ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (421) / 2021

Kamila Czaja,

NIGDY NIE BĘDZIE TAKIEGO KRWAWEGO LATA (ANNA KAŃTOCH: 'LATO UTRACONYCH')

A A A
Kalendarz do tyłu, jakość do przodu

W maju Nagroda Wielkiego Kalibru za pierwszą część trylogii, „Wiosnę zaginionych”, w czerwcu premiera części drugiej, moim zdaniem nawet lepszej od poprzedniczki. Tylko jak o nowym kryminale Anny Kańtoch pisać, żeby nie powtarzać się nadmiernie, skoro autorka po prostu od lat konsekwentnie wykorzystuje gatunkowe konwencje do opowiadania kolejnych historii skoncentrowanych na ludziach, miejscach i czasach (jako że różne dekady wchodzą tu w grę)? Nie śpieszy się z akcją, nie upraszcza – a wciąga, w „Lecie utraconych” może nawet silniej, bo mniej niż wcześniej mam zastrzeżeń do samej fabuły. Na pewno rozwiązanie jest tu bardziej składne, budzi mniej niedowierzania niż w tomie pierwszym.

Nie zamierzam się na warstwie wydarzeń mocno skupiać – nie tylko dlatego, że lepiej tu zdradzać jak najmniej. Po prostu nadal twierdzę, że same morderstwa są w prozie Kańtoch mniej istotne. Jakkolwiek to brzmi: bardzo dobrze mi się czytało o krwawej zbrodni w leśniczówce, w której wypoczywała pozornie idealna rodzina. Ale jeszcze lepiej czytało mi się się o motywacjach bohaterów, chłonęło klimat opisywanych lat i przestrzeni. Doświadczenie lekturowe okazało się tym ciekawsze, że pisarka pisze „wstecz”. Drugi tom dotyczy czasów wcześniejszych niż znane nam z „Wiosny…”, ale ma tę samą główną bohaterkę.

Tak dawno, tak niedawno

Krystyna Lesińska, jeszcze nie na emeryturze, ma wyjaśnić sprawę, która każe jej krążyć między Katowicami a Żywcem, lasami i górami (ważną rolę odegra Zakopane). A czytelnik krąży dodatkowo między rokiem 1998 a 1999 – niby mały tym razem czasowy dystans, ale dla śledztwa kluczowy. Tych, którzy, z dzieciństwa lub z późniejszych etapów życia, pamiętają tamtą dekadę, zdziwić może, jak bardzo nieodległy w świadomości okres wybrzmiewa tu niczym inny świat. Telefony komórkowe jako nowość, narada w katowickiej Kryształowej sprzed zmian i zamknięcia, na ekranach telewizorów świeży jeszcze „Klan”, na monitorach komputerów odkrywane dopiero „Diablo”, w rękach długo wyczekiwana „Pani Jeziora”…

Kańtoch nie tylko świetnie portretuje lata 90., traktując je po prostu jako codzienność bohaterów (raczej w tle zostawiając modne rozliczenia z perspektywy tego, co wiemy dziś), ale też wykorzystuje wewnętrzne retrospekcje bardzo umiejętnie. Znając już brutalne rozstrzygnięcie, czyta się o późniejszych ofiarach ze świadomością ich nieuniknionego losu, a poznawanie ich punktu widzenia boli tym bardziej. Zwłaszcza że Kańtoch doskonale buduje portrety postaci, nie tylko tych, które potem zginą lub będą podejrzane. Tu nawet ktoś, to pojawia się zaledwie na moment, jest wyrazisty, na przykład pracownik baru przepadkiem wmieszany w sprawę: „Ostatni raz widział tak ubranego nastolatka jeszcze na początku lat osiemdziesiątych, gdy wszystko było na kartki, żona wciąż go kochała, a jedyny syn, teraz narkoman spędzający czas na dworcu w Katowicach, chodził do pierwszej klasy liceum” (s. 6).

