ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (469) / 2023

Mateusz Krupa,

POKOLONIALNY KAC ('PACIFICTION')

A A A
Piękno Tahiti w zachodniej kulturze jest znane z postekspresjonistycznych obrazów Paula Gaugina. Malarz przybył w tropiki, zobaczył kolonialny wyzysk i zmiany, jakie w lokalne życie wprowadzili Francuzi. Rozczarowany tym, co zastał, musiał stworzyć własne Tahiti. Oparte na kłamstwach i mitach, jakie chciałaby kupić europejska publika. Obrazy Polinezji w „Pacifiction” może nie są zbudowane na kłamstwach, ale wciąż widzimy ją z perspektywy europejskiego turysty. Pokryte zielenią góry, flora i fauna dominująca wszędzie poza małymi przyczółkami cywilizacji, pomarańczowe niebo podczas kolejnych zachodów i wschodów słońca. To stereotypowe pejzaże, w których James Bond (lub jedna z setek jego kopii) mógłby poszukiwać tajnej bazy szalonego naukowca. Pomimo obecnych w tle klisz z kina szpiegowskiego, nowy film Alberta Serry nie jest zainteresowany wykorzystywaniem atrakcyjnych, gatunkowych schematów.

Przewodnikiem po współczesnym Tahiti jest ekscentryczny Wysoki Komisarz Republiki De Roller (Benoît Magimel, który tą rolą wygrał Cezara). Zawsze w białym letnim garniturze i ciemnych okularach włóczy się z miejsca na miejsce, wysłuchuje próśb i narzekań lokalnych społeczności. Kiedy ksiądz ma problem z uczestnictwem parafian w rozrywkach, jakie ma zaoferować nowe kasyno, zjawi się przed kościołem i rzuci kilka gróźb w kierunku duchownego. Kiedy podejrzanego, ale najprawdopodobniej ważnego turystę poszukiwania paszportu zaprowadzą na dno za dużej butelki rumu, zjawi się tam i ocuci go jeszcze jedną szklaneczką. Oczywiście jako poważny państwowy urzędnik zaraz sobie uświadomi, że warto spróbować otrzeźwić go szklanką z wodą. Jego nudna praca zostaje przerwana przez wybuch plotek. Francuski rząd ma wznowić testy nuklearne. Rozpoczęte przez Francuzów – pragnących za wszelką cenę dogonić Amerykanów, Brytyjczyków i Sowietów – testy pozostawiły traumę wśród mieszkańców regionu. Kolejne ładunki wybuchały, wywołały choroby u ludzi i zwierząt. Agresywne protesty lokalnych społeczności, polityków, organizacji religijnych nic nie dały. Niemalże zgodny sprzeciw narodów zjednoczonych (Francja znalazła sobie sojuszników w trzech totalitarnych państwach: Portugalii, Chinach i Albanii) również nie zatrzymał pościgu za bronią ostateczną (Danielsson 1984: 336-341). Jak mieszkańcy wysp wyznają komisarzowi: leczenie nowotworów jest wielkim problemem, gdy się żyje w miejscu na środku oceanu, bez dostępu do wielkich szpitali. Rządy niechętne do przyznawania się do błędów ukrywają skalę zniszczeń.

De Roller traktuje skierowane do niego uwagi na poważnie i bierze sprawy w swoje ręce. W końcu to on jest tutaj przedstawicielem prezydenta! Komisarz może dopisać do swoich obowiązków rozwiązanie geopolitycznej zagadki. Otrzymuje informację o potencjalnych wrogich agentach, rozmowach z szemranymi inwestorami, śledzi działania regularnie pojawiającego się w lokalnym klubie admirała, dyskutuje z lokalnymi politykami, tymi pozytywnie i negatywnie do niego nastawionymi. De Roller wydaje się nie mieć żadnej realnej władzy. Jego działania ograniczają się do sprowadzenia artystów z metropolii, by ci mogli odnaleźć inspiracje w tym tropikalnym raju, lub nadzorowania prób lokalnych tancerzy. Jego szpiegowskie działania, z dnia na dzień stają się coraz bardziej absurdalne. Jak bohater westernu wymienia spojrzenia z potencjalnym amerykańskim agentem i, będąc na pokładzie motorówki, wyposażony w tak skomplikowane narzędzie jak latarka, szuka w oddali łodzi podwodnych. Ekscentryczność Komisarza nie pozwala stwierdzić, czy faktycznie wierzy w rozgrywającą się na środku Pacyfiku intrygę, czy chce przerwać polityczną nudę, rozpisując w swojej głowie scenariusze niezapominanych przygód. Sojuszniczkę znajduje w pracującej w hotelu reprezentantce trzeciej płci RaeRae lub Māhū. Dorównująca ekranową charyzmą głównemu bohaterowi Shannah (Pahoa Mahagafanau) planuje wygryźć jego obecną asystentkę. Zachowuje pewność siebie niezależnie od wagi sytuacji, co pomaga jej potencjalnemu szefowi i zawiązuje się między nimi quasi-romantyczna relacja, bazująca na wzajemnym zafascynowaniu i szacunku.

