ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 listopada 21 (429) / 2021

Marta Grabowska,

'ŚWIATU NIE MAMY CZEGO ZAZDROŚCIĆ' - 'SQUID GAME', CZYLI COŚ O NAS DLA NAS ('SQUID GAME')

A A A
„Jabłko i grzech – tak musi być. Wojna i śmiech zaraz po niej. Zieleń i brąz, płomień i dym. Żebrak i król w koronie. Słońce i grad, po nocy dzień. Światło i mrok – ramię w ramię. Szampan i kac, po życiu sen. I nic się już nie odstanie” – słowa z „Alei gwiazd” to moja propozycja na polski opening megahitu Netflixa, „Squid Game”.

Południowokoreański, dystopijny moneymaker (choć podobno inspirowany komiksami, to niebędący jednak ekranizacją innego tworu) to absolutna żyła złota. Według doniesień serwisu Bloomberg przy naprawdę niskich kosztach (około 2,4 mln dolarów na odcinek), serial przyniósł zyski wysokości około 900 mln dolarów i został obejrzany przez ponad 130 mln ludzi (zob. Shaw 2021). Czemu więc – skoro nie ogromnemu budżetowi – zawdzięcza swoją popularność? Bez wątpienia ten sukces ma wiele matek.

Krew, pot i łzy – dlaczego tak nas to pociąga? To pierwsze z pytań pomocniczych, na które odpowiedź na pewno ułatwiłaby zrozumienie tego mechanizmu. Brutalność jest cechą, która gromadziła lud już od starożytnego Imperium Romanum. Walki niewolników odbywające się w Koloseum wydają się nam, współczesnym, być może „zbyt mocne” do porównania, bo przecież to nie była wyreżyserowana, fikcyjna historia. Kto jednak nie obejrzał w życiu choć raz „Gladiatora” lub „Igrzysk Śmierci”, niech pierwszy rzuci kamień. Przemoc i cierpienie pasjonują nas więc od zarania dziejów, wciąż – nieprzerwanie. Tutaj zdecydowanie krwawy „Squid Game” nie zawodzi.

To jednak nie wszystko. Nad tym, dlaczego Bia (grecka bogini przemocy i siły) jest kochana także przez dzieci, zastanawiano się nie raz i motyw ten figuruje w klasyce horroru od dawien dawna, jednak koreańskie dzieło sugeruje w tej kwestii ciekawą i nowatorską koncepcję. Może słabość do przemocy bierze się z baśni i bajek, do których nawiązania doszukuję się już w stroju lalki-egzekutorki z pierwszego odcinka, która łudząco przypomina postać z kultowego filmu Studia Ghibli – „Mój Sąsiad Totoro”. Może z gier i to wcale niekoniecznie komputerowych, a tych „podwórkowych” takich jak: „Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy”, gra w klasy, , przeciąganie liny, kulki czy tytułowa, koreańska „gra w kalmara”, których autorami – jak mniemam – są w większości dzieci… Może więc należy zastanowić się, czy na pewno warto szukać źródła przyzwolenia lub czasem wręcz pociągu do przemocy na zewnątrz zamiast w pierwotnych instynktach, istocie człowieka?

Przemoc i zabawa, zabawa i rywalizacja, rywalizacja i ryzyko, ryzyko i przemoc – to wszystko towarzyszy dzieciom w ich świecie i wcale nie przyszło do nas wraz z internetem, który w tej dyskusji jest po prostu kozłem ofiarnym. Czy zatem uodpornianie się dzieci na widok przemocy – stanowiącej przecież podstawowy element każdego programu newsowego, większości filmów, powieści itp. i jednocześnie pokazywanej w serialu, do którego dostęp mają także młodsi odbiorcy, co tak oburza polskich polityków z Ministrem Edukacji na czele – jest zjawiskiem negatywnym? Niewątpliwie, ale według „Squid Game” w pewnym sensie ma też swoje plusy – ułatwia przetrwanie w świecie, w którego funkcjonowaniu przemoc jest „kamieniem węgielnym”, tym, na czym opiera się nie tylko przestępczość, ale także polityka, kultura, dorastanie, a nawet pozornie niewinna dziecięca zabawa.

