ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 sierpnia 15-16 (399-400) / 2020

Michał Paweł Urbaniak,

ORFEUSZ WSTAJE Z MARTWYCH (OLGIERD HURKA: 'ZNAMIĘ')

A A A
Znika Joanna Szymalak – młoda prawniczka, ceniona pracownica renomowanej stołecznej kancelarii. Miała wypadek? Wyjechała? Uciekła? A może padła ofiarą morderstwa? Kierujący kancelarią Michał Tumski jest zaniepokojony. Odkrywa, że Joanna została wmieszana w pewien deweloperski przekręt na wielką skalę (w grę wchodzi brawurowe przejęcie jednej z giełdowych firm i – oczywiście – wielkie pieniądze. Te działania są ukazane jak emanacja replikującego się zła). Joannie zaproponowano łapówkę za zniszczenie dowodów niefortunnego spotkania, ale jej nie przyjęła. Czy to dlatego musiała zniknąć? A może ta sytuacja ma związek z jej życiem prywatnym? Kim jest tajemniczy „Angel” z jej egzaltowanych zapisków? Śledztwo w sprawie zaginięcia Joanny Szymalak prowadzi aspirant Agnieszka Moroz, ambitna policjantka kryjąca pewien sekret. Brzmi jak fabuła jednego z wielu współczesnych kryminałów, jednak pomimo schematycznego początku, „Znamię” – debiutancka powieść Olgierda Hurki – nie ma nic wspólnego ze sztampowym kryminałem. Zniknięcie jednej z bohaterek staje się punktem wyjścia dla opowieści o samotności, o żałobie i o odnajdywaniu samego siebie w drastycznie zmienionej rzeczywistości.

Na „Znamię” składają się trzy główne wątki. Obok sprawy zaginięcia Joanny Szymalak i machinacji finansowych jest to dramatyczna historia człowieka pokonanego, złamanego, choć zachowującego odpowiednie pozory. To właśnie ten trzeci wątek – można by stwierdzić: niekryminalny – wydaje się najciekawszy, zajmuje też najwięcej miejsca w powieści.

Czterdziestoletni Michał Tumski jest zamożny, zrobił imponującą karierę, cieszy się społecznym poważaniem. Cieniem na jego życiu kładzie się śmierć żony, trzy lata wcześniej zmarłej na raka. Strata Anki sprawiła, że Michał dojrzał, dostrzegając eklezjastyczną marność świata, ale zapłacił za tę świadomość wysoką cenę: „Jak dziwnie jest mieć czterdzieści lat i czuć się starcem, niczego nie pożądać – nie dlatego, że wszystko się ma, ale przez zrozumienie, że nic nie jest warte pożądania. Nieistotne, zbędne, nic niewnoszące, martwe rzeczy, sprawy, ludzie i on w środku tego jałowego pola na ławce - skąpanym w złocie tronie”. Obecnie po godzinach zalewa dojmującą samotność i zagubienie ekskluzywną whisky. „Może czas wrócić do żywych?”- pyta Michała jego przyjaciel i współpracownik. To pytanie ma w sobie mniej z metafory, niż mogłoby się zdawać. Pogrążony w depresji, zamroczony alkoholem bohater funkcjonuje w swoim mieszkaniu jak w grobowcu. Do rangi symbolu urastają w tym kontekście fotografie z dawnego życia, kruszące się kwiaty z zeschłego bukietu czy wazon – nośnik ludzkich historii i nadziei na to, że przedmioty ugruntują ludzką nieśmiertelność – w końcu rozbity. Michał obserwuje ludzi, fantazjuje o pełnych rodzinach z poczuciem, że prawdziwe życie toczy się za szybą, za którą on pozostał jako więzień swego prywatnego świata po katastrofie.

