ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (480) / 2023

Olga Karlińska,

DZIENNIK WIELU ŻYĆ (DEREK JARMAN: 'WