ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (470) / 2023

Kamila Czaja,

WYCIENIOWANY DEBIUT (JACEK KALINOWSKI: 'MIEJSCA CIENISTE')

A A A
Majowa premiera „Miejsc cienistych” jakoś mnie ominęła, co wiązać można pewnie z moją raczej nieinstagramową egzystencją oraz z faktem, że okładka książki, szybko przewijana w katalogach nowości, chociaż estetyczna, wyglądała jak okładka iluś modnych thrillerów psychologicznych – czyli gatunku, wobec którego jestem sceptyczna, jego popularność w ostatnich latach często bowiem nie idzie w parze z jakością. I pewnie gdyby poza media społecznościowe nie dotarły zachwyty debiutem powieściowym Jacka Kalinowskiego (autor pisał wcześniej krótsze formy, prowadzi też blog ojcowski) i gdybym zachwyty te potraktowała z klasycznym dla mnie powątpiewaniem skutkującym niesięgnięciem po tom, to nie dałabym szansy „Miejscom cienistym”. Ze stratą dla mnie, mimo że jeśli o zachwyty chodzi, to nie popadałabym aż w określenia „powieść doskonała”. Nie ukrywam jednocześnie, że właśnie to określenie, zauważone w krótkiej recenzji Marty Bratkowskiej (2023) w „Książkach”, mnie skusiło.

Przyznaję za to bez oporu, że to powieść naprawdę bardzo dobra, nie tylko jak na debiut. I że jednak osłabia mój sceptycyzm: jeśli nie ten dotyczący gatunku czy książkowego marketingu, to ten związany z nowoczesną drogą do wydania powieści. Drogą wiodącą przez kursy i warsztaty pisania oraz konkursy na krótsze teksty. Mam w sobie nadal, nie przeczę, że staroświecką, wizję talentu i drogi na literacki parnas. Takie debiuty przypominają mi, że – nie zawsze, nie u wszystkich, ale czasem, pewnie nawet coraz częściej wobec rosnącej liczby takich możliwości – sprawdza się szlak bardziej skodyfikowany, oparty na wspólnym szlifowaniu umiejętności, podpisaniu umowy, promocji książki. Książki, która w tym wypadku zasługuje na popularność, a nie na takie z góry sceptyczne czytelniczki jak ja.

Kalinowski stosuje popularne rozbicie opowieści na kilkoro narratorów, ale używa tego coraz bardziej zbanalizowanego w kryminałach chwytu umiejętnie, proponując kilka spojrzeń na te same wydarzenia, ale i z każdą przeplataną perspektywą posuwając akcję do przodu. Anna, żona i matka postawiona przez dominującego męża przed faktem, że zamieszka u nich człowiek, który właśnie wyszedł z więzienia, oraz mierząca się z druzgocącą opinią syna: „Mam nadzieję, że moja rodzina będzie inna” (s. 47). Łukasz, mąż i ojciec, który po zaginięciu dziesięcioletniej córki traci wszelkie hamulce, chociaż już wcześniej robił rzeczy, z których nie był dumny. Oktawia, wychowywana przez starszą siostrę siedemnastolatka zmagająca się z bulimią, starająca się zachowywać wobec innych mimo wszystko w porządku, ale wciąż trafiająca na dylematy, które nie powinny się stać udziałem tak młodej dziewczyny, mającej dość własnych problemów. Do tego kilka dobrze zarysowanych postaci pobocznych, bardzo sprytnie poprowadzone rodzinne, towarzyskie i zawodowe układy, przywiązywanie wagi do detali, które mogą – ale nie muszą – okazać się później istotne dla rozwikłania mnożących się w powieści tajemnic.

