ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (92) / 2007

Monika Ruszało,

DOMNOŚĆ

A A A
Wystawa malarstwa Katarzyny Skrobiszewskiej w krakowskiej Galerii Nova jest cyklem obrazów ukazujących wnętrze mieszkania i jego (strukturalne) elementy. „Prawie nie wychodzę” to nieustające próby uchwycenia istoty tego, co sprawia, że dana rzecz jest nią „sama w sobie”, analiza każdej rzeczy z osobna, a równocześnie – synteza całości. Skonstruowana wokół rdzenia, którym jest kategoria kulturowa „Domu” i zarazem ją konstruująca, zgodnie z tym, co twierdzi Martin Heidegger („Budować, mieszkać, myśleć”):
„Związek człowieka z miejscami a poprzez nie z przestrzeniami, polega na zamieszkiwaniu. Stosunek człowieka do przestrzeni jest nie czym innym jak istotowo myślanym zamieszkiwaniem”.

1. Dom
Najbardziej charakterystyczną cechą pojmowania przestrzeni przez człowieka jest to, iż nie stanowi ona dlań jedynie poziomu działań praktycznych, a świat „rozpoznany” jest otoczony sferą dotykaną pośrednio – poprzez symbole. Według Danuty i Zbigniewa Benedyktowiczów („Dom w tradycji ludowej”) takim symbolem oraz kategorią interpretacyjną, dzięki której można zrozumieć zjawiska kultury, jest dom. Dom jest strukturą wyobraźni organizującą, porządkującą obraz świata, doświadczenie świata i doświadczenie egzystencjalne człowieka. Dom jako mieszkanie człowieka, miejsce narodzin i śmierci jest modelem uniwersalnym w budowaniu obrazu Wszechświata (imago mundi), stanowi jego centrum („pępek świata”), symbolizuje kosmiczny ład. Ciało ludzkie, a później dom wyznaczają podstawowe egzystencjalne doświadczenie w porządkowaniu świata

W malarstwie Katarzyny Skrobiszewskiej objawia się pewna archetypiczna struktura – kategoria Domu jest tutaj podstawowym kluczem interpretacyjnym. Artystka kondensuje wnętrze Domu w jednym pomieszczeniu, jakby wracając do pierwotnej organizacji przestrzeni, którą stanowił przestwór (jednej) izby – „kuchni”. Jej funkcję we współczesnej, zdesakralizowanej – przynajmniej w naskórkowej warstwie – przestrzeni domowej przejmuje pokój (pozostawiając kuchni akcydentalną użytkowość). Jest to „pokój (do) życia”, (living room). W tym pomieszczeniu bytuje się: śpi, pracuje, ociera o drugiego człowieka, co zresztą jest eksplikowane wprost w tytule wystawy.

2. Rzeczy i atmosfera
Ascetyczny wystrój trzech przestrzeni Galerii, w której odbywa się ekspozycja obrazów Skrobiszewskiej: białe ściany, popielata podłoga, metaliczne opakowania dla rur i przewodów, wchodzi w dialog pracami artystki – obrazami o małym formacie, jednakowej wysokości, minimalistycznej gamie barwnej. W tych bielach, szarościach i beżach martwych (?) przedmiotów, silniejsze, wręcz jaskrawe jawią się porzucone, skłębione ubrania, pościel, ślady ludzkiej obecności. Jednak to właśnie te martwe, nieczułe – zdawać by się mogło – rzeczy organizują świat, w którym czujemy się bezpieczni, o którym możemy powiedzieć: „nasz”. Czy na pewno martwe? Artystka odnosi się z wielkim szacunkiem do prywatnego życia sprzętów. Portretując stół i lampę z abażurem, regał, komputer oraz żelazko, nie czyni tego w sposób inwazyjny, a wręcz pozwala im istnieć „po swojemu”.

Nastrój obrazów przywodzi na myśl krajobrazy wnętrz domów malowanych przez niderlandzkich mistrzów XVII wieku. Jak zauważa Zbigniew Herbert („Martwa natura z wędzidłem”) Holandia to „królestwo rzeczy”, „wielkie księstwo przedmiotów”, w którym: „zamawiano wizerunki i portrety przedmiotów, aby potwierdzić ich istnienie, przedłużyć trwanie”.

Jeszcze silniejsze jest skojarzenie z malarstwem Duńczyka Vilhelma Hammershøi („Promienie słońca” lub „Słoneczne światło” z 1900 roku; „Białe drzwi” lub „Otwarte drzwi” z 1905 roku.). Bliźniaczość monochromatycznych wnętrz (mieszkań obojga artystów) wraz z ich atmosferą nasyconą pustką i ciszą, urządzonych w surowym stylu, wydają się tym bardziej niezwykłe w kontekście dystansu przestrzennego i czasowego, jaki istnieje między dziełami Hammershøia i Skrobiszewskiej.



