ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (421) / 2021

Anna Fiałkowska,

SIEDZIMY, PATRZYMY, ILE PO NAS ZOSTAŁO (AGNIESZKA WOLNY-HAMKAŁO: 'RASTER LICHTENSTEINA')

A A A
„Raster Lichtensteina” to dziesiąta książka poetycka Agnieszki Wolny-Hamkało. Autorka, oprócz poezji, tworzy także prozę oraz sztuki teatralne. Debiutowała ponad dwadzieścia lat temu, a w 2020 roku wydawnictwo Warstwy – w którym w tym roku także ukazał się „Raster…” – ogłosiło jubileuszowy wybór wierszy o tytule „Zerwane rozmowy. 105 wierszy na różne okazje”. Miały one podsumowywać dotychczasową twórczość poetycką Agnieszki Wolny-Hamkało, a tegoroczna książka określona została jako „zmiana” (wydawnictwowarstwy.pl). Czy rzeczywiście można powiedzieć o „Rastrze…”, że to nowa jakość poetycka twórczości autorki? Pojawiający się w tytule raster to nieczęsto spotykane słowo; jest to jednotonalny obraz składający się z drobnych kropek. Kiedy ogląda się go z „normalnej” (czyli jakiej?) odległości, kropki mają zlewać się w jedną całość. Stają się wówczas zbyt małe, aby można je było zauważyć i odróżnić. Co ciekawe, tytułowy Roy Lichtenstein tworzył rastry, na których kropki były wyraźnie widoczne, często nawet stawały się dominującym tematem obrazu. W związku z tym pokuszę się o interpretację tytułu: nowa książka Agnieszki Wolny-Hamkało miałaby być dziełem złożonym z wyrazistych punktów, fragmentów łatwych do odróżnienia i wskazania, ale jednak obrazem spójnym i jednolitym. Można także spróbować poszukać tropu we wnętrzu tomu – i pojawia się on bardzo szybko, już w drugim wierszu: „Żółta plamka z wolna wyskakuje / z ramy, raster Lichtensteina, motywy egipskie” („zalando”, s. 6).

Ten krótki fragment jednego z pierwszych utworów w książce dobrze określa wymowę i ton całego „Rastra…”. W wierszach pojawia się spora ilość rekwizytów. Czasem nadają one utworom nieco kakofoniczny wydźwięk. Trudno jest chwilami rozpoznać, dlaczego aż tak wiele przedmiotów zostaje wplecionych w treść wiersza.. Są także momenty, w których opisywane rzeczy bardzo dobrze działają na wyobraźnię: „Drewniany ludzik o tępym spojrzeniu (...)” („janusz styczeń już nie wstaje”, s. 13) czy „wirujące strzępy plastiku” („inne strony”, s. 44). Warto przypomnieć, że rekwizyty to swego rodzaju znak rozpoznawczy autorki. Chociażby w opublikowanym ponad dekadę temu tomie o tytule „Nikon i Leica” (WBPiCAK, Poznań 2010) pojawiało się sporo różnych przedmiotów, chociażby „kiść zapalniczek” (s. 15), „sztabka wolframu” (s. 30) czy „zielone odchody” (s. 32); podobnie jest w poprzedniej książce poetyckiej o tytule „Panama Smile” (WBPiCAK, Poznań 2017). Agnieszka Wolny-Hamkało pod względem tematycznym zdaje się w „Rastrze…” mimo wszystko pozostawać wierna swoim motywom. Wyraźnie jednak intensyfikuje zarówno ilość opisywanych przedmiotów, jak i urywany charakter opowieści. Jest tutaj i miasto, i cielesność, i swego rodzaju rozliczenie z życiem oraz znane już z wcześniejszych książek wysunięcie na plan pierwszy zmysłu wzroku. Niełatwo w efekcie wskazać, w czym miałaby tkwić zapowiadana przez wydawnictwo „zmiana”.

