ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (468) / 2023

Elżbieta Koper,

GŁOS, KTÓREGO NIE SŁYCHAĆ (ALICJA URBANIK-KOPEĆ: 'MATRYMONIUM. O MAŁŻEŃSTWIE NIEROMANTYCZNYM')

A A A
„Matrymonium” to efekt pracy kulturoznawczyni, Alicji Urbanik-Kopeć, która zgromadziła imponujący materiał historyczny i zamknęła go w czterech obszernych częściach, tytułując je kolejno: „Znajomości”, „Pozycja”, „Pieniądze”, „Porażka”. Autorka skupia się na tym, jak wyglądało małżeństwo na przełomie XIX i XX wieku, a jej materiał badawczy stanowią postaci literackie, ogłoszenia matrymonialne, artykuły z gazet, a także listy pisane do redakcji zarówno przez anonimowe kobiety, jak i te znane z imienia i nazwiska. Najnowsza pozycja nie jest zbiorem anegdotek i obrazków rodzajowych z życia małżeńskiego; odsłania przed nami raczej trudną do zniesienia prawdę.

Znane przysłowie głosi, że „pieniądze szczęścia nie dają”. A jednak to właśnie one, jak pokazuje Urbanik-Kopeć, stanowią najważniejszy punkt każdej rozmowy przedmałżeńskiej. Małżeństwo jest rynkiem kobiet, z której zyski czerpie przede wszystkim pan młody. Ten intratny biznes dotyczy wyłącznie jednej strony, spowity jest jednak społecznym konwenansem – kawaler godzi się (wyświadczając przysługę damie), kobieta zaś powinna „poddać się społecznej presji małżeńskiej” (s. 274). Autorka pisze: „słowo »pieniądz« pada w »Lalce« Bolesława Prusa dwieście dwadzieścia dziewięć razy. Miłość tylko sto cztery” (s. 10). W dominujących w epoce XIX-wiecznych relacjach społecznych „wszystko rozbija się o pieniądze” (s. 39), jednak w tej grze pozorów najwięcej do stracenia ma kobieta. Oczywiste jest, że to mężczyzna posiada pieniądze, które dają mu władzę zarówno w skali mikro, jak i makro. Najbardziej jednak w całej dyskusji zaskakuje milczenie, to, że nikt „nie chciał przyznać, że małżeństwo jest zawarte dla pieniędzy” (s. 61). Wszystko dzieje się „pod stołem”. Mężczyźni (ojciec wraz z wybrankiem) między sobą dobijają targu, a kobieta ma pozostawać „ślepa” i „głucha” na całą sytuację dziejącą się wokół niej. Co więcej, tłumaczy się jej, że takie zachowanie – czyli niewtrącanie się do sprawy, która de facto dotyczyła również jej – jest w dobrym guście i charakteryzuje dobrze wychowaną pannę.

Autorka za pomocą zebranego materiału badawczego obnaża mankamenty systemu edukacyjnego kobiet, a właściwie jego braku. Panujące powszechnie przekonanie, że małżeństwo jest celem życiowym każdej kobiety, nie przekładało się na praktykę społeczną. Nikt bowiem nie przygotowywał kobiet do roli żony i matki. Wszystkiego uczyły się pod nadzorem mężów, którzy rozliczali je z każdej nieumiejętności.