3. Chwytanie przestrzeni
Ujęcia przywodzą na myśl kadry fotograficzne, co przemawia także za słusznością poszukiwania źródeł inspiracji u Hammershøia, który, zgodnie z tendencją XIX-wiecznych malarzy realistów, wykorzystywał w swej pracy zdjęcia. Zarazem odsyła znów do XVII – wiecznych Holendrów, stosujących urządzenie zwane camera obscura, prekursorskie wobec aparatu fotograficznego.

Jedno wnętrze zostało rozbite na trzy pomieszczenia Galerii i dopiero w tym rozbiciu jednoczy się. Mamy możność obserwować to wnętrze zarówno od środka, jak i z zewnątrz, zawsze fragmentarycznie. W tym drugim przypadku, stojąc w oświetlonym pomieszczeniu, patrzymy poprzez uchylone drzwi na pokój zatopiony w ciemności. Spoglądając w mrok dostrzegamy meble i sprzęty ocienione, wyciszone. Naszym oczom ukazują się wąskie pasy przestrzeni rozwijającej się w głąb, poucinane krawędziami obrazów fragmenty mebli. Tak często pojawiające się tutaj wpółotwarte drzwi ograniczają, ale i otwierają nasze postrzeganie „czegoś całkiem innego”.

Drzwi do domu – w tym wypadku pokoju – to punctum minoris resistentiae, miejsce najmniej odporne w razie ataku z zewnątrz, zgodnie z wykładnią widzącą w drzwiach, czy oknach domu miejsca graniczne, mediacyjne. Przez granicę dokonuje się przepływ istnień i energii życiowych między różnymi poziomami Kosmosu (zgodnie z ideą Mikrokosmosu, istnieje nieskończona liczba lokalnych centrów oraz granic, co najjaskrawiej uwidacznia się właśnie w koncepcji Domu).

4. Słowa i ich moc.
Pod niektórymi z obrazów pojawiają się zdania o statusie, można by rzec, wyjątków z Księgi: „Obawiałem się, że światło zniknie”, „Ego musi odejść”, „Wziąłem to za znak”. Szczególnie przykuwa uwagę obraz znajdujący się na końcu środkowego rzędu w pomieszczeniu, które oglądamy jako pierwsze. Poprzedzają go dwa obrazy „przygotowawcze”. Pierwszy z nich ukazuje okno i zarys widoku z okna odbite w szybie regału, która tutaj staje się lustrem. Wnętrze ciała ludzkiego nawiązuje kontakt z zewnętrzem poprzez oczy. Okna stają się zatem „oczami domu”, poprzez które ogląda się to, co znajduje się poza bezpieczną przestrzenią domową. Uważane są także za „zwierciadła duszy”, gdyż zaglądając przez nie do wnętrza, można dostrzec skrywane tajemnice. Drugi – to niedopowiedziany „pejzaż wnętrzny”: zawieszony na ścianie – obraz czy lustro? Wydaje się, iż w tym punkcie ekspozycji otwiera się szczelina. Magiczna triada: okno – lustro – obraz ofiarowuje łaskę transgresji, która niebawem nastąpi.


Wyżej wspomniany obraz: wnętrze (galerii?) z zawieszonymi na ścianach obrazami, otwierające się ku ciemnemu korytarzowi, nad którego wejściem umieszczono listwę w pomalowaną w ostrzegawcze żółto-czarne pasy. Oglądamy je przez pryzmat metalowej siatki znaczonej tęczowymi plamkami słonecznego światła. Obraz ten zyskał komentarz: „Bramy niebios znajdują się wszędzie”.
Miejsce święte stanowi przerwanie jednorodności przestrzeni, jak konkluduje Mircea Eliade w rozprawie „Sacrum, mit, historia”: „w świętym kręgu możliwe jest nawiązanie łączności z bogami; muszą więc istnieć jakieś ‘drzwi’ prowadzące ku górze, przez które bogowie mogą schodzić na Ziemię, a ludzie – symbolicznie wstępować w Niebiosa”.

