ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (425) / 2021

Maria Tadel,

NIELEGALNE I PROBLEMATYCZNE. RÓŻNE GŁOSY APOKRYFÓW (DANUTA SZAJNERT: 'MUTACJE APOKRYFU')

A A A
Bruno Schulz rozpoczyna „Genialną epokę” od niezwykłego namysłu nad czasem i narracją, zastanawiając się, co dzieje się ze zdarzeniami, które „nie zmieściły się” w logicznym i spójnym ciągu przyczyn i skutków, zdarzeniami, „które przyszły za późno, gdy już cały czas był rozdany, rozdzielony, rozebrany, i teraz zostały na lodzie, nie zaszeregowane, zawieszone w powietrzu, bezdomne i błędne?” (Schulz 1957: 120). Próbuje ocalić je od zapomnienia, szukając dla nich miejsca w enigmatycznych równoległych pasmach czasu: „(…) istnieją takie boczne odnogi czasu, trochę nielegalne co prawda i problematyczne, ale gdy się wiezie taką kontrabandę jak my, takie nadliczbowe zdarzenie do zaszeregowania – nie można być zanadto wybrednym” (Schulz 1957: 120). Słowa te, w kontekście najnowszej książki Danuty Szajnert, mogłyby stanowić metaforyczną definicję apokryfu, gatunku swoiście nielegalnego i bezdyskusyjnie problematycznego.

Pierwsze określenie użyte jest tutaj tylko pozornie na wyrost. Związek apokryfu z prawem czy szerzej – prawdą – to przecież jedna z dystynktywnych cech tego konstruktu. Nie można o nim mówić bez pojęć takich jak kanon, wartość, źródło czy – notabene jakże schulzowsko brzmiący – autentyk. Nielegalne, czyli takie, na które nie ma miejsca w kanonie, które jawnie się mu sprzeciwiają, wtrącając czytelników z równowagi, gwarantowanej przez arbitralnie narzucone i bezrefleksyjnie przyjęte teksty istotne, ważne, arcydzielne, kulturotwórcze.

Problematyczność apokryfów jest znacznie bardziej zrozumiała niż ich domniemana nielegalność i dotyczy dwóch aspektów problemu: po pierwsze samej relacji tekstu wtórnego do tekstu źródłowego i ewentualnej (choć jak słusznie zaznacza autorka) niekoniecznej uzurpacji autentyczności. Po drugie, samej definicji, której Szajnert poświęca teoretyczną, wprowadzającą do właściwych interpretacji część swojej monografii. Problematyczne, czyli takie, które fingują autentyk, zgłaszają swój akces do kanonu, tworzą osobne wspólnoty czytelnicze wtajemniczonych, stanowią zarzewie konfliktu. Problematyczne, czyli także takie, których definiowanie wymaga mierzenia się z dwiema przeciwstawnymi pokusami: zamknięcia pojęcia na teksty przepisujące tylko niektóre z kanonicznych tekstów, wartościowane podwójnie, z perspektywy literatury i teologii, lub przeciwnie – rozszerzenia jej na wszystkie mistyfikacje, czy nawet – na co mogłaby pozwolić poliwalentność i konstrukcja oparta na znaczeniach ukrytych, niedosłownych i symbolicznych – na całą literaturę. Problematyczne, czyli wreszcie takie, których gatunkowość nie jest immanentnie wpisana w samą realizację, ale staje się uzewnętrzniona w ich relacji do kanonu. Są to więc teksty w szczególny sposób uwikłane w sieć kontekstów, których pozorowana prawdziwość nie jest immanentna. W przypadku apokryfu, inaczej niż w mistyfikacjach, mamy do czynienia z atrybucją zewnętrzną, ponieważ istnienie fingowanego autentyku nie jest uzależnione od jego mistyfikacji.

Szajnert w „Mutacjach apokryfu” podejmuje się trudnego zadania stworzenia możliwie szerokiej i wystarczająco precyzyjnej definicji, która pozwoli na odróżnienie gatunku od innych literackich mistyfikacji i zapobiegnie wchłonięciu pojęcia przez znacznie szerszy i częściej pojawiający się we współczesnych studiach o literaturze rewriting. Temu zadaniu autorka poświęca pierwszą część pracy, stanowiącą dzieje pojęcia czy też przegląd różnych prób definicji. Książka Szajnert nie jest jednak typowym genologicznym opracowaniem pokazującym ewolucję gatunku, raczej, jak kilkukrotnie zaznacza autorka, namysłem nad czymś, co nazywa „światopoglądem apokryfu”. Ustalenie tegoż dokonuje się przez przegląd refleksji i pojęć stworzonych zarówno przez badaczy zajmujących się mistyfikacjami literackimi, re-narracjami czy samymi apokryfami, wśród których najistotniejszymi są dla autorki Gérard Genette, Umberto Eco, Jean François Jeandillou, Maria Adamiec, Henryk Markiewicz czy Ryszard Nycz, ze swoją „zasadą autentyku”, jaki i tych, dla których konstrukt ten to tylko punkt odniesienia w badaniach nad twórczością czy też gatunkowością – stąd wielokrotnie cytowany Michaił Bachtin czy też twórca pojęcia transfikcyjności Richarda Saint-Gelais. Osobne zaplecze teoretyczne Szajnert stanowią badania nad rewritingiem, pojawiające się jednak jedynie w tle jej refleksji.

