ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 sierpnia 15-16 (423-424) / 2021

Maria Janoszka,

O GOTYCYZMACH ('GOTYCYZM W LITERATURZE I KULTURZE LAT 1760-1830')

A A A
Badania nad gotycyzmem w literaturze i kulturze od momentu narodzin tego nurtu do czasów najbardziej współczesnych z pewnością nie należą do zaniedbanego obszaru refleksji literaturo- czy kulturoznawczej. Popularność grozy i horroru w kulturze utrzymuje się nieustannie na wysokim poziomie, czego dowodem są również liczne publikacje naukowe analizujące dzieje różnorodnych gatunków, konwencji czy postaci (i bytów fantastycznych), wśród dostępnych pozycji wyraźnie brakowało natomiast do tej pory tomu, w którym uwaga nakierowana byłaby na najwcześniejszy, oświeceniowo-wczesnoromantyczny okres rozwoju zjawiska. „Gotycyzm w literaturze i kulturze lat 1760–1830” pod redakcją Pawła Pluty i Marcina Cieńskiego, książka zawierająca dwadzieścia siedem szkiców, daje bardzo zróżnicowany i wielostronny opis gotycyzmu, nie ograniczając się bynajmniej tylko do polskiej kultury, lecz – poza oczywistymi w tym kontekście kulturami brytyjską czy francuską – pozwala przyjrzeć się również mniej znanym realizacjom gotycyzmu, np. w literaturze amerykańskiej (Charles Brockden Brown), czeskiej (Karel Hynek Mácha) czy rosyjskiej (Aleksander Bestużew-Marliński). Rozległość ewokowanych w tomie zagadnień – od publicystyki (Joan Hendrik Swildens) i refleksji teoretycznej (Kazimierz Brodziński) po teatr religijny (Józef Andrzej Załuski) i operę (Karol Kurpiński, Stanisław Moniuszko), od „Zamczyska w Otranto” i symboliki średniowiecznych katedr po „Straszny dwór” – ukazuje stopień skomplikowania zjawiska, które w szerokim odbiorze kojarzyć się może przede wszystkim z silnie skonwencjonalizowaną rekwizytornią powieści gotyckiej, w rzeczywistości zaś inicjuje wiele istotnych procesów kulturowych związanych m.in. z przewartościowaniem stosunku do przeszłości czy refleksją nad złem i przemocą oraz ich źródłami.

Są to oczywiście perspektywy badawcze dobrze ugruntowane we współczesnej humanistyce i niemal od początku obecne w rozważaniach nad rozwojem gotycyzmu, nie odnajdziemy jednak w obrębie żadnej innej publikacji, poświęconej temu zjawisku w ograniczeniu do lat 1760–1830, obok siebie refleksji nad wykorzystującym gotyckie aluzje dyskursem holenderskiej publicystyki z końca XVIII wieku, gotyckimi „znakami” w polskiej sztuce ogrodowej czy zainteresowaniem dziejami średniowiecznej Liwonii (Inflanty) w rosyjskiej powieści historycznej. Jak widać, rozpiętość problemowa (i geograficzna) „Gotycyzmu…” jest imponująca, co czyni tę pozycję wyjątkową na tle pozostałych – powstaje tu konstelacja szkiców, które nawzajem się oświetlają i dopełniają, pozwalają na śledzenia analogii i kontrastów pomiędzy konkretnymi literaturami narodowymi czy epokami i rezygnują z tworzenia hierarchii ważności poszczególnych pisarzy z uwagi na ich wkład w omawiany nurt (brak tu np. przywołań wczesnych powieści poetyckich Juliusza Słowackiego, pojawiają się zaś twórcy znani tylko specjalistom). Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że zawarte tu teksty są niewielkie objętościowo, stanowią więc raczej rodzaj analizy punktowej, przyczynku lub wprowadzenia do określonej problematyki niż wyczerpującego omówienia. Skłania to jednak do dalszych poszukiwań, a przede wszystkim ukazuje, że ścieżek, którymi można się tu przechadzać, jest znacznie więcej, niż zwykło się sądzić.