Co najważniejsze, „Znamię” charakteryzuje wyraziste podłoże mitologiczne. Inaczej mówiąc, Olgierd Hurka proponuje oryginalną reinterpretację mitu o Orfeuszu i Eurydyce. Główny bohater powieści stracił żonę i coraz bardziej – na różne sposoby – pogrąża się w Hadesie. Stoi w miejscu, spogląda w przeszłość, choć wie, że nic nie wróci mu Anki. Debiutujący autor świetnie podbija grozę, włączając w tekst elementy poniekąd nierzeczywiste, sytuujące się obok zwyczajnego życia, przywodzące na myśl właśnie mroczny mit (dręczące bohatera koszmarne sny, schodzenie do piwnicy niczym do krainy zmarłych, przygasające w obecności Michała światła latarń, telefon z zaświatów, wrona zadziobująca gołębia, postać upiornego żebraka). Nie brakuje też motywów typowo eschatologicznych (wgryzanie się maszyn budowlanych w ziemię, rozmowa Michała z żoną o kremacji, zapadnięcie w śpiączkę, rozbity wazon, porównania sytuujące się na określonym obszarze znaczeniowym: „Coś (…) poruszyło się w pamięci niczym ciało w grobie niedługo po pogrzebie”). To wszystko tworzy unikalną, gęstą od napięcia atmosferę, dodając powieści głębi. Wbrew pozorom nie chodzi tu tylko – jak w mitologicznym pierwowzorze – o wyniszczającą żałobę po stracie ukochanej kobiety. To nie takie proste. Michał – co wychodzi na jaw w toku powieści – dźwiga ogromne poczucie winy. To on, widząc Ankę z kochankiem (bo w tej współczesnej wersji mitu Eurydyka uległa Aristajosowi), wypowiedział okrutne życzenie: „Wolałbym, żebyś umarła”. Oto dręczące go na płaszczyźnie onirycznej „wyblakłe zło”, oto jego wina, tytułowe znamię Kaina, właściwa każdemu człowiekowi, nieusuwalna pieczęć występku.

Ważnym aspektem „Znamienia” w tym kontekście jest brak, który definiuje i paradoksalnie wypełnia życie. Obezwładniającego braku doświadczają zarówno owdowiały Michał, jak i Joanna, dla której wymarzony Angel – niby-fantom z zapisków – pozostaje boleśnie niedostępny. To właśnie ona napisze: „Wszechświat jest wypełniony głównie pustką, a przez to nasze życie składa się w przeważającej mierze właśnie z tego, czego w nim nie ma. To, co istnieje, najlepiej jest definiowane przez brak” i są to znamienne słowa.

Sporo tu śmierci – ale to Michał wraca do żywych z Hadesu (w „Znamieniu” to wielomiesięczny pobyt w szpitalu po ciężkim pobiciu, balansowanie na granicy życia i śmierci). Innymi słowy, Hurka w swojej debiutanckiej książce proponuje błyskotliwe odwrócenie mitu. Tutaj to nie Eurydykę trzeba wyprowadzić z podziemnych czeluści, aby wróciła do życia – to Orfeusz musi sam się wyprowadzić, sam zmartwychwstać (choć – przynajmniej teoretycznie – pozostał żywy). Klucz stanowią tu słowa „Noli me tangere”, wypowiedziane przez Chrystusa do Marii Magdaleny po zmartwychwstaniu, słowa oznaczające tyle co: „Nie zatrzymuj mnie”. W powieści wypowiada je „Eurydyka”, która chce pozostać w świecie zmarłych. Zmartwychwstanie odnosi się do Orfeusza-Michała. Odnajduje on sens dalszego istnienia.

Choć ta książka zaczyna się jak typowy kryminał, jest w zasadzie wyrafinowaną powieścią psychologiczną. Olgierd Hurka świadomie pogrywa z konwencją, z przyjętymi schematami, a także z prawdopodobnymi oczekiwaniami czytelnika. Śledztwo nie jest tu najważniejsze, niekiedy na wiele stron aspirant Agnieszka Moroz znika z powieści. Znaczące jest też to, że kiedy Michał Tumski zapada w śpiączkę, kończy się pierwsza część powieści, choć dochodzenie przecież nie zamarło. Czytelnik dopiero później dowie się o dalszych ustaleniach śledztwa. Co więcej, zagadka śmierci Joanny nie zostaje do końca rozwiązana. Wielka to odwaga ze strony debiutującego autora, w ten sposób łamać konwencję – w czasach, w których księgarniane półki zapełniają kryminały zazwyczaj tak do siebie podobne, że trudne do odróżnienia (na marginesie dodajmy: stanowiące nierzadko lekturę jednorazową, niewymagającą, łatwą do zapomnienia).

Tak, „Znamię” to nie tylko kryminał. Olgierd Hurka wykorzystuje sprawdzoną, atrakcyjną dla dzisiejszego czytelnika formę, aby przyciągnąć uwagę odbiorcy – ale w gruncie rzeczy snuje opowieść o wielkiej samotności w świecie, w którym człowiek samotny, to zarazem człowiek społecznie wykluczony (bądź: wykluczający się sam). Największą wartością tej książki jest niewątpliwie podwójne przetworzenie historii Orfeusza i Eurydyki. Dzięki temu mamy do czynienia z powieścią uniwersalną - jak to się zazwyczaj dzieje w przypadku literatury opartej o mity. Oto bardzo obiecujący debiut, któremu warto poświęcić uwagę.
Olgierd Hurka: „Znamię”. Wydawnictwo HarperCollins Polska. Warszawa 2020.