ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (479) / 2023

Przemysław Piwowarczyk,

DLACZEGO KLASYCY (MAREK WĘCOWSKI: 'TU JEST GRECJA! ANTYK NA NASZE CZASY')

A A A
Wykrzyknienie „Tu jest Grecja!” to oczywiście elipsa. Jasne, że chodzi łącznie o „tu” i „teraz”. Od tego momentu sprawa przestaje być jednak tak oczywista, bo koordynaty przestrzenne („tu”) i czasowe („teraz”) są nieprecyzyjne, i już w pierwszym odczytaniu można je lokować przynajmniej w dwóch kontekstach. Pierwszy jest przywoływany w samej książce. Chodzi mianowicie o okrzyk Leonidasa: „Tu jest Sparta!” (oryg. „This is Sparta!”), który grzmi w filmie „300” Zacka Snydera z 2006 roku na podstawie komiksu Franka Millera. Marek Węcowski podkreśla w ten sposób atrakcyjność Grecji antycznej dla głównego nurtu popkultury. Faktycznie kolejne medialne transformacje wybranych (nielicznych! – są to po prawdzie disiecta membra) wątków greckich wciąż należą do głównych jąder kondensacji imaginarium współczesności. Drugi kontekst jest jeszcze bardziej złożony. Intuicyjnie bowiem czujemy tutaj parafrazę bezdyskusyjnego wiecowego okrzyku „Tu jest Polska!”. Co ciekawe, okrzyk ten pada z bardzo różnych ust i uzasadniać ma bardzo różne racje. 4 czerwca 2023 roku na tzw. Marszu Wolności w Warszawie „Tu jest Polska!” stwierdzał Donald Tusk (niektóre relacje podają znamiennie szerszą wersję: „Tu jest wolna Polska!”). 18 lipca 2021 na wiecu w Otyniu Elżbieta Witek wołała zaś „Tu jest Polska!” jednak w antytezie – „A nie Unia!”. Także na marszach organizacji narodowych okrzyk „Tu jest Polska!”, często z rozwinięciem, jest jednym z ulubionych. Nie wydaje się, by wszyscy krzyczący chcieli jedynie obwieścić światu własną lokalizację. Chodzi raczej o podkreślenie trwałej tożsamości wobec rzeczywistych bądź rzekomych zagrożeń. Tożsamość zbiorowa to zaś produkt kultury – i tu spotykamy się ze Spartą Millera i Snydera. Zawołanie „Tu jest Grecja!” można by więc – by użyć grecyzmów – sparafrazować i speryfrazować następująco: „Współczesna polska tożsamość kulturowo-społeczna odwołuje się do wzorców kulturowych dzielonych ze starożytnymi Grekami bądź z Grecji antycznej wywiedzionych”. I pewnie o coś podobnego chodzi Węcowskiemu.

„Tu jest Grecja!” to książka popularyzatorska. Nie jest to w żadnym razie określenie deprecjonujące. Wpisuje się ona w swoisty etos warszawskich starożytników starszego i średniego pokolenia (niekoniecznie natomiast już młodszego), którzy upowszechnianie wiedzy widzieli jako część powołania naukowego, a także – z racji szerokich zainteresowań i kultury literackiej – potrafili pisać językiem nie tylko zrozumiałym, ale i pięknym. Popularyzację wiedzy można uprawiać na różne sposoby. Wydaje mi się, że w warszawskiej szkole starożytniczej można mówić przynajmniej o trzech modelach.

Pierwszy to książki w treści całkowicie naukowe, zawierające oryginalne wyniki własnych badań. Ich autorzy tworzą syntezę, ale przy tym wprowadzają czytelnika płynnie w tok swego rozumowania, począwszy od kwestii ogólnych po bardziej szczegółowe – zakładając, że co prawda ma on pewną wiedzę podstawową na dany temat, ale nie musi być kolegą z gabinetu. Jako takie świetnie spełniają również zadanie podręczników akademickich (choć formalnie podręcznikami nie są i być nie chcą). Do tego istotne znaczenie ma strona formalna – książki takie pozbawione są technicznego balastu, czyli przypisów, cytatów w językach oryginalnych i formalnych transkrypcji. Dwie książki tego rodzaju należą do najważniejszych na mojej naukowej drodze i dały mi więcej niż dziesiątki innych lektur. Wiem, że zdanie to podziela wiele osób. Chodzi o „Religijność starożytnych Greków” Włodzimierza Lengauera (1994) oraz „Kościół w świecie późnego antyku” Ewy Wipszyckiej (2006; drugie uaktualnione wydanie z 2017) – swoją drogą Węcowski właśnie Wipszyckiej swą książkę dedykuje.

