie się tylko do warstwy językowej sensu stricto sprawiło, że czytelnik po lekturze „Dobrej zmiany” jest może lepiej poinformowany, jak obóz Jarosława Kaczyńskiego zmienia znaczenia niektórych słów (czasami to bardzo zaskakujące wnioski), ale nie przybliża to jeszcze samo w sobie do zrozumienia tego, co się w Polsce dzieje od 2015 roku. Można powiedzieć oczywiście, że budowanie politycznego kontekstu czy wyjaśnienia nie było wprost intencją autorów, zawodowo zajmujących się wszak właśnie językiem, a publikacja, którą przygotowali, i tak ma kompleksowy charakter. Ale byłaby o wiele lepsza, zwłaszcza dla przeciętnego czytelnika, gdyby nie ograniczali się tylko do suchego wymieniania kolejnych pojęć z języka PiS. Brakuje jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego takie, a nie inne słowa są w języku władzy. Poznajemy ich ewolucję czy nowe znaczenie, ale czytelnik zwykle przy kolejnych słowach nie dowiaduje się, dlaczego PiS czy media publiczne tak bardzo na nie stawiają. Odbiorca wie po lekturze dużo więcej, ale sterowanie językiem przez polityków zawsze ma swój określony cel. Wysiłek w opisywaniu rzeczywistości tworzącej język „dobrej zmiany” jest przez to trochę zmarnowany. Bo jeśli powiedziało się A, to warto czasami powiedzieć B. Autorzy unikają jednocześnie wprost ocen politycznych, chociaż książka sama w sobie pokazuje ich pewien dystans do tego, co robi PiS. Ten dystans nie powinien jednak przeszkadzać w odbiorze publikacji nawet czytelnikom, którzy mają inny stosunek do obozu władzy niż jego krytycy.

Czy książka może przydać się opozycji? Polscy politycy niewiele niestety czytają, nawet jeśli w obecnych czasach często występują w łączeniach ze studiami telewizyjnymi na tle różnego rodzaju bibliotek. „Dobra zmiana” to dla opozycji cenna lektura pokazująca, jak bardzo trudno rywalizować z PiS. Przyda się sztabowcem czy analitykom w budowaniu strategii jako źródło referencyjne, które prezentuje siatkę pojęciową politycznego przeciwnika. Ten język oczywiście się zmienia, ale nie tak szybko, by już za kilka miesięcy publikacja Kłosińskiej i Rusinka przestała być aktualna. Po prostu pojawią się nowe słowa.

Opozycja, zwłaszcza jej liderzy powinni jednak przynajmniej przekartkować publikację „Dobra zmiana”. Pokaże im to, jak duże sukcesy odniósł PiS. Bo przecież samo pojęcia “dobra zmiana” trafiło do języka potocznego, nawet jeśli w ironicznych kontekstach. Bez próby narzucenia własnego języka trudno w obecnej polityczno-medialnej rzeczywistości o sukces. I chociaż można by zbudować podobny słownik dotyczący słownictwa używanego przez opozycję, to szybko by się okazało, że jej język to przede wszystkim odbicie tego, co robi Zjednoczona Prawica. Reakcja, a nie akcja. Defensywa, a nie ofensywa. Zapis tej ofensywy – skutecznej jak się okazuje – przedstawiają Kłosińska i Rusinek, nawet jeśli kontekst każdy musi zbudować sobie sam.
Katarzyna Kłosińska, Michał Rusinek: „Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”. Wydawnictwo Znak. Kraków 2019.