ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (407) / 2020

Anna Katarzyna Dycha,

TANIEC NA ZGLISZCZACH. 'ZABAWA' KRZYSZTOFA ZALEWSKIEGO

A A A
Krzysztof Zalewski to jeden z tych artystów na polskiej scenie, który potrafi zaskoczyć. Nie zamyka się w jednej stylistyce, lubi poszukiwać różnych muzycznych rozwiązań. Do tego jest prawdziwym scenicznym zwierzęciem. Wulkan energii, który potrafi eksplodować. Zachwyca nie tylko podczas koncertów z całym zespołem, ale też w czasie swoich solo actów, kiedy chwyta za wiele różnych instrumentów, jednocześnie śpiewając. Artysta podkreślał w wywiadach, że długo nosił w sobie pomysł o nowej płycie. Album powstał szybko, bo w trzy miesiące Zalewski napisał teksty i muzykę. Miał dużą potrzebę stworzenia dużej liczby piosenek. Debiutancki „Zelig” powstawał lat osiem, a „Złoto” – trzy.

Mamy mocne otwarcie. Tytułowa „Zabawa” porywa tanecznym rytmem. Pod tymi radosnymi dźwiękami kryje się jednak dwuznaczny tekst refrenu: „Życie to nie zabawa, tylko zawody, tylko zawody”. Zalewski proponuje „taniec na koniec świata, na przekór wszystkim i wszystkiemu”. Gdy świat się kończy, można tańczyć na zgliszczach. To myśl, która definiuje cały krążek. Obok syntezatorowej części utwór posiada lekkie przejście („Łagodny, letni wiatr/ Senny dzień/ Czemu gotuje się krew”), które komponuje się z całością. Kolejny utwór i kolejny singiel. „Annuszka” to solidna propozycja – jakby z syntezatorami lat 80. XX wieku i z odwołaniem do „Mistrza i Małgorzaty” – książki, do której artysta lubi wracać. Wprawdzie płyta „Zabawa” nie ma żadnego zacięcia politycznego, ale strajkujące w październiku i listopadzie kobiety niosły na swoich transparentach również cytat: „Annuszka już wylała olej”. Pierwszym singlem, który promował płytę był singiel „Tylko nocą” – mroczny i zaskakujący. Już wtedy Zalewski przekonywał, że taniec „pozwala wyzwolić się ze schematów dnia codziennego, uwolnić się z narzuconych ról”. Taneczny wątek kontynuował w „Zabawie”. Do „starego” Zalewskiego wracamy w „Dystansie”. Jest rockowo i mocno. Pojawiają się też smyki. Zadziorne „Lustra” to też ukłon w stronę dobrego rocka. Piękną balladę (niemal jak u Eltona Johna czy Freddiego Mercury’ego) „Wszystko będzie dobrze” z kolei ozdobiły instrumenty smyczkowe. „To był tylko dobry sen/ To zderzenie planet/ Jaki piękny widok/ Kiedy wszystko płonie” – pada konkluzja. W „Oddechu” Zalewski rapuje, a w „Szpiegu” pojawiają się stylowe dęciaki. W „Na apatię” artysta szuka rady na różne bolączki świata. Znalazł broń „na miłości ciągły brak, na nietrafiony w porę żart, na głupoty najwyższego szczebla, na apokalipsę, na wędrówkę ludów, nuklearny wybuch, kwaśny deszcz”. „Ojcowie” i „Grzeczny bądź” – to piosenki, w których artysta nie ukrywa faktu zostania tatą.

Zalewski nagrał płytę, którą udowadnia, że życie może być śmieszne i straszne. To zbiór przemyśleń 35-latka. Muzycznie pod warstwą pełną syntezatorów czają się mroczne teksty odzwierciedlające współczesne lęki przed apokalipsą. A przecież „trzeba tańczyć za wszelką cenę, nawet wbrew sobie, wbrew nastrojowi". Nie brakuje oczywiście rockowego uderzenia, mocnych gitar, żywych instrumentów, z którymi artyście zawsze było po drodze. Zabawa stylistykami jest o tyle udana, że Zalewski wypada przekonująco. Tego, że jest rasowym wokalistą nie trzeba powtarzać – wiemy to od dawna. Wyborny artysta zderzył się z oczekiwaniami na własny temat i wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko.
Krzysztof Zalewski: „Zabawa” [Kayax, 2020].