Mimo że niełatwo jednoznacznie ocenić, czy Dong-hyuk Hwang to kapitalista, czy moralista, to jednak jako reżyser i autor scenariusza serwuje widzom nie tylko dużą dawkę adrenaliny, która utrzymuje bohaterów „w grze”, ale także lekcję na temat współczesnego świata. Świata, w którym społeczeństwo przesuwa się z pozycji podmiotowego, choć trochę patetycznego bios, w kierunku plugawego, bezrefleksyjnego dzoé. Być może błędnie, jednakże odnoszę wrażenie, że „Squid Game” znosi tę opozycję. Hwang swoim dziełem stawia ryzykowną tezę, zgodnie z którą to rozróżnienie jest niemożliwe. Pokazuje, że jako ludzie oscylujemy pomiędzy życiem we wspólnocie i prawie, o którym stanowi retoryka, logos, a życiem – tu innowacja – wciąż we wspólnocie i prawie (co odróżnia nas od niewolników – hurra!), ale takim, o którym stanowi przemoc. Co więc zbliża nas do jednego z tych – no właśnie, czy na pewno całkowicie – przeciwstawnych biegunów i oddala od drugiego? „A mark, a yen, a buck or a pound. A mark or a yen. A buck or a pound. Is all that makes the world go ‘round. That clinking, clanking sound. Can make the world go ‘round. Money, money, money, money. Money, money, money, money. Money, money, money” is playing loudly in the background” – jak śpiewano w „Kabarecie”.

To, co zarówno przeraża mnie, jak i zachwyca w tym serialu, to fakt, że uświadamia mi on, że ja jako odbiorca kultury wobec niej samej i niestety nie tylko niej, ale także całego kapitalistycznego świata – jestem bezbronna. Jestem częścią tej machiny. Poprzez wspieranie jej krytyki, napędzam ją tylko jeszcze bardziej. Jak wiele sieciówek wypuści liczne itemy z motywem koreańskiej antyutopii? Od koszulek, przez plecaki, po breloczki. Czy fast fashion to nie jeden z filarów kapitalizmu? Fast fashion, fast food, może więc i fast art, które Netflix realizuje w sposób doskonały, dając (prawie) wszystkim dostęp zarówno do filmów, jak i seriali z zupełnie różnych półek w jednej („okazyjnej” jak każda) cenie… A co ze słynnym hasłem – „Netflix & chill”? Nawet slow life jest dziś skomercjalizowany.

W sieci mnożą się głosy domagające się drugiego sezonu, na który „pozwala” otwarte zakończenie i którego nie wykluczają zresztą sami twórcy. Co to jednak znaczy? Jak to świadczy o nas jako odbiorcach? Na tym polega właśnie fenomen tego tworu – wszyscy gramy w „Squid Game” i nie musimy wcale wyjeżdżać do Hiszpanii, gdzie mają odbyć się fikcyjne rozgrywki (o ironio!). Czy to nie jest właśnie drugi sezon? Czy jego akcja nie dzieje się, mówiąc kolokwialnie, tu i teraz, za oknem – na ulicy, w sklepie, w życiu codziennym?

Ilu oglądało ten serial, ponieważ traktuje o rzekomej prawdzie na temat kapitalizmu – naszego tj. ludzkiego pomysłu na świat, a ilu ze względu na umiłowanie przemocy? Kto oglądał dla z dnia na dzień coraz bardziej popularnej na Instagramie pięknej Koreanki, Ho-yeon Jung, która rozkochała publikę w roli gracza numer 067, czyli Sae-byeok Kang? Kto dla gracza numer 218, Sang-woo Jo, w którego fantastycznie wcielił się Hae-soo Park, czy dla głównego bohatera, Gi-huna Soeng, którego postać wykreował Jung-Jae Lee, a także świetnych pozostałych postaci: Il-nam Oh (Yeong-su Oh), Ali Abdul (Anupam Tripathi) czy wspaniała Mi-nyeo Han (Joo-ryeong Kim)? Doskonale dopasowana oprawa muzyczna, absolutnie cudowne dekoracje, nieocenzurowane obrzydliwości – majstersztyk! I choć jeśli nawet serial nie jest wolny od drobnych niedociągnięć takich jak zdecydowanie za szybki plusk wody, do której w tak krótkim czasie nie zdążyłoby nigdy dolecieć spadające z klifu ciało (odcinek ósmy), lub jak rzekoma chwilowa utrata koncentracji przez wszystkich bohaterów dobierających się bardzo nieodpowiedzialnie w pary w najwyżej na Filmwebie ocenianym – choć w mojej opinii jednym z najsłabszych – odcinku szóstym, to warto zadać sobie pytanie, czy cokolwiek nas w tym serialu naprawdę zaskakuje?