Drugi typ to książki, które co prawda nie prezentują oryginalnych treści, ale w sposób przystępny upowszechniają wiedzę naukową. Anna Świderkówna, której serię „Rozmowy o Biblii” uważam za doskonały wyraz tego typu podejścia, używała na jego określenie francuskiego terminu haute popularisation. W przypadku tego typu popularyzacji zakłada się, że czytelnik będzie miał jedynie niewielkie lub wręcz żadne przygotowanie do tematu, ale będzie jednak człowiekiem o dobrym wykształceniu ogólnym.

Najnowsza książka Węcowskiego prezentuje trzeci typ, który mógłbym nazwać popularyzacją publicystyczną. Autor zwraca się w tym przypadku do czytelnika, który prawdopodobnie nie jest zainteresowany starożytnością jako taką, ale chce widzieć w niej jakiś komentarz do współczesności. Stąd też i próg wejścia dla takiego odbiorcy trzeba zawiesić dość nisko, nie można bowiem zakładać u niego nawet podstawowej znajomości metody historycznej. Na dalszy plan schodzą kwestie źródłoznawcze (w dwóch poprzednich typach popularyzacji to źródła – czyli sposób dojścia do wiedzy – są równie ważne jak sama uzyskana wiedza). Bibliografia w ogóle się nie pojawia albo ma formę prostych wzmianek w tekście głównym. W pracach tego typu kwestia przejrzystego i pięknego języka, ale i prowadzenia całego wywodu odgrywa chyba rolę jeszcze większą niż w dwóch pierwszych rodzajach popularyzacji. Upowszechnia się tu bowiem nie tylko samą wiedzę starożytniczą, ale i sam sposób myślenia oraz wyrażania myśli. Stąd dobrze, że książka ukazuje się nie w wydawnictwie naukowym, ale przede wszystkim literackim, znanym też z publikacji dla dzieci i młodzieży.

Punkt wyjścia i cel autora są jasno postawione. Otóż polskie społeczeństwo i w ogóle świat euroatlantycki, a może i ludzkość cała, weszły w spiralę kryzysów różnej natury, których pomyślne rozwiązanie nie jest ani bliskie, ani pewne, stąd warto przyjrzeć się, jak z kryzysami radzili sobie Grecy. A radzili sobie – to bardzo ważne – nie poprzez proste recepty, ale problematyzując i deliberując – „w obliczu świata i jego zagrożeń Grecy zmuszają nas do myślenia, zamiast dawać nam swoje przykazania” (s. 14). Myślenie greckie, uważa Węcowski, może dać nam do myślenia, dlatego warto zobaczyć, co Grecy „mówią nam właśnie dzisiaj” (s. 17). Realizując zamierzony zamysł, Węcowski nie sięga tylko pod powierzchnię, by śledzić greckie rodowody obecnych w kulturze współczesnej pojęć, motywów czy obrazów – choć to zajęcie ciekawe i pouczające (zob. Grześczak 2002). Jego głównym punktem zainteresowania są momenty upadku, wojny, zarazy, przewrotu – i greckie sposoby spojrzenia na nie. Przy czym nasze współczesne rozwiązania wcale nie muszą greckim odpowiadać. W tym rozumieniu Grecja jest tu, bo i „tragedia grecka” jest tu. Jako zawodowy historyk Węcowski wolny jest natomiast od błędów prezentyzmu, który przyjmuje niezmienność i uniwersalność systemów wartości i wyobrażeń. Co prawda niekiedy, moim zdaniem niepotrzebnie, przedstawia historię jako nauczycielkę życia, co trochę trąci refleksją ze szkolnej gazetki („Uczmy się od Greków, na ich błędach i porażkach. Zwłaszcza w polityce” [s. 158]; Węcowski broni dydaktycznego waloru historii na s. 215; zob. Solska 2018) – ale to konwencja publicystycznego charakteru niektórych tekstów, która ma przemawiać do zamierzonego czytelnika.