Tom podzielony został na trzy części, w dużej mierze z uwzględnieniem kryterium chronologii: w pierwszej znajdują się szkice poświęcone w większości wczesnemu etapowi formowania się gatunku powieści gotyckiej, kolejne zaś grupują teksty związane z oświeceniem i romantyzmem. Co jednak bardzo istotne, na pierwszą część składają się studia ujawniające różnorodne związki gotycyzmu z polityką – czy chodzi o zaangażowanie literatury w tworzenie pewnych zideologizowanych wizji przeszłości, czy o reakcje na bieżące wydarzenia, czy wreszcie o ujawnianie mechanizmów psychologicznych działających w kontakcie z Innością. Ponieważ w odniesieniu do polskiego gotycyzmu lat 1760–1830 owe polityczne uwikłania należą do kwestii rzadziej poruszanych (w tej części dominują zresztą analizy utworów należących do literatury obcej), można sądzić, że dzięki „Gotycyzmowi…” ta perspektywa poszukiwań badawczych ma szansę nareszcie znaleźć znacznie szersze zastosowanie nad Wisłą.

Wydaje się, że jedną z najczęściej przywoływanych w tomie kategorii jest nieoczywistość bądź niejednoznaczność różnorodnych zjawisk lub opinii ciążących na poszczególnych twórcach. Wielu autorów szkiców interesuje obecne w analizowanych utworach dążenie do przekraczania rozmaitych ograniczeń, stereotypowych wyobrażeń czy oczekiwań – niezależnie od wyrazistości tych procesów, które mogą przyjąć kształt istotnych zmian społecznych, jak pojawienie się w związku z rozwojem powieści gotyckiej na brytyjskim rynku wydawniczym znacznie większej liczby kobiet autorek, bądź też formę o wiele bardziej subtelną, np. w sporze o rozumienie konwencji i tradycji klasycystycznej tragedii francuskiej. Imperatyw odkrywania zapomnianego i rehabilitacji tekstów nieco lekceważonych (m.in. „Grobu rodziny Reichstalów” i tzw. fragmentów genewskich Zygmunta Krasińskiego, „Ragany, czyli płochości” Łucji Rautenstrauchowej, poezji Tymona Zaborowskiego, Michała Wyszkowskiego, Józefa Łapsińskiego, przekładów Ludwika Osińskiego i Stanisława Doliwy Starzyńskiego) pozwala odsłonić mniej znane oblicze polskiego gotycyzmu, w którym ważkie pytania o historiozofię, ontologię, egzystencję, epistemologię czy estetykę mogą sąsiadować z dążeniem do zapewnienia odbiorcy dobrej rozrywki, co sprawia, że mimo sporej odległości czasowej i wielu zmian zaszłych na przestrzeni wieków dzisiejszy gotycyzm wydaje się mniej oddalony od swej początkowej wersji

Genetyczne uwikłanie powieści gotyckiej w kwestie polityczne ukazuje Agnieszka Łowczanin, zwracając uwagę na przyświecający wigom, do których zaliczał się Horace Walpole, program nawiązywania do dziedzictwa Gotów jako dawnego wzorca demokratyzmu (zob. s. 42). W strategię budowania tych więzi wpisuje się też przeprowadzona w „Zamczysku w Otranto” krytyka tyranii, samowoli i przemocy, która dodatkowo zdradza pewien potencjał (co prawda raczej niezamierzony przez pisarza) protofeministycznej refleksji nad patriarchalnymi relacjami władzy w rodzinie. Rekonstruując różnorodne konteksty związane z powstaniem pierwszej powieści gotyckiej, badaczka przedstawia również jej rolę w stopniowym zwiększaniu się liczby pisarek, coraz częściej świadomie eksplorujących kwestie ograniczenia praw i autonomii żeńskiej części społeczeństwa. Ten emancypacyjny potencjał gatunku, uwidaczniający się już na tak wczesnym etapie jego rozwoju, to kolejna więź zbliżająca historyczny gotycyzm i jego nowoczesny odpowiednik – nie tylko bowiem zjawisko to rewolucjonizuje XVIII-wieczną estetykę i kwestionuje silnie zracjonalizowany model myślenia o świecie, lecz dostarcza również atrakcyjnych dla odbiorcy narzędzi eksploracji istotnych problemów społecznych. Pozwala to również z nieco innej perspektywy spojrzeć na funkcje pełnione ówcześnie przez literaturę popularną: nakierowanie na rozrywkę nie musi automatycznie zamykać drogi dla refleksji lub krytyki schorzeń dręczących społeczeństwo.