Eliade przywołuje tu opis objawienia się tego miejsca i – obecności bożej, w czasie którego pojawiają się obrazy jednocześnie Domu i Bramy. Świątynia, która jest „Wrotami Bożymi” pozwala na łączność z transcendencją, zaś według Gerardusa van der Leeuwa („Fenomenologia religii”), „Dom i świątynia są zasadniczo jednym”. W pracach Skrobiszewskiej sublimacja archetypu dokonuje się poprzez wcielenie go w przestrzeń „codzienną” z jej wszelkimi atrybutami. Jednocześnie bez trudu odczytujemy w „zwyczajności” podstawową triadę, ale i przestrzeń tę widzimy przez siatkę (znaczeń konwencjonalnych). Potwierdza to tezę Gastona Bachelarda („Dom rodzinny i dom oniryczny” w zbiorze „Wyobraźnia poetycka”), iż: „Dom to archetyp syntetyczny, archetyp, który uległ ewolucji”.

5. Światło
Obraz i słowo splatają się ze sobą szczególnie w serii obrazów znajdujących się w pomieszczeniu drugim Galerii, co uwiarygodnia tezę o fenomenologiczności poszukiwań Skrobiszewskiej: „Zwęglone resztki”, „Czy są tam jakieś rzeczy”, „Jeśli są tam jakieś rzeczy” – brzmią podpisy trzech z sześciu obrazów, których rozmiary są identyczne. Powtarzanie ujęć w zmiennym (choć w tym przypadku zawsze sztucznym) świetle przywodzi na myśl zabiegi impresjonistów, malujących w zmieniających się warunkach atmosferycznych (dość wspomnieć Claude’a Moneta i jego cykl wizerunków katedry w Rouen, tworzonych w latach 90. XIX stulecia). Twórczość Skrobiszewskiej jest więc w tym względzie swoistym (we)wnętrznym impresjonizmem.

Sekwencje bezruchu, którego nie jesteśmy w stanie zgłębić z uwagi na dany nam z natury rzeczy „dynamizm”, poruszenia oka, drżenie ręki. Majaczące kształty zatopione w permanentnej ciemności, a później nagłe i bezlitosne wrzucenie w światło – sztuczne, niosące znamienne sensy. Gaston Bachelard mówi: „Weźmy na przykład dom, w którym – gdy tylko zapada zmrok - zapala się światło, chroniąc nas przed nocą. Od razu czujemy, że jesteśmy na pograniczu wartości nieświadomych i wartości świadomych, że mamy tu do czynienia z jakimś istotnym punktem oniryzmu związanego z domem”.

6. Przestrzeń chwytająca
Wreszcie, powracając do kwestii rozlokowania obrazów w przestrzeni Galerii i jej istotności, w pierwszej z trzech sal, trzy rzędy obrazów na ścianie lewej umieszczono naprzeciw prawej ściany z jednym rzędem prac. W tej przestrzeni wytwarza się oś, wyraźny jest dialog między pracami. Pomieszczenie drugie to dialektyka pustej ściany po lewej stronie oraz ściany prawej – z rzędem sześciu obrazów. Ta teza i antyteza dają syntezę w sali trzeciej. Znajduje się tutaj zaledwie jeden obraz – na środku prawej ściany. Stopniowa eliminacja ilościowa obrazuje fenomenologiczną redukcję eidetyczną, czyli proces dochodzenia do istoty tego, co jest dane. Co intrygujące, równowaga pionów i poziomów stanowiących strukturę obrazów, zostaje przy końcu zakwestionowana:
„masz teraz
pustą przestrzeń
piękniejszą od przedmiotu
piękniejszą od miejsca po nim
jest to przedświat
biały raj
wszystkich możliwości
możesz tam wejść
krzyknąć
pion – poziom

uderzy w nagi horyzont
prostopadły piorun

możemy na tym poprzestać
i tak już stworzyłeś świat”
(Zbigniew Herbert „Studium przedmiotu”, fragm.)

Poprzez opis i analizę dochodzi się do czegoś, co jawi się jakby powrotem do punktu wyjścia. Ale ten punkt nie jest już tym samym, który istniał na początku. Oto puenta oczyszcz(a/e)nia w procesie syntezowania. Zmienił się kąt patrzenia – w tym przypadku wręcz dosłownie. Obraz, pod którym umieszczony jest podpis brzmiący: „Mało wyjść” ukazuje masę kolorowych śmieci w niebieskim plastikowym worku, wystawioną za próg – kolejne obok okna, drzwi miejsce mediacji między orbis exterior i orbis interior. Pojawia się linia diagonalna, niby przypadkowo (nie)ustawiony kadr. Roz-Pęknięcie stworzonego-doskonałego świata.
Katarzyna Skrobiszewska „Prawie nie wychodzę”. Kraków, Art Agenda Nova. 14 września – 17 października 2007.