Trzeba tu poczynić jeszcze ważne, a może nieoczywiste zastrzeżenia. Podtytuł książki to „Antyk na nasze czasy”. Pozostajemy więc w Grecji antycznej. O Grecji współczesnej wiele Węcowski nie mówi. Może dlatego, że państwo greckie i współcześni Grecy, tak różni od antycznych, bo gruntownie schrystianizowani i dotknięci stuleciami tureckiej okupacji, nie mogą też chyba być dla nikogo wzorem w skutecznym radzeniu sobie z kryzysem – czemu w XXI wieku dali dobitny wyraz. Jednak i nie o całym antyku greckim tu mowa. Zasadniczo trzymamy się epok archaicznej i klasycznej. Co jednak ważniejsze, a czego autor wprost nie zaznacza (choć to dla czytelników informacja istotna), przez zdecydowaną większość książki pozostajemy w Atenach. I myślę, że warto by powiedzieć wprost, że większa część tego, co o myśli, kulturze i polityce greckiej wiemy, ma pochodzenie ateńskie lub zostało przez Ateńczyków zapośredniczone. Węcowski bardzo często używa skrótu myślowego (zrozumiałego w popularnej formule książki), pisząc o „Grekach”, gdy na dobrą sprawę możemy mówić tylko o „Ateńczykach”. Ateny zaś wcale nie były polis typową.

Przy czytaniu Węcowskiego najbardziej uderza to, w jak systemowy sposób grecka kultura polityczna i literacka (która w owym czasie była częścią kultury politycznej) problematyzowała życie społeczne, stawiając obywateli w sytuacjach bardzo ambiwalentnych. Jeśli uważacie, tak jak ja, że główny bohater „Iliady”, Achilles, to postać antypatyczna i że właściwie żaden z Achajów nie da się lubić, a prawdziwie rycerską postacią jest Trojanin Hektor, to – zdaniem Węcowskiego – jest to efekt zamierzony przez Homera. Podobnie tragedia grecka (na przykładzie „Edypa Króla” czy „Antygony”) nie ma wcale wskazywać jakiegoś dobrego rozwiązania, lecz stawia obywatela przed dylematem. Ale i instytucje społeczne czy polityczne tworzono na zasadzie paradoksu. Otóż sympozjon, centralny rytuał arystokracji greckiej, czyli ceremonialne picie w męskim gronie, nie był wcale afirmacją fizjologii pijaństwa, ale szkołą opanowania i kultury słowa. Ostracyzm zaś miał służyć nie temu, by kogoś z polis wyrzucić, ale by do wyrzucenia w ogóle nie dopuścić, budując minimum zaufania między ateńskimi politykami. Węcowski doskonale pokazuje te głębokie struktury. „Żadnych odpowiedzi, same pytania i prowokacje” (s. 45). O niektórych z nich pisał zresztą szeroko w swoich naukowych publikacjach. Szkoda zresztą, że nie nawiązał w swej popularnej książce do błyskotliwych konceptów rozwijanych w monografiach, które pokazują jego humanistyczną kulturę. Książka o sympozjonie posługuje się analogią między arystokracją grecką a szlachtą polską oraz jej kulturą picia (zob. Węcowski 2012: 33-36, 52). Ta o ostracyzmie natomiast w ogóle opiera się na wziętym z teorii gier koncepcie iterowanego dylematu więźnia (zob. Węcowski 2018). Myślę, że czytelnicy chętnie poszliby za Węcowskim w obu tych kierunkach, gdyby ich poprowadzić. „Tu jest Grecja!” niestety w żaden sposób nie odsyła zainteresowanych do innych publikacji autora.

