ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (430) / 2021

Przemysław Pieniążek,

STRZYGI, WILCZA SKÓRA I BISKUP MORSKI (BROM. TOM 1-2)

A A A
Bronek, lepiej znany jako Brom (skrót od Bromek – ksywka będąca wynikiem przejęzyczenia ze strony nauczycielki chemii), nie jest jak większość nastolatków. Chmurny młodzian jest bowiem wiedźminem – nie, nie biega z mieczami – samotnie wychowywanym przez matkę: księgową, która mimo zmiany zawodu wciąż świadczy okultystyczne usługi (między innymi dostarczając fanom florystyki ekstremalnej mandragorowe homunkulusy). Pewnego dnia bohater dowiaduje się, że ma cioteczną siostrę (ze strony brata nieżyjącego ojca), Marysię, która bardzo chce go poznać. Sceptycznie nastawiony protagonista przyjeżdża więc do swojej dalszej rodziny mieszkającej w Kartuzach, gdzie – jak się okazuje – sporym problemem są wilki dziesiątkujące trzodę chlewną. Tylko czy na pewno chodzi o leśne drapieżniki?

Tak zaczyna się pierwszy tom nietuzinkowej, autorskiej serii, za sterami której stoi Unka Odya. Debiutancki „Brom” okazał się bardzo solidną (tak w wersji narracyjnej, jak i wizualnej) wielowątkową historią utkaną z nawiązań do szkockiego i słowiańskiego folkloru, będącą jednocześnie smakowitą mieszanką współczesnej baśni, horroru oraz opowieści spod znaku coming of age. Naturalnie brzmiące dialogi, wyraziści bohaterowie – obok Broma, jego mamy i Marysi na uwagę zasługuje występ ciotecznego brata protagonisty, Eryka/Aleksa (posiadającego dwie skrajne różne osobowości) oraz Oli vel Bułki będącej, podobnie jak Brom, wyjątkowo zdolną oneironautką – bardzo przyjemnie rozwijająca się perypetia i emocjonujące, otwarte zakończenie to wyimek ze sporej listy atutów tego dzieła, rysowanego uproszczoną, choć realistyczną kreską. Mówiąc krótko: utrzymany w czarno-biało-szarej tonacji „Brom” rozbudził (nomen omen) wilczy apetyt na więcej, przypominając jednocześnie (cytując klasyka), że sowy nie są tym, za co się je uważa.



Lektura drugiego tomu serii (w której poszczególne rozdziały tworzą zamknięte całostki, choć podporządkowane konsekwentnie rozwijającej się z tomu na tom perypetii) udowadnia, że rodzimej ilustratorce i projektantce nie brakuje pomysłów, które z powodzeniem realizuje w omawianym komiksie. Żeby nie psuć przyjemności tym czytelnikom, którzy nie mieli jeszcze możliwości zapoznania się z pierwszą odsłoną cyklu (proszę czym prędzej nadrobić zaległości!), powiem tylko, że kluczowa część opowieści rozgrywa się cztery lata po wydarzeniach ukazanych w pierwszym albumie. Tym razem Unka Odya w ujmujący sposób mruga okiem do fanów twórczości Samotnika z Providence (vide: kapitalny wątek wizyty w Krynicy i spotkania z Biskupem Morskim), wprowadza sporo zawirowań w życiu bohaterów (także na płaszczyźnie uczuciowej), zwiększa rolę retrospekcji oraz z powodzeniem buduje klimat grozy i niesamowitości. I niezmiennie serwuje potężną przygarść intertekstualnych smaczków przemycanych także w warstwie wizualnej (mój faworyt: scenka w palarni podczas sabatu).

Mówiąc krótko: „Brom” to dobra, sprawdzona marka, której zdecydowanie warto kibicować. Polecam!
Unka Odya: „Brom. Tom 1-2”. Wydawnictwo 23. Kraków 2019-2021.