Dążeniu do ujawnienia niejednoznaczności zjawisk pozornie mało skomplikowanych lub za takie uważanych odpowiada w nurcie gotyckiej grozy kreowanie wizji świata nieprzejrzystego, dalekiego od jasnych kategoryzacji. Problem chaosu, jakim okazuje się ludzka rzeczywistość po ingerencji sił zła lub tego, co nadprzyrodzone, gdy porządek etyczno-moralny i/lub ontologiczny zostaje zaburzony, pojawia się już u Walpole’a, a bardziej przemyślaną oprawę artystyczną otrzymuje m.in. w „Tajemnicach zamku w Udolpho” Ann Radcliffe – w powieści tej, jak zwraca uwagę Joanna Kokot, wplecione w narrację liczne cytaty poetyckie zdają się pełnić funkcję porządkującą, jakby sztuka miała tu moc obłaskawiania zaburzonych hierarchii (zob. s. 67). Nieprzejrzystość świata i brak podstawowych punktów orientacyjnych ukazuje również niedokończona powieść Friedricha Schillera „Geisterseher”, pisana z myślą o czytelniku popularnym, w której bohater, jak zauważa Łukasz Musiał, stopniowo doświadcza fałszywego oświecenia, a rozstrzygnięcie konfliktu pomiędzy byciem a pozorem (niem. Sein i Schein) okazuje się niemożliwe (zob. s. 53).

Również fabuła „Historii Księżnej C***” pani de Genlis, powieści o zakroju niedwuznacznie dydaktycznym, wymyka się schematyczności charakterystycznej i dla konwencji gotyckich, i dla literatury pouczającej: kreacje bohaterów są zdaniem Łukasza Szkopińskiego o wiele bardziej skomplikowane niż w prostym, czarno-białym podziale na oprawcę i ofiarę, a przemoc może zniewolić samego kata (zob. s. 78). Autor zwraca również uwagę, że powieść pani de Genlis wskazuje na znacznie głębsze ugruntowanie francuskiej roman noir w rodzimej tradycji literackiej (np. genre sombre) i niezależność od dopiero później docierających do Francji powieści Ann Radcliffe i Matthew Gregory’ego Lewisa (zob. s. 72), co modyfikuje tradycyjny sposób postrzegania wzajemnych wpływów angielsko-francuskich na gruncie literatury. Podobne obserwacje odnaleźć można także w szkicu Tomasza Wysobłodzkiego, który łączy rozwój roman noir za czasów Dyrektoriatu z przepracowywaniem porewolucyjnej traumy, a wcześniejsze chłodne przyjęcie nad Sekwaną utworów Walpole’a i Clary Reeve tłumaczy bogactwem nowożytnej literatury moralizującej (lecz także libertyńskiej) wykorzystującej konwencje bliskie gotycyzmowi i grozie (zob. s. 87–89, 93–94).

Nie inaczej jawi się kwestia poznania samego siebie i własnej jaźni: spowijają ją nieprzeniknione mroki, co na przykładzie prozy („Somnambulism. A fragment”) Charlesa Brockdena Browna, uznawanego za ojca amerykańskiej powieści, wskazuje Zofia Kolbuszewska. Treść tego opowiadania – o morderstwie popełnionym w lunatycznym transie, w którego sprawie śledztwo prowadzi sam sprawca, długo nieświadomy własnego rozdwojenia – można odczytywać nie tylko jako eksplorację problemu rozróżnienia między jawą a snem, lecz również jako reakcję na ogłoszone w 1798 roku w Stanach Zjednoczonych ustawy ograniczające swobody cudzoziemców i prasy, wzmagające paranoiczną podejrzliwość wobec Obcych/Innych (zob. s. 124). Brown przywołuje bowiem również kwestię (nie)istnienia relacji pomiędzy deformacją fizyczną a skłonnością do czynienia zła, podważając założenie ówczesnej teratologii, że potworność wewnętrzna musi uzewnętrzniać się w rysach twarzy lub kształcie ciała (lub odwrotnie: że deformacja świadczy o wewnętrznym skażeniu). Gotycyzm byłby więc tu kluczem do poznania tożsamości Stanów Zjednoczonych bądź językiem analizy lęków formujących tę rzeczywistość u zarania istnienia państwa.