Im bliżej końca książki, tym podejmowane tematy coraz wyraźniej grawitują w stronę publicystyki. Przyglądamy się bowiem dwóm współczesnym kryzysom – epidemii COVID-19 i rosyjskiej agresji na Ukrainę. Spoglądamy na nie oczyma Tukidydesa. Takie spojrzenie ma długą i szacowną tradycję. W tytule pierwszego rozdziału „Dlaczego klasycy” sam Węcowski odsyła do wiersza Zbigniewa Herberta (choć go wprost nie przywołuje). Tukidydes inspirował jednak szeroko. Nie sposób tu wyliczać. Wspomnę jednak – pro domo mea – że w tym roku obszerny esej będący de facto komentarzem do Tukidydesa wydał socjolog literatury z Uniwersytetu Śląskiego, Krzysztof Łęcki – znajdziemy tam szereg odwołań do artystów i naukowców zafascynowanych ateńskim historiografem. Jako wyrobnik historii starożytnej sam idę tym utartym szlakiem. Pamiętam, kiedy po wprowadzeniu zajęć zdalnych przez godzinę czytałem studentom i komentowałem Tukidydesowy opis zarazy w Atenach, absolutny model wszystkich późniejszych literackich obrazów epidemii. Moim ukraińskim studentom dawałem zaś jako tematy prac logos scytyjski Herodota. Co roku też czytamy dialog melijski z „Wojny peloponeskiej”. Traktuję to jako wprowadzenie w fundamenty europejskiej kultury, nie tylko w historię Grecji starożytnej. Sam zresztą czytałem dialog po raz pierwszy jako student nie historii, ale politologii na zajęciach z historii myśli politycznej. Węcowski nie jest nachalny, nie narzuca Tukidydesa czy nawet Homera jako lektury obowiązkowej, ale każdy, kto świadomie przeczyta jego książkę, będzie chyba miał ochotę sięgnąć po jednego i drugiego. Zdaje mi się, że to jest jeden z ukrytych celów tej publikacji.

Odnosząc się do kwestii merytorycznych: w jednym tylko miejscu popularyzatorskie zacięcie autora poszło chyba zbyt daleko, upraszczając zanadto sprawę istotowo złożoną. Chodzi mianowicie o migrację tzw. Ludów Morza na przełomie XIII/XII w. p.n.e.. Część tych ludów osiadła ostatecznie w Palestynie i przeszła do historii jako Filistyni. Węcowski w bardzo prosty sposób utożsamia ich z Achajami: „Wszędzie po drodze osiedlały się grupy Achajów, a resztki tych, którzy w najazdach wytrwali do końca, faraonowie, zwycięzcy w delcie Nilu, karnie rozmieścili na swoim północnym przedmurzu. Lud ten, znany nam ze Starego Testamentu, nazwano Filistynami. (…) Kiedy więc, czyta[my] o biblijnym starciu Dawida z Goliatem (…) pamiętajmy, że nieszczęsny filistyński wielkolud to w prostej linii potomek władców mykeńskich pałaców w Grecji” (s. 55).