W zestawieniu z uprzednimi książkami poetyckimi, „Raster Lichtensteina” jest nie tylko kontynuacją wcześniejszej narracji, ale także zdaje się swego rodzaju syntezą dotychczasowych obsesji poetki. Można tutaj znaleźć wspominaną sporą ilość rekwizytów, pojawiają się także autorskie zabawy frazami: „blask wieży radiowej / z ulic nas wymiata” („wrzesień nowych prędkości”, s. 11), „słońce wypada z łuski” („nawłoć”, s. 23), „rozdwojony warkot motocykli” („nazwy”, s. 38). Niestety, na dalszy plan zostały przesunięte historie. A to właśnie one, zakamuflowane, ale dające się rozpoznać, są główną siłą wierszy Agnieszki Wolny-Hamkało. W „Rastrze…” jest także kilka utworów, o których można powiedzieć, że mają wyrazisty nastrój, duszny i obezwładniający, a w trakcie ich czytania wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Są to chociażby „anamnezy”, „gdybym patrzyła dość długo” czy „wrzesień nowych prędkości”.

Autorka sięga w „Rastrze…” po codzienność tak, jak w swoich wcześniejszych tomach. Tym razem zwyczajność jest jednak bardziej strywializowana . Urywane opowieści czasem nie są na tyle interesujące, aby czytelnik został z nimi na dłużej. Tematami wierszy są spory małżeńskie (między innymi „a my”, „butwienie”, „renault”), zakupy (chociażby „rwący brzeg bugu”, „zalando”, „zanim otworzysz”) i codziennie sytuacje, jak na przykład wizyta w biurowcu („inne strony”), spotkanie z rodzicami („detal, skład”) czy „ładny dzień” – krótka impresja z ładnego dnia. Już pierwszy utwór w pewien sposób wyznacza nieco banalny nastrój książki. Jest to zapis obserwacji na temat wizyty w sklepie, w którym są „(…) guziki, odplamiacz frosh z żabką i aktywny tlen (…)”; a następnie pojawia się zdanie: „Łatwiej zabić boga, niźli wybrać szminkę” („rwący nurt bugu”, s. 5). W kolejnych wierszach pojawiają się zakupy w Żabce, kawa ze stacji benzynowej, robienie selfie, „(…) gniazdka na BP, sałatka z sosem tysiąca wysp, / jaskrawe gumy z automatu.” („problemy z herbatą”, s. 31). Moją uwagę zwróciła powtarzalność zaimków wskazujących i względnych (m.in. ten, ta, tamten; które, która, który). Rozbijają one nieco wiersze, wybijają z rytmu i mogłyby zostać w większości przypadków usunięte. Ostatnie zdanie finalnego wiersza w „Rastrze…” dobrze pokazuje ten problem: „Na boisku zimą wrona rozkłada skrzydła / rozbawiona mięsa ciepłymi resztkami / które ktoś wyrzucił na śnieg przy śmietniku, / które mijam przysłuchując się rzece w ciemności, / dzieląc cię na księgi – i w ogóle wieczność / zostawiając tobie.” („moby dick”, s. 48).

Najnowsza książka poetycka Agnieszki Wolny-Hamkało nie jest zmianą w jej twórczości. „Raster Lichtensteina” nie bierze wcześniej stosowanych strategii w nawias, jak sugeruje opis na stronie wydawnictwa. To zbiór wierszy przesyconych intensywną, znaną już poetyką. „Raster…” może ciekawić hermetycznym, autorskim sposobem opisu codzienności, czasem wpada jednak w pułapkę wtórności. Niektóre wiersze mogłyby być bardziej wyraziste, dążyć do zaskoczenia czytelnika puentą albo odważną frazą. Część z nich tworzy jednak niepowtarzalny nastrój duchoty i niepokoju. Warto na koniec zwrócić uwagę na wspaniałą stronę wizualną książki – twarda oprawa, tłoczona okładka i minimalistyczna, kolorowa grafika autorstwa Joanny Jopkiewicz zdecydowanie wyróżniają „Raster Lichtensteina” na tle tegorocznych nowości poetyckich.
Agnieszka Wolny-Hamkało: „Raster Lichtensteina”. Warstwy. Wrocław 2021.