„Matrymonium” odsłania brutalną prawdę o braku możliwości kierowania swoim losem przez kobiety, o odebraniu im głosu. O ich losie decydował najpierw ojciec, a następnie mąż. Sprzeciwy kończyły się atakami na ich „zachwianą” psychikę ze strony najbliższego otoczenia, a także osób, które pozwalały sobie na udzielanie porad słowem pisanym. Uważano, że kobieta, która była pozbawiona miłości i uwagi mężczyzny, nie myślała racjonalnie, stając się zrzędliwą, nieprzyjemną dla otoczenia. Na wszystkie dolegliwości radzono im znalezienie sobie partnera. Staropanieństwo było wykluczone, traktowano je jak kalectwo, mówiąc, że śmierć byłaby lepsza niż samotność. Na pytanie, czy każda kobieta powinna aspirować do małżeństwa, stawiano odpowiedź twierdzącą. Tego samego pytania nigdy nie zadawano mężczyznom. Mężczyzna mógł się ożenić, lecz wcale nie musiał, a co więcej, nie to było jego aspiracją. Równie dobrze mógł korzystać z uroków kawalerskiego życia, stając się doradcą i oparciem dla rodziny, a ponadto rozwijać swoją karierę polityczną, naukową czy artystyczną. Tymczasem praca kobiet była niedoceniana, zarówno ta w domu, jak i ta w zakładach przemysłowych czy fabrykach. Kobiety, które podejmowały się pracy zarobkowej, były szykanowane i obrażane. Mówiono, że „zaniedbują dom” (s. 198), a pieniądze, jakie zarabiają, są „marne i niewarte ich przynoszenia” (s. 198). Ponadto uważano, że kobiety pracujące zabierają miejsca pracy mężczyznom. Urbanik-Kopeć dochodzi więc do wniosku, że to, co akceptowalne w przypadku mężczyzn, nie odnosi się do kobiet.

„Matrymonium” to książka o osamotnieniu, uległości, zależności ekonomicznej, braku własnego głosu, a nawet braku własnej wartości. Autorka wykorzystuje jedną z najbardziej znanych instytucji, jaką jest małżeństwo, aby nie tylko przedstawić kontekst zawierania związków małżeńskich, ale również uwypuklić to, co tak często było ukrywane – przemoc wobec kobiet, zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Kobieta, traktowana jak przedmiot, mebel, drogocenny kamień w kolekcji, nie miała żadnej kontroli nad swoim losem ani „możliwości kierowania nim” (s. 69). Eliza Orzeszkowa w „Marcie” pisała: „Kobieta jest zerem, jeśli mężczyzna nie stanie obok niej jako cyfra dopełniająca. Kobiecie dają błyszczącą oprawę (…), aby ściągała na siebie oczy jak największej liczby nabywców” (Orzeszkowa 2000: 137). Kobieta końca XIX i początku XX wieku to maszyna, której zadaniem jest wydawać na świat dzieci; karmić te dzieci; pracować ponad siły za marne wynagrodzenie; umierać w biedzie. Jeśli przyznawano jej jakąkolwiek odpowiedzialność, to dotyczyła ona jedynie niepowodzeń i porażek, szczególnie tych finansowych, które wynikały nie tylko z braku edukacji żon, ale także z niewłaściwego postępowania mężów (ich rozrzutnego stylu życia). Jednak takie postępowanie uważano za dozwolone rekompensaty za wszelkie trudności życia z kobietą.

Najnowsza książka Urbanik-Kopeć, autorki znanej również z takich pozycji jak „Anioł w domu, mrówka w fabryce” czy „Instrukcja nadużycia”, nie jest baśnią w stylu disnejowskich filmów. Tutaj nie ma możliwości znalezienia szczęścia, nawet poprzez ciężką pracę. Wróżka nie rozsypuje magicznego pyłu. Pozycja ta odsłania przede wszystkim gorzką prawdę o życiu kobiet, które nigdy nie zostały księżniczkami. „Wszyscy mogli odetchnąć z ulgą i korzystać z nowoczesności. Niektórzy zaś powinni jeszcze uderzyć się w pierś i odpokutować za dawne winy” (s. 318) – pisze autorka. Wydaje się, że ten dług zaciągnięty u kobiet do dzisiaj nie został spłacony przez społeczeństwo. „Matrymonium” to więc przede wszystkim lekcja historii, którą wciąż mamy do odrobienia.

LITERATURA:

Orzeszkowa E.: „Marta”. Gdańsk 2000.
Alicja Urbanik-Kopeć: „Matrymonium. O małżeństwie nieromantycznym”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2022.