Noir jest kobietą

Świetnie portretuje Kańtoch nieszczęśliwych ludzi, a tak się (nie)szczęśliwie składa, że to zaklasyfikowanie dotyczy tu prawie wszystkich. W tym samej Krystyny, którą widzimy sporo młodszą, ale w trudnym momencie. W świeżej żałobie po drugim mężu, z coraz bardziej ciążącą na nowo dawną historią zaginięcia brata, z wątpliwościami, czy jeszcze nadaje się do policyjnej pracy. Wzmacnia Kańtoch w tym tomie noirowe skojarzenia, o tyle oryginalne, że dotyczą kobiety obarczonej przymiotami charakterystycznymi dla cynicznych detektywów, a nie dla femme fatale. Można przecież wyobrazić sobie Philipa Marlowe’a w tak zarysowanej „konfrontacji”: „Przed Bajeczną stał wycięty z kartonu słoń wielkości pięciolatka, wypuszczający trąbą bańki mydlane. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Słoń miał zeza i nieprzytomnie szczęśliwą minę, która u człowieka świadczyłaby niewątpliwie o nadużyciu środków psychoaktywnych” (s. 135). Daleko też policjantce do ideału, a pewne jej decyzje są moralnie wieloznaczne.

Właśnie w portrecie głównej bohaterki najlepiej widać świeżość i dobrą realizację pomysłu, by trylogia cofała się w czasie. Nie tylko może Kańtoch błyszczeć w pisaniu kolejnej dekady (lata 80. „przerobiła” gruntownie w trylogii poprzedniej – „Łaska”, „Wiara”, „Pokuta”), ale też w spójnym budowaniu postaci niejako od końca. W „Lecie utraconych” możemy się na przykład przekonać, jak wyglądały stosunku w rodzinie Krystyny, co miało wyraźne konsekwencje w „Wiośnie zaginionych”.

Złożony świat w złożonych zdaniach

I jednak nie da się nie powtarzać, bo z każdą książką Kańtoch utwierdzam się w przekonaniu, że należy twórczość tej autorki cały czas chwalić, kładąc też nacisk na warsztat językowy. Jej powieści nie broniłyby się aż tak postaciami, scenerią, dbałością o realia, gdyby nie fakt, że wyróżniają się językiem. Długie zdania, poprawnie złożone, leksykalne zróżnicowanie, elegancja przymiotników nieeliminowanych tylko po to, żeby było wartko i sensacyjnie. Wiara, że fani gatunku nie pragną stron wypełnionych prostymi dialogami czy scenami pościgów, przeplatanymi miałkimi refleksjami pisanych jak od kalki protagonistów, zasługuje na uznanie. Mimo sporej częstotliwości ukazywania się kolejnych książek Kańtoch odbiorca naprawdę nie ma poczucia produkcji „taśmowej” ani mechanicznego wypełniania jakiegoś gatunkowego szkieletu.

Autorka „Lata utraconych” wyrobiła sobie powtarzalnie wysoki poziom i rozpoznawalny styl, ale mimo korzystania kilkukrotnie z podobnych zabiegów nie nudzi. A czytając jej kryminały, ma się poczucie czytania dobrej prozy – tu akurat kryminalnej (którą wolę od fantastycznej, ale doskonale rozumiem, jeśli ktoś preferuje talent pisarki w tamtej konwencji). Do kolejnego tomu pewnie mniej więcej rok (zob. pomiedzystronami.wordpress.com), a przecież chciałoby się już, teraz, natychmiast sięgnąć po ostatnią, rozgrywającą się jednak najwcześniej opowieść z życia Krystyny Lesińskiej.

LITERATURA:

„Wywiad z Anną Kańtoch”. https://pomiedzystronami.wordpress.com/2021/06/20/wywiad-z-anna-kantoch/#more-1653.
Anna Kańtoch: „Lato utraconych”. Wydawnictwo Marginesy. Warszawa 2021.