Wydanie bieżące

15 października 20 (92) / 2007

Wiesław Kowalski,

TEATR JAK CHOLERA

A A A
Działająca w Baju Pomorskim w Toruniu Scena dla Dorosłych, posiadająca w swoim repertuarze takie tytuły jak „Cyrk Dekameron”, w reżyserii Piotra Tomaszuka czy „Ubu Król, czyli Polacy”, w reżyserii Zbigniewa Lisowskiego, przygotowała na otwarcie nowego sezonu artystycznego 2007/2008 spektakl ukazujący kulisy teatru i tajniki aktorskiego zawodu. Teatr i wszystko, co z nim związane, jest w tym przedstawieniu źródłem najróżniejszych odmian komizmu i błyskotliwej kpiny. Poznajemy fobie, lęki oraz frustracje i małostkowość wszelkiej maści artystów, tragicznych, lirycznych, komediowych, próżnych, nawiedzonych, niezdolnych, tych traktujących teatr jako misję i tych zdeterminowanych niepohamowaną chęcią i żądzą sławy.

„Przeżywaj i zważaj na treść” – tak śpiewają aktorzy toruńskiego Baja Pomorskiego w najnowszym przedstawieniu zrealizowanym przez Wojciecha Szelachowskiego. A śpiewają znakomicie, imponują muzykalnością zarówno w popisach solowych, jak i w zespołowych, nie gubiąc nic z treści piosenek, będących pełnym esprit i dowcipnym komentarzem do tego, co dzieje się w teatrze i wokół niego. Tę formę spektaklu muzycznego autor scenariusza i reżyser sprawdzał już kilkakrotnie w Białostockim Teatrze Lalek. Tam powstał najpierw „Krótki kurs piosenki aktorskiej”, później „Krótki kurs dobrego smaku”, wreszcie „Krótki kurs wychowania seksualnego”. W Toruniu Szelachowski z powodzeniem powraca, po ponad dziesięciu latach od białostockiej prapremiery, do pierwszego z cyklu kursów wszelakich. Kolejna współpraca z autorem muzyki, Krzysztofem Dziermą i scenografem, Andrzejem Dworakowskim, przyniosła spektakl zagrany z pikanterią i polotem, pełen smaczków, nie tylko ukazujących kulisy teatru, ale inspirowanych niepozbawioną dystansu obserwacją naszego życia codziennego. Najważniejsze jest to, że skarbnica tematów wykorzystana przez autora tekstów jest bez wątpienia przefiltrowana przez jego wiedzę, doświadczenie, wrażliwość, ogromną wyobraźnię oraz wyrafinowane poczucie humoru. Wszystko, co oglądamy i słyszymy na scenie Baja Pomorskiego ma swój określony styl, wyraz, charakter i nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku. A wiadomo, że w programach żonglujących teatralnymi konwencjami, o nieskrywanej proweniencji musicalowo-kabaretowej, dowcip i błyskotliwość nie zawsze skrzą się pełnym blaskiem; sprowadzają się często do tanich, prymitywnych grepsów, tricków czy gagów próbujących rozbawić publiczność za wszelką cenę.

Pomysł inscenizacyjny Szelachowskiego, każący zastanowić się nad sensem uprawiania aktorskiej profesji, a także nad miejscem i rolą teatru w życiu człowieka, jest fabularnie prosty. Poszczególne piosenki i numery-skecze są pretekstem i spoiwem historii ukazującej teatr i aktora z wielu perspektyw, przez pryzmat teatru traktowanego jako świątynię sztuki, dla innych mającego znamiona swoistego targowiska próżności.

Rzecz dzieje się w skromnie urządzonym, raczej zagraconym pokoju Dość Nieznanego Kompozytora. Jest stara szafa, bujany fotel, stół, łóżko, kilka krzeseł i rozklekotane pianino. Scenograficzny realizm pokoju bohatera sprawdza się znakomicie w zderzeniu ze światem magicznym teatru, budowanym przede wszystkim kolorem i zmiennością światła. W postać schorowanego, a może tylko symulującego chorobę muzyka, narratora wieczoru, wciela się występujący gościnnie Krzysztof Dzierma. Opiekuje się nim jego prostoduszny i małomówny brat Karolek. Jacek Pietruski bardzo dobrze radzi sobie w budowaniu postaci, prawie zupełnie poza tekstem, niechętnej wszelkim komedianckim poczynaniom aktorskim; jest w tej materii rzeczywiście absolutnym laikiem. Sztuka nie jest w stanie go ani wzruszyć ani rozśmieszyć. Jest raczej dla niego czymś obrzydliwym. Dlatego kompozytor próbuje na wszelkie sposoby przekonać go do teatru; pokazać mu w kolejnych odsłonach, że aktor nie jest tylko pasożytem czy lekkoduchem uprawiającym sztukę błazeńską pozbawioną jakiegokolwiek sensu. W przewartościowaniu sądów Karolka, w dokonaniu się jego przemiany duchowej ma pomóc plejada pojawiających się na scenie artystów, którzy w piosenkach opowiadają o kolejnych etapach pracy aktora nad rolą, o tym jak ćwiczą głos, dykcję, jak pracują nad interpretacją tekstu, scenicznym zachowaniem etc. Zjawy i widma teatralne pojawiają się za każdym razem niespodziewanie, wyłaniają się z szafy, zaskakują Karolka w korytarzu, zawłaszczają sobie nawet widownię, budząc w nim uczucie niekłamanego osłupienia, strachu, przerażenia i dezorientacji. Ale jak tu się nie bać czy nie dziwić skoro wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie.