Z uwagi na ograniczenie uwagi do lat 1760–1830 w mocy pozostaje tradycyjne rozróżnienie na dwie główne odmiany gotycyzmu (choć warto pamiętać, że nie oddziela ich żadna szczelna granica): nurt historyzujący, odznaczający się szeroko rozumianym zainteresowaniem średniowieczem, jego historią, kulturą, literaturą czy sztuką, oraz nurt grozy eksplorujący ciemne zakamarki ludzkiej osobowości, skłonność do czynienia zła i przemocy, kwestię istnienia sił nadprzyrodzonych itd. Współcześnie, jak wiadomo, to przede wszystkim nurt grozy przesądza o ciągłej obecności gotycyzmu w kulturze światowej, choć – jak zauważają redaktorzy tomu – to dzisiejsze oblicze zjawiska dalekie jest od stałości i podlega ciągłej ewolucji (zob. s. 8).

W literaturze polskiego oświecenia i wczesnego romantyzmu nie do przecenienia jest ranga zwrotu do przeszłości, której znakiem może być zarówno określony zabytek architektoniczny lub miejsce pamięci, jak i dzieje historyczne, przekazywana z pokolenia na pokolenie opowieść bądź określony obyczaj. Omawianych w tomie poszczególnych twórców rodzimych łączy przede wszystkim kategoria dawności i zainteresowanie przeszłością – z nimi właśnie wiążą się motywy gotyckie w poezji Franciszka Karpińskiego, Tymona Zaborowskiego i Michała Wyszkowskiego, choć każdy z twórców nadaje znanym konwencjom piętno własnej indywidualności. Ciekawie jawi się tu przypadek Józefa Łapsińskiego, uznawanego zazwyczaj za naśladowcę Mickiewicza: Ewa Grzęda podkreśla pewną na ogół niedostrzeganą oryginalność jego sonetów, która zawiera się m.in. w próbach połączenia obrazów zgotycyzowanej, budzącej trwogę, przenikniętej mrokiem i melancholią przestrzeni Krakowa z obecnością duchów Wandy czy potomków Kraka w roli bynajmniej nie widm wzmagających klimat grozy, lecz niejako opiekunów danego miejsca (zob. s. 324). Odnowieniu w procesie lektury ulegają tu także oceny wczesnej francuskojęzycznej twórczości Krasińskiego (tzw. fragmentów genewskich – w niemałej części wprawek literackich), najczęściej uznawanej za silnie skonwencjonalizowaną i naśladowczą – Joanna Pietrzak-Thébault dostrzega tu jednak wyjście poza schemat i swoisty gotycyzm à rebours: rezygnację z zawikłanej, trzymającej w napięciu fabuły na rzecz bogatego wyboru gotyckich rekwizytów, których funkcje podporządkowane zostają jednak całkowicie ekspresji bolesnych doświadczeń wewnętrznych bohatera (zob. s. 355).

Poczesne miejsce w kształtowaniu polskiego gotycyzmu zajmują również dzieła przeznaczona na scenę (teatralną lub operową), których autorzy świetnie wyczuwają siłę wpływu na widzów mrocznego klimatu gotyckich opowieści i ich dramatycznych fabuł. Wśród studiów omawiających projekt Józefa Andrzeja Załuskiego dotyczący odnowienia teatru religijnego dzięki sięgnięciu do wzorców średniowiecznych (lecz w połączeniu z najnowszymi technologiami scenicznymi) czy analizujących motywy gotyckie w przekładach Stanisława Doliwy Starzyńskiego z niemieckiej tragedii losu lub w polskiej operze komicznej, szczególnie interesująco jawi się szkic Michała Bajera – w tłumaczeniach Ludwika Osińskiego badacz widzi próbę wyzwolenia wzorca późnej tragedii klasycystycznej z zarzutów schematyczności, nadmiernego ujednoznacznienia i oczyszczenia z emocji, co pozwala ujrzeć w innym oświetleniu m.in. problem przemocy, która w translacjach Osińskiego jest niejako dublowana: zapowiada ją słowo (metafora), a powtarza gest czy znak materialny (zob. s. 198).