Czym są dla nas zwierzęce maski, które łączą „nadludzi” z tymi, którzy im służą (także jako dekoracja)? Motyw cyrku, w którym to zwierzęta obserwują nagich (bez masek) ludzi i rozkoszują się cierpieniem słabszych, igrają z losem (choć nieswoim), obstawiają zakłady, a śmierć mają za najwyższej klasy rozrywkę, to gorzka prawda o naszym, by rzec za Aldousem Huxleyem, „nowym wspaniałym świecie”.

„Jeżeli chcesz coś powiedzieć i zmusić ludzi do słuchania, musisz nosić maskę. Jeżeli chcesz być szczery, musisz żyć w kłamstwie” – Banksy (rp.pl). Może Hwang to tak naprawdę subtelny anarchista? Tajemniczy Banksy, który swoim Rat Artem zainfekował miasta? Proszę zatem uważać, Panie Hwang. Niszcząc swoje, sprzedane za miliony obrazy, Banksy zwielokrotnia ich wartość finansową… Co jednak z wartością artystyczną, intelektualną, ideą? To prezent dla nabywcy i nóż w plecy dla odbiorcy – wszystko zależy więc od tego, z kim ów „szczęściarz” się utożsamia, ale czy to na pewno realizuje „antykapitalistyczną ideę”? „Dopóki nie upadnie kapitalizm, nie możemy zrobić nic, by zmienić ten świat. W międzyczasie wszyscy powinniśmy więc pójść na zakupy w ramach pocieszenia” – Banksy (rp.pl).

Ani „Squid Game” nie potrzebuje sezonu drugiego, aby pławić się w swym spektakularnym sukcesie, ani my, odbiorcy, nie potrzebujemy go wcale do zrozumienia myśli przewodniej, sensu dzieła, jednakże trudno oprzeć się wrażeniu, że owa kontynuacja powstanie szybciej, niż można się tego spodziewać. Czy zatem, jak donosi pełen mniej lub bardziej wykwintnych komentatorów internet, ten utwór to istotnie „hiperpopkulturowy sos” (Jankowski 2021)? Choć bez wątpienia obraz ten jest przejaskrawiony i groteskowy, to jestem przekonana co do tego określenia. Z pewnością jednak „Squid Game” już w pierwszym odcinku, jak gdyby przy użyciu pipetki, wpuszcza w nas jak do fiolki krwawy płyn, który dyfuzyjnie rozchodzi się w jasnym roztworze świadomości społecznej i indywidualnej odbiorców niczym wybornej jakości trucizna.

LITERATURA:

„Banksy: Kim jest artysta, który chce niszczyć swoje prace?”. https://www.rp.pl/rzezba/art9606401-banksy-kim-jest-artysta-ktory-chce-niszczyc-swoje-prace.

Jankowski P. [2021]: „Na czym polega fenomen Squid Game, czyli Ach ci Koreańczycy!”. https://www.benchmark.pl/testy_i_recenzje/squid-game-dlaczego-pociaga-nas-walka-na-smierc-i-zycie.html?fbclid=IwAR21gXlVZlwKd7iV0gl7Y_i6fNUVpXcUZu5hoRk0gOFD7xUD7TqNb-fITSc.

Shaw. L. [2021]: „Netflix Estimates ‘Squid Game’ Will Be Worth Almost $900 Million”. https://www.bloomberg.com/news/articles/2021-10-17/squid-game-season-2-series-worth-900-million-to-netflix-so-far.
„Squid Game”.Reżyseria: Dong-hyuk Hwang. Scenariusz: Dong-hyuk Hwang. Obsada: Jung-Jae Lee, Hae-soo Park, Ho-yeon Jung, Ha-joonWi. Korea Południowa 2021, 50 min.