Tahiti w filmie Serry faktycznie staje się innym światem. Miejscem, gdzie czas się zatrzymał. Resztki kolonialnych, europejskich własności zostały zamienione w kolejne okręgi wyborcze, enigmatyczny, ale szczery i troszczący się o ludzi polityk zesłany ze Starego Kontynentu ma szanse przeżyć wielką tropikalną przygodę lub wyobrazić sobie, że ją przeżywa. Narzędziem utrzymywania kolonii nie jest już strach wzbudzany przez flotę galeonów – rolę tę pełnią pieniądze znudzonych, starych, białych turystów. Daleko od zgiełku miast i tłumów na ulicach, marzenia o odbudowie imperiów mogą wciąż żyć, tylko wzmacniając panującą w każdym kącie paranoję. Paranoja i monotonia to składniki tworzące tutaj ambientową całość. Do zarejestrowania każdej sceny ekipa użyła trzech kamer, każda z nich dostarczyła 180 godzin surówki, łącznie 540 godzin (zob. Rapold 2023). Setki godzin zamieniły się w niecałe trzy. Wielominutowe, statyczne ujęcia – kompozycyjnie i kolorystycznie piękne – rozciągnięte w czasie sprawiają, że miejscami zamieniają się w audiowizualny szum tła. Niejednokrotnie zabawny bełkot niemal nieustannie wydobywający się z ust wszystkich bohaterów jest kolejnym składnikiem tego tropikalnego ambientu. Wystarczy się wsłuchać w szum fal, śpiew ptaków i przez chwilę zanurzyć się w tym świecie. Mamy czas, możemy pomedytować nad sensem całości – może zdiagnozujemy powody nostalgii za utraconym imperium? Dzięki zagadkowym hasłom wypowiadanym przez bohaterów mamy też szansę rozwiązać szpiegowską zagadkę. A może po prostu zrelaksujemy się na sam widok palm.

Ospałość „Pacifiction” najpewniej odrzuci większość odbiorców. Jeśli jednak widzowi uda się zsynchronizować z nieśpiesznym tempem, film okazuje się pełen fabularnych i wizualnych zaskoczeń, a pozornie stereotypowo pocztówkowe obrazy z tropików stają się surrealistyczne. Cięcia igrają z geograficzną intuicją widza, z zaskoczenia wprowadzając do sceny bohatera lub teleportując go między ujęciami. Odpowiedź na wszystkie bolączki De Rollera jest prosta. Wszystko zostało już ustalone, to, czy utraci swój raj, nie zależy od niego. O tym, że zaczyna być ciekawie, a ciekawie oznacza groźnie, dowiesz się w ostatniej chwili. W międzyczasie możesz się włóczyć z jednego pięknego miejsca do drugiego. Wyczekiwanie apokalipsy jest niemożliwie nudne, ale przynajmniej miejscami zabawne i czarujące.

LITERATURA:

B. Danielsson: „Under a Cloud of Secrecy: The French Nuclear Tests in the Southeastern Pacific”. „Ambio” 1984, vol. 13, nr 5/6.

N. Rapold [2023]: „One Cinematographer, Two Camera Operators and Three Cameras”: Albert Serra on Pacifiction”. https://filmmakermagazine.com/119809-interview-albert-serra-pacifiction/.
„Pacifiction” („Tourment sur les îles”). Scenariusz i reżyseria: Albert Serra. Obsada: Benoît Magimel, Pahoa Mahagafanau. Zdjęcia: Artur Tort. Muzyka: Marc Verdaguer, Joe Robinson. Francja 2022, 165 min.