Dzisiaj nie wątpi się w udział Greków mykeńskich w migracjach schyłku epoki brązu, niemniej sprawa tożsamości i pochodzenia Filistynów nie jest jednoznaczna. Kolega Węcowskiego z Instytutu Historii UW, Łukasz Niesiołowski-Spanò, poświęcił temu zagadnieniu osobną monografię. Obszernie traktuje w niej kwestię identyfikacji społeczeństw starożytnych wedle kryteriów etnicznych. Pisze bardzo ostrożnie, że Ludy Morza „należy zatem widzieć jako zbieraninę o rozmaitym pochodzeniu, której spoiwem była potrzeba zdobycia obszarów dla osadnictwa oraz jakiś wspólny element kultury, będący dziedzictwem mykeńskim” (Niesiołowski-Spanò 2012: 26-27). Przypuszcza też, że tylko wąska elita filistyńska wywodziła się ze świata mykeńskiego, a do tego bardzo prędko uległa semityzacji w nowym środowisku. Nie tylko Goliat (nawet jeśli byłby postacią historyczną) nie był potomkiem mykeńskich władców, ale nie wiemy nawet, czy społeczność filistyńska (złożona z przybyszów z mykeńskiej Egei, Azji Mniejszej, miejscowych Semitów, ale pewnie i innych elementów) w jakikolwiek sposób kultywowała achajską tożsamość. Wiemy natomiast o istnieniu państw odwołujących się do achajskiej samoidentyfikacji we wczesnej epoce żelaza na obszarach południowej Azji Mniejszej. Aby sprawę jeszcze bardziej skomplikować, w ostatnich kilkunastu latach nowe znaleziska inskrypcyjne wykazały, że we wczesnej epoce żelaza w północnej Syrii istniało dość rozległe państwo Walistin/Pilistin (zob. Niesiołowski-Spanò 2012: 41-42; Emanuel 2015). Jego kultura materialna zawiera niewiele elementów egejskich, ale – jak wiadomo – społeczeństwo filistyńskie miało niejednorodne pochodzenie. Być może elity filistyńskie wcale nie wywodziły się z Egei, ale właśnie z posthetyckiej Syrii, i to one nadały dominującą tożsamość grupom migrantów, których kultura materialna miała charakter egejski. Jest to hipoteza poparta głównie analogią onomastyczną (znamienne jednak, że etnonim „Filistyni” nie znajduje wyjaśnienia na gruncie greki mykeńskiej), więc niezbyt mocna, ale wyraźnie pokazuje, że mykeńscy Grecy byli tylko jednym z elementów układanki śródziemnomorskiej w okresie wczesnej epoki żelaza, czyli tzw. wieków ciemnych.

„Tu jest Grecja!” to książka napisana przez jednego z czołowych historyków Grecji klasycznej, autora oryginalnych prac badawczych, publikowanych i czytanych w kraju i za granicą. Zgodnie z tradycją swego środowiska zajął się również popularyzacją wiedzy. Jest to popularyzacja adresowana do początkującego adepta historii Grecji, tak w formie, jak w treści. Przy czym w żadnym stopniu nie banalna, a daleka od szkolnych ścieżek. Czytelnik jako tako zaznajomiony z tematem jednak na niej nie skorzysta i powinien od razu sięgnąć po naukowe publikacje Węcowskiego – również fascynujące. Szkoda, że autor i wydawnictwo nie zdecydowali się podsunąć czytelnikom dalszych lektur. Istnieje bowiem wysokie ryzyko, że dla wielu będzie to pierwsze pozaszkolne spotkanie z grecką przeszłością, a z braku wskazówek, gdzie iść dalej, może okazać się ostatnim. Obecne w części rozdziałów publicystyczne zacięcie sprawi, że niektóre partie prędko się zdezaktualizują. Większa część może jednak jeszcze długo i z pożytkiem służyć jako wprowadzenie w starożytność grecką. Warto, by po książkę sięgali uczniowie szkół średnich, których może one przekonać do podjęcia pasjonujących studiów starożytniczych.

LITERATURA:

Emanuel J.P.: „King Taita and his »Palistin«: Philistine State or Neo-hittite Kingdom?”. „Antiguo Oriente” 2015, nr 13.

Grześczak I.: „Ścieżki śródziemnomorskie”. Warszawa 2002.

Lengauer W.: „Religijność starożytnych Greków”. Warszawa 1994.

Łęcki K.: „Według Tukidydesa. Rozważania socjologa literatury nad Wojną Peloponeską”. Katowice 2023.

Solska E.: „Koncept historia magistra vitae w badaniach dziejów i dyskursie historycznym”. „Sensus historiae” 2018, tom 30, nr 1.

Węcowski M.: „Sympozjon czyli wspólne picie. Początki greckiej biesiady arystokratycznej (IX–VII w. p.n.e.)”. Warszawa 2014.

Węcowski M.: „Dylemat więźnia. Ostracyzm ateński i jego pierwotne cele”. Toruń 2018.

Wipszycka E.: „Kościół w świecie późnego antyku”. Warszawa 2006.
Marek Węcowski: „Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy”. Wydawnicwo Iskry. Warszawa 2023.