ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (393) / 2020

Sara Nowicka,

ZMIERZCH WSPANIAŁEGO ŚWIATA (12 MAŁP)

A A A
W czasie pandemii miłośnicy kina z uwagą zaczęli oglądać wszelkie filmowe przedstawienia epidemii, apokalipsy i tego, co ma nadejść po niej. Wśród tytułów dominujących w postach filmowych blogerów i na popularnych portalach często powracały dwa szczególne, w których doszukiwano się profetycznego charakteru – „Ostatni człowiek na ziemi” w reżyserii Sidneya Salkowa i Ubalda Ragony oraz „12 małp” Terry’ego Gilliama. W pierwszym obrazie, ze świetną rolą Vincenta Price’a, zwracano uwagę na motyw ugryzienia przez nietoperza i transfuzję osocza, które miało być jedynym lekarstwem na spowodowaną wirusem chorobę, zaś w drugiej produkcji liczba podobieństw do aktualnej rzeczywistości jest znacznie większa.

Akcja „12 małp” ma miejsce w 2035 roku. W 1996 roku świat zaatakował śmiertelny wirus, który doprowadził do zagłady 99% populacji. Wśród osób, którym udało się przeżyć, jest osadzony w więzieniu James Cole (Bruce Willis), którego siła psychiczna zwraca uwagę naukowców, pracujących nad sposobem uratowania ludzkości. Mężczyzna zostaje wysłany do przeszłości, by zbadać pochodzenie wirusa i, co za tym idzie, zapobiec epidemii. Przypadkowo trafia do złego roku, 1990, co jednak pozwala mu dokonać pierwszych, niezwykle ważnych obserwacji. Poznany w szpitalu psychiatrycznym Jeffrey (Brad Pitt) okaże się synem znanego naukowca dra Lelanda Goinesa (Christopher Plummer), w którego laboratoriach powstanie/powstał śmiertelny wirus. James w 1996 roku spotka ponownie Jeffreya, który stoi na czele Armii 12 Małp, organizacji podejrzewanej o rozprzestrzenienie wirusa, oraz dr Kathryn Railly (Madeleine Stowe), psychiatrę, która 6 lat wcześniej badała jego przypadek i jest jedyną osobą, która może mu pomóc.

Pomysł filmu został zaczerpnięty z krótkometrażowego „Filara” Chrisa Makera. Eksperymentalna produkcja z 1962 roku również opowiadała historię bohatera wysłanego w przeszłość, by ocalić ludzkość przed zagładą, zaś najważniejszym obrazem mentalnym bohatera była powracająca wizja zabójstwa mężczyzny na lotnisku, niezwykle istotna także w „12 małpach”. David Webb Peoples i Janet Peoples, scenarzyści wyreżyserowanego przez Gilliama filmu, skomplikowali już nieoczywistą narrację, dodając do niej kilka warstw czasowych. James Cole cofa się w czasie trzykrotnie – najpierw do 1990, potem do czasów I wojny światowej, aż w końcu do 1996 roku. Każda z podróży miała wpływ na późniejsze wydarzenia – Cole został uwieczniony na zdjęciu z 1918 roku, co przekonało dr Railly do tego, by uwierzyć w jego wersję wydarzeń, zaś zdawkowe rozmowy przeprowadzone przez bohatera z Jeffreyem w szpitalu psychiatrycznym zainspirowały niepoczytalnego mężczyznę do założenia Armii 12 Małp.

Do poetyckiej opowieści o pętli czasowej Gilliam dodał charakterystyczne cechy swojego stylu, takie jak absurdalny humor czy elementy surrealistycznej poetyki, oraz niezwykle ważki, współczesny kontekst. Armia 12 małp, choć pokazana w dość negatywnym świetle, jest odpowiedzią na rosnący konsumpcjonizm i kryzys ekologiczny, czyli problemy, które dziś, 25 lat po premierze filmu, jeszcze się nasiliły. Cole najbardziej tęskni za świeżym powietrzem – to właśnie nim i utworem „What a Wonderful World” Louisa Armstronga po powrocie do świata sprzed epidemii zachwyca się najbardziej. W filmowej dystopii brakuje natury, widzimy tylko zamkniętą i odpychającą przestrzeń więzienia. Oprócz tej zasadniczej różnicy pomiędzy światem pokazanym w „12 małpach” a współczesną rzeczywistością z ostatnich miesięcy można dopatrzeć się wielu podobieństw. Wśród nich są wspomniane problemy ekologiczne – szkodliwe działania korporacji, eksperymenty na zwierzętach, kryzys klimatyczny czy fakt, że za świeżym powietrzem tęsknimy dziś, przez wszechobecny smog, niemal wszyscy. Surrealistyczna wizja biegu dzikich zwierząt ulicami metropolii stała się faktem – co prawda nie są to osobniki wypuszczone z zoo, ale gatunki żyjące tuż obok nas, ośmielone ciszą i spokojem, związanymi z globalną izolacją. Jeszcze jednym ważnym tropem wydają się istotne dla rozprzestrzenienia się filmowego wirusa dwa miasta, równie ważne w historii COVID-19: Rzym i Pekin.