Za duży plus „Miejsc cienistych”, przynajmniej w ramach tego, czego ja szukam w kryminałach i thrillerach, uznać można unikanie sensacyjności. Kalinowski pisze niespiesznie, portrety psychologiczne buduje konsekwentnie, dolnośląskie średnie miasta przedstawia realistycznie, a tropy, w tym fałszywe, rozsiewa umiejętnie. Sprytnie też przemyca kwestie społeczne, ściśle związane z losami postaci. Nie miałam podczas lektury tak częstego przy thrillerach psychologicznych poczucia, że chodzi o szokowanie, przejaskrawienie, same zwroty akcji (nieraz słabo umotywowane). Tu jest sporo wątków, które można uznać za sensacyjne (nie tylko porwanie czy obecność byłego więźnia, ale też skrywane przez bohaterów i bohaterki sekrety różnego kalibru), jednak autor prowadzi je delikatnie, dobrym stylem, ze skupieniem na realiach (w tym na życiu różnych pokoleń ludzi w różnej sytuacji materialnej) i na zapewnieniu psychologicznej wiarygodności. Nawet jeżeli pewne decyzje postaci nie są racjonalne, to właśnie takie mają być, bo Kalinowski wyraźnie wskazuje, że to ludzie funkcjonujący długo pod presją i/lub w toksycznych relacjach, więc kiedy wybuchają albo próbują zmienić swoje życie, robią to często gwałtowanie i bez oglądania się na logikę. Zwłaszcza że, co też w „Miejscach cienistych” udane, czasem wielkie sprawy wynikają z pobocznych, pozornie drobnych zdarzeń i nie wiadomo, jaka kropla przepełni czarę goryczy.

Bardzo ciekawy motyw to podejmowane przez bohaterów i bohaterki książki próby odzyskania kontroli nad własnym życiem. Anna stwierdza wprost: „(…) dojmujące poczucie braku kontroli nad wszystkim, czego się dotknę, wraca i próbuje mnie zgnieść z podwójną mocą” (s. 62), ale także Oktawia i Łukasz czują, że ich życie nie należy tak naprawdę do nich. Na dodatek funkcjonują w świecie, w którym każdy uważa, że ktoś inny ma lepiej i łatwiej, a pozory ucywilizowania i elegancji przykrywają pokłady agresji i wstydu, które się brutalnie ujawniają w obliczu trudności. Okazują się też „Miejsca cieniste” powieścią w sporej mierze feministyczną: Anną i Oktawia mają głos, mówią pierwszoosobowo (partie Łukasza to trzecia osoba, nawet jeśli często w mowie pozornie zależnej). Przedstawione w prozie Kalinowskiego kobiety, choć czasem w niecnych zamiarach, sprzyjają sobie wzajemnie, podczas gdy mężczyźni (z wyjątkami) maskują niepewność przemocą, a wstydząc się słabości, popełniają coraz większe błędy.

Chociaż nie popadałabym w przesadę, doceniając i polecając „Miejsca cieniste”, bo „doskonałych” rzeczy jest w literaturze niewiele i rezerwowałabym ten przymiotnik dla innych jej rejonów, po lekturze rozumiem to określenie w takim zakresie, że faktycznie trudno uchwycić tu konkretne mankamenty, wskazać wyraźne braki. Książka Kalinowskiego od początku do końca realizuje wciągający zamysł i nie traktuje czytelników i czytelniczek jak osób, które wszystko „kupią”, byleby „się działo”. I chociaż to nie pierwsza powieść, która szuka odpowiedzi na pytanie Oktawii: „Pomyślałam, że coś się stało, ale trudno o jakąś niespodziewaną tragedię w tak pięknym wnętrzu, z tak dobrym jedzeniem i pełną klasy muzyką. A może właśnie w takich miejscach jest o to najłatwiej?” (s. 347), to „Miejsca cieniste” sprowadzają powyższe podejrzenie umiejętnie i proponują celne rozpoznania: typów ludzkich trzeciej dekady XXI wieku i licznych złych skłonności, które bywają ponadczasowe.

LITERATURA:

Bratkowska M., Górna M.: „7 nowych kryminałów, które warto przeczytać na wakacjach”. https://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,29882754,ciemne-strony-polecamy-kryminaly-na-wakacje.html.
Jacek Kalinowski: „Miejsca cieniste”. Wydawnictwo Znak. Kraków 2023 [seria: Znak Crime].