Aktorzy przeżywają na scenie swoje lęki, mają swoje pokusy, cieszą się z sukcesów, nie znoszą porażek. Niektórzy lubią być gwiazdami, hołubionymi i rozpieszczanymi. Uwielbiają zwracać na siebie uwagę. Dlatego Piotr Dąbrowski niczym demon pojawi się w opuszczonych spodniach i brawurowo zaśpiewa piosenkę demonstrującą właściwe wejście na scenę, czyli tzw. entrée. „Zapadłem w twoją pamięć wejściem” to zabawna i nonszalancka celebra, demaskująca pozorność aktorskiego geniuszu. Jacek Pysiak w towarzystwie roznegliżowanych panienek wcieli się w pełnego temperamentu szefa objazdowego variétés. Krzysztof Grzęda zabawnie pokaże aktora w sytuacji, gdy w trakcie spektaklu zabraknie muzyki, a on nie ma pomysłu na wypełnienie niespodziewanej pauzy spowodowanej milczeniem orkiestry. Aktor zaczyna nieudolnie improwizować, obnażając miałkość i pustkę myślową spektaklu, w którym przyszło mu wziąć udział. Andrzej Korkus, najpierw jako ministrant, odśpiewa operowym dyszkantem hymn na temat belcanta, by za chwilę pojawić się w ekspresjonistycznej sekwencji obrazującej ekstrawagancję (jak zawsze znakomita wokalnie Grażyna Rutkowska-Kusa). Mariusz Wojtowicz, w przezabawnie wymyślonym skeczu, musi się zmierzyć z tłumaczeniami czterowiersza Szekspira „Niech ryczy z bólu ranny łoś…”; z fragmentem, który w każdym z przekładów brzmi inaczej. Wywołuje to w aktorze najpierw ciekawość i zdziwienie, wreszcie prawdziwą furię bliską przerażeniu. O swoje miejsce w teatrze upomni się też naturszczyk, w zabawnej interpretacji kierownika muzycznego Baja, Krzysztofa Zaremby. Natomiast Agnieszka Niezgoda podda środowisko aktorskie, często pretensjonalne i nieautentyczne, swoistej autokrytyce. Śpiewając „ściągaj maski, gesty zbieraj”, „cudzym gestem się podpieraj” wskazuje na swego rodzaju złodziejski charakter aktorstwa scenicznego.

W tej kompilacji aktorskich konterfektów oraz kabaretowych gagów, będących swoistym arsenałem chwytów i oszustw stosowanych przez ludzi sceny, piosenki upiornie śmiesznie sąsiadują z tymi, które starają się w gorzki lub ironiczny, a nawet groteskowy sposób mówić o sprawach dla aktora i teatru najważniejszych, podstawowych. Nie brakuje też w tym autorskim widowisku elementów parodystycznych, ośmieszających teatralne grepsy, gagi, maniery i stereotypy. Ten dynamiczny, zgrabny i dowcipny spektakl balansuje na granicy buffo i serio, liryki i groteski, jest swoistym festiwalem prezentującym teatralne mody i style oraz muzyczne kierunki i tendencje. W finale, nawet niechętny dotąd sztuce aktorskiej Karolek, podda się czarowi teatru, wkroczy do akcji, by przejąć inicjatywę, a aktorzy porywają publiczność do wspólnego śpiewu.
„Krótki kurs piosenki aktorskiej”. Scenariusz i reż.: Wojciech Szelachowski. Scenografia: Andrzej Dworakowski. Muzyka: Krzysztof Dzierga. Teatr Baj Pomorski w Toruniu. Premiera: 29 września 2007.