„12 małp” ma jednak drugie dno. Zagmatwanej, nielinearnej narracji towarzyszy równie nieoczywista warstwa fabularna, stawiająca pod dużym znakiem zapytania prawdziwość oglądanych wydarzeń. Dr Railly w swojej pracy naukowej zajmuje się kompleksem Kasandry. Przepowiednie mitycznej postaci były ignorowane, mimo tego, że wszelkie obawy kobiety ziszczały się. Podobnie jest z Cole’em, dla którego ostrzeganie przed zbliżającą się epidemią skończyło się pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Lekarka w trakcie jednej z rozmów wyraźnie sugeruje, że historia o apokalipsie to jedynie wytwór wyobraźni chorego umysłu mężczyzny, wskazując nawet sposób, w jaki konkretne elementy rzeczywistości zostały spreparowane przez niego w spójną historię. Późniejsze zdarzenia zmuszają bohaterkę do zmiany zdania, co wpływa na fakt, że fabułę można interpretować jako wymysł bohatera. Cole, podobnie jak Diane (Naomi Watts), bohaterka kilka lat późniejszego „Mulholland Drive” Davida Lyncha, w efekcie niezgody na zastaną rzeczywistość tworzy wyimaginowany świat, w którym co prawda nie znajduje szczęścia i ukojenia, ale staje się ważny – jest bohaterem, który może ocalić świat przed zagładą. Pod tym względem za znamienne należy uznać wykorzystanie przez twórców filmu nawiązania do „Zawrotu głowy” Alfreda Hitchcocka, filmu oglądanego przez Cole’a i dr Railly. W tym obrazie postać grana przez Jamesa Stewarta popada w dziwny rodzaj psychozy i w nowopoznanej kobiecie widzi kopię swojej tragicznie utraconej ukochanej. Bohater filmu Hitchcocka i Cole są więźniami uporczywie powracających wspomnień, które każą im tworzyć rzeczywistość odpowiadającą powtarzającym się w ich głowach obrazom.

Jeśli jednak potraktujemy fabułę „12 małp” jako opowieść o podróżach w czasie i próbie uratowania świata, to warto zwrócić uwagę na pewien szczególny aspekt tej historii. Cole na początku swojej misji otrzymuje zestaw tropów, które, jak się okaże, sam przekazał. Paradoksalnie bohaterowie zmylili samych siebie i utrudnili poszukiwania źródła epidemii. Płynie stąd ciekawy temat do przemyśleń – na ile nasza aktywność związana z walką z zastaną rzeczywistością jest pomocna, a na ile szkodliwa. Rebecca Solnit w swojej pracy „Nadzieja w mroku. Nieznane opowieści, niebywałe możliwości” wskazuje, iż wszystkie przemiany społeczne wymagały zaangażowania, nawet niewielkiego, wspólnoty i jej poszczególnych jednostek. Mówiąc prościej – każda zmiana wymaga od nas aktywności. „12 małp” podaje to, jednak dominujące w kulturze zachodniej, myślenie w wątpliwość, wskazując na istnienie przeznaczenia, przed którym Cole, mimo wielu wysiłków, nie jest w stanie uciec. To otwarcie na dyskusję i wielowątkowe rozważania, obok spójnej i atrakcyjnej formy, zdecydowało o trwałej popularności filmu Gilliama, który w przeciwieństwie do wielu produkcji science fiction nie zestarzał się, lecz z biegiem lat nabrał nowych znaczeń.
„12 małp” („12 monkeys”). Reżyseria: Terry Gilliam. Scenariusz: David Webb Peoples, Janet Peoples, Chris Marker. Obsada: Bruce Willis, Madeleine Stowe, Brad Pitt, Christopher Plummer, David Morse. Stany Zjednoczone 1995, 129 min.
Film dostępny w serwisie Chili.