Gdy mowa o gotycyzmie, nie może też oczywiście zabraknąć odniesień do „czytania” architektury gotyckiej, której nieklasyczne piękno ulega od około połowy XVIII wieku w Europie kontynentalnej istotnej rewaloryzacji (o przemianach znaczenia przymiotnika gotycki w polszczyźnie pisze w tomie obszerniej Paweł Pluta; kwestia zmian semantycznych w różnych językach powraca zresztą w kilku innych szkicach). Uznawana początkowo za dowód zepsucia dobrego smaku, dla oświeceniowej estetyki staje się w końcu jednym ze źródeł przeżycia wzniosłości, romantycy zaś – wzorem René de Chateaubrianda – odczytują ukryte w niej symbole pozwalające pogrążyć się w przeżyciu mistycznym lub religijnym. Zamieszczone w tomie szkice omawiają więc także kwestie dostrzeżenia potencjału refleksyjności tkwiącego w gotyckich monumentach już przez XVIII-wieczną sztukę ogrodową, lecz akcentują również dość powierzchowne traktowanie tych znaków, pełniących np. w ogrodzie ufundowanym na ideach epikurejskich (Sofijówce Szczęsnego Potockiego) przede wszystkim funkcje dekoracyjne. Poruszenie oświeconego sceptyka nie jest jednak niemożliwe – w kontraście do płytkich wrażeń odczuwanych przez narratora „Sofijówki” Stanisława Trembeckiego Wojciech Kaliszewski przypomina czterowiersz „Na ścianie La Grande-Chartreuse” Tomasza Kajetana Węgierskiego, enfant terrible polskiego oświecenia, racjonalisty i libertyna, który na widok klasztoru kartuzów pisał: „Z ufnością jednak bym tu żył i wszedł do grobu, / gdyby mnie kto nauczył wierzyć w Pana Boga” (zob. s. 187).

Również reakcje polskich oświeceniowych i romantycznych podróżników (Franciszka Ksawerego Bohusza, Krystyna Lacha Szyrmy, Karola Sienkiewicza, Zygmunta Krasińskiego, Stefana Witwickiego i in.) na europejski gotyk sakralny i świecki, opisywane przez Katarzynę Puzio i Magdalenę Joncę, pozwalają obserwować nie tylko przemiany paradygmatów estetycznych, lecz i potęgę wpływu „Geniusza chrześcijaństwa” Chateaubrianda, przy niemałym udziale „Pieśni Osjana” i dzieł Waltera Scotta jako swoistych soczewek czy filtrów kulturowych kształtujących perspektywę widzenia dawnych budowli.

„Gotycyzm…” najchętniej nazwałabym więc księgą o gotycyzmach: i tych bliższych naszej teraźniejszości, i tych zapatrzonych w przeszłość (lub jej fantazmaty); i tych wpisujących się w łatwo rozpoznawalne konwencje, i tych bardziej „osobnych”, zindywidualizowanych. Samo pojęcie gotycyzmu, jak również konwencjonalność schematów fabularnych i rekwizytów tradycyjnej powieści gotyckiej okazują się językiem wyjątkowo giętkim – zdolnym do ujęcia szerokiej gamy problemów rodzących się w różnych epokach i różnych obszarach kultury europejskiej. Wielogłosowość tego tomu, trudna do ukazania bez rozbudowywania recenzji do monstrualnych rozmiarów, tworzy jednak harmonijną całość, a mapa polskiego gotycyzmu staje się coraz dokładniejsza.
„Gotycyzm w literaturze i kulturze lat 1760–1830”. Red. Paweł Pluta, Marcin Cieński. Instytut Badań Literackich PAN – Wydawnictwo. Warszawa 2020.