ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (456) / 2022

Sylwia Kwaśniewska,

TO MOGŁA BYĆ NASZA MATKA, TO MOGŁA BYĆ KTÓRAŚ Z NAS (EDOUARDO LOUIS: 'ZMAGANIA I METAMORFOZY KOBIETY')

A A A
„Zmagania i metamorfozy kobiety” Edouardo Louisa pozwalają na dostrzeżenie wielowymiarowości towarzyszącej każdej matce. To matki w perspektywie dzieci są zazwyczaj ujęte tylko w jednej roli, od zawsze i na zawsze splątanej z macierzyństwem.

Ta książka to tylko 80 stron; czy taka objętość pozwala przekazać tytułowe „Zmagania i metamorfozy kobiety”, których główną bohaterką jest matka autora? Każdy życiorys, któremu przyglądamy się z boku, jest zniekształcony przez nasze osobiste filtry, szczególnie jeśli to dziecko pisze o swojej matce. W takim przypadku objętość książki nie przeszkadza, a staje się jej zaletą i pomaga w prowadzeniu dość dynamicznej narracji.

Matkę Louisa poznajemy w okolicznościach, które dzisiaj nie są dla nikogo zaskakujące. Dowiadujemy się o zdjęciu, które zrobiła sobie samodzielnie jako młoda, jeszcze szczęśliwa kobieta. Po chwili jednak wkraczamy w świat, gdzie nie ma już miejsca na szczęście, a pierwszy plan zajmuje walka z biedą, upokorzeniem, przemocą, alkoholizmem i poczuciem wielkiej niesprawiedliwości przeradzającej się w bezradność.

Wyjątkowość tej książki polega na perspektywie; Louis, opowiadając o swojej matce poprzez jej historie, mówi bardzo dużo o sobie. Odniosłam wrażenie, że pewne wątki są umieszczone w książce tylko po to, żeby autor mógł pokazać nam swoją metamorfozę, a raczej zwycięską walkę o życie w lepszym świecie. Czytając tę historię, przyglądamy się emocjom, które towarzyszą matce Louisa i jemu samemu. To uczucia naznaczone dziecięcym żalem, czytając, jesteśmy świadkami poruszających historii z życia dziecka wychowanego w rodzinie dysfunkcyjnej.

Książka wciąga nas w historie intensywnie oddziałujące na emocje szczególnie tam, gdzie stajemy się świadkami wielu krzywd i przemocy opisanych w sposób obrazowy i dosadny. Każdemu czytelnikowi przyjdzie zmierzyć z prawdą oczywistą, jednak trudną w odbiorze, uświadamiającą, że będąc ofiarą, jesteśmy najczęściej również katem. Główna bohaterka spotyka w swoim życiu wielu oprawców, jednym z pierwszych jest mąż, ale bywa nim też dorastający syn. Oprawcą jest także system, czego nie można uchwycić namacalnie ani dosłownie, jednak opisane historie dokładnie odwzorowują opresję systemową, której doświadcza cała rodzina Louisa.

Książka jest portretem matki w miniaturze. Odnajdziemy w nim nie tylko swoje rodzicielki, ale też te, które wychowywały nasze koleżanki i kolegów. Czytając „Zmagania i metamorfozy kobiety”, miałam wrażenie, że w matce autora jest jednocześnie wiele postaci, które pozornie nie mogą się przeniknąć.

W opisywanej historii momentem przełomowym jest zmiana, która wiąże się bezpośrednio z awansem społecznym, klasowym i zmianą pozycji życiowej matki autora. Matka od momentu metamorfozy zyskuje status kobiety, której syn już nie wstydzi się w swoim życiu. Wątek klasowy, jest szczery i jednocześnie irytujący. Drażniące jest jego niedostosowanie do polskich realiów, ale i oczywiste. Autor jest w końcu Francuzem i to tam osadza opowiadaną historię. Właśnie to boli w portrecie klasowości, która w książce wydaje się zmienna i elastyczna, możliwa w każdej chwili do ukształtowania na nowo. Możliwe, że francuskie realia dają ku temu możliwości (w co mimo wszystko wątpię), jednak polski czytelnik wie, że metamorfozy naszych matek zatrzymują się na innych etapach.

Osiągnięcie lepszej pozycji klasowej, zarówno swojej, jak i matki, autor traktuje wyłącznie w kategoriach wielkiego zwycięstwa, tylko mimochodem wspominając o nieprzyjemnych konsekwencjach tak dużej zmiany życiowej. Ważniejsze dla Louisa jest to, że jego matka wyglądała na szczęśliwą, jedząc foie gras, niż jej samotność związana z brakiem poczucia przynależności do jakiejkolwiek grupy o podobnym stylu życia. Dobra materialne zazwyczaj cieszą i podnoszą nasz komfort, jednak Louise przedstawia ich łapczywe konsumowanie i nie kreśli głębszej refleksji o tym, co może kryć się pod powłoką powierzchowności.

Wątek klasowy obnaża dzięki temu pewnego rodzaju zakamuflowaną pogardę względem tych, którzy w przeciwieństwie do głównej bohaterki przechodzącej życiową metamorfozę, mieli odrobinę mniej szczęścia. Fascynacja awansem klasowym jest czymś naturalnym, jednak u Louisa zabrakło dojrzałości, która pozwala dostrzec nie tylko blaski ale też cienie tej sytuacji. Czytając „Zmagania i metamorfozy kobiety”, miałam wrażenie, jakby dla autora wszystko, co związane z wielkomiejską klasą średnią, miało etykietę lepszości. Takie myślenie jest nie tylko zwodnicze, od pisarza młodego pokolenia, który posiada wykształcenie socjologiczne można wymagać czegoś więcej. Pod koniec książki wyczuwa się, że awans z klasy niższej autor zamienił na bezkrytyczny zachwyt średnioklasowym konsumpcjonizmem.

Słabe momenty wynagradzają historie pełne emocji i dosadności. Nie jest też obowiązkiem autora trafiać w poglądy każdego czytelnika, a moje wcześniejsze zarzuty mogą być tylko utyskiwaniem na perspektywę, która miała dla mnie różny stopień bliskości z wyznawanymi poglądami. Możliwe, że jest to jednak perspektywa większościowa i Louis, jako socjolog, ale przede wszystkim pisarz, chciał dopasować swój obraz metamorfozy matki do upodobań większości.
Edouardo Louis: „Zmagania i metamorfozy kobiety”. Przeł. Joanna Polachowska. Wydawnictwo Pauza. Warszawa 2022.