Tak szeroko zaprojektowany aparat badawczy jest tyleż atutem, co mankamentem pracy. Pierwszy rozdział może bowiem w niektórych partiach sprawiać wrażenie chaotycznego. Świadoma zagrożeń wynikających z tak dokładnego przeglądu refleksji teoretycznych autorka kilkukrotnie podsumowuje zawiłe passusy tekstu, próbując ułatwić czytelnikowi jego odbiór, wpada jednak w pułapkę powtórzeń. Wydaje się właściwie, że za całą rekapitulację teoretycznych refleksji wystarczyłby ostatni fragment pierwszego rozdziału, w którym Szajnert wskazuje na dwa kluczowe dla jej pracy aspekty pojęcia: jego relację do kanonu i autentyku i niejednorodność przypisywanego apokryfom światopoglądu. Najważniejszym zaś rozróżnieniem definicyjnym, stanowiącym konsekwencję reorientacji aksjologicznej, jest podział na apokryfy biblijne i literackie.

Jeżeli do końca pójdziemy drogą wyznaczoną przez przytoczoną na początku tego tekstu metaforą Schulza, pozostaje pytanie o kontrabandę, jaką niesie apokryf, czyli o to, jakie braki w kanonie czy samym pre-tekście próbuje ujawnić. Wybrany przez autorkę materiał badawczy, zgromadzony przede wszystkim w rozdziałach drugim i trzecim, pozwala dostrzec w tej kontrabandzie postkolonialną i feministyczną rewizję kanonu. Bohaterowie i bohaterki, wyznaczający oś kompozycyjną książki, są dobrani w taki sposób, że skojarzenie z wprowadzonym przez Gayatri Chakravorty Spivak pojęciem subaltern nasuwa się samo. W apokryfach, jak pokazuje Szajnert, przemawiają ci i te, którym głosy albo odebrano (jak Gertruda, Penelopa czy Piętaszek), albo ci i te, dla których głosów w ogóle nie przewidziano (jak bohaterka Susan Barton z powieści Johna Maxwella Coetzee).

Braki leżące według autorki u źródeł apokryfu są podyktowane przez centrum literackiego kanonu Zachodu. Dopuszczenie do głosu postaci drugoplanowych (które przecież było fundamentem także apokryfów biblijnych) jako gest renarracji wyrywa z utartych przyzwyczajeń i próbuje przenieść to centrum na peryferia (zob. Even-Zohar 1979), nie pozbawiając ich swoistości i lokalności. Apokryf ma więc potencjał kwestionowania kanonu, a te same historie opowiedziane z innej perspektywy destabilizują centrum, otwierając przestrzeń literatury na to, co zmarginalizowane.

Choć ten rewizyjny i burzycielski charakter apokryfu wysuwa się w pracy Szajnert na plan pierwszy, to autorka zaznacza, że apokryf może też utwierdzać kanon i wypełniać luki związane z brakiem opowieści o tym, co usankcjonowane przez centrum. Świadectwem takiego rozumienia potencjału apokryfu jest rozdział czwarty, w którym autorka dokonuje interpretacji apokryficznych biografii i autobiografii.

Chociaż w książce zostały zebrane publikowane wcześniej na łamach różnych periodyków naukowych teksty, to „Mutacje apokryfu” są dobrze skomponowaną całością. Przemyślania i spójna konstrukcja sprawia, że, od pewnego momentu, tekst ten naprawdę dobrze się czyta. Od pewnego momentu, bo widoczna jest zdecydowana zmiana rejestru stylistycznego pomiędzy częścią teoretyczną a analityczną. Przejście od naukowego i hermetycznego stylu partii teoretycznych do znacznie bardziej przystępnych interpretacji znajduje oczywiście swoje uzasadnienie samą treścią kolejnych rozdziałów, stanowi jednak pewien mankament stylistyczny pracy.

Problemem części interpretacyjnej, czyli rozdziałów drugiego, trzeciego i czwartego, jest ciążenie ku streszczeniom – krytycznym oczywiście i stawiającym w centrum wątki istotne dla problemu apokryficzności, jednak momentami zbędnym. Wydaje się, że pogłębienie interpretacji dałoby pracy dodatkowy walor, pozwalający w pełni pokazać potencjał apokryfu literackiego.

Zastrzeżenia te nie odbierają jednak przyjemności i wartości lektury „Mutacji apokryfu”, a wskazanie na tkwiącą już w samej nazwie możliwość ujawniania tego, co ukryte lub pominięte, stanowi w moim odczytaniu największą wartość pracy. Apokryf, w odczytaniu Szajnert, staje się tekstem, pozwalającym przemówić uciszonym i zaistnieć zdarzeniom niemieszczącym się, jak pisał Schulz, w „narracji, której duszą jest ciągłość i sukcesja” (Schulz 1957: 120).

BIBLIOGRAFIA:

Itamar Even-Zohar: „Polysystem Theory”. „Poetics Today” 1979, nr 1 (1-2, Autumn).

Gayatri Chakravorty Spivak: „Can the Subaltern Speak?”. W: „Marxism and the Interpretation of Culture”. Red. C. Nelson i L. Grossberg. Chicago 1988.

Bruno Schulz: „Genialna epoka”. W. Tegoż: „Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą”. Kraków–Wrocław 1957.
Danuta Szajnert: „Mutacje apokryfu”. Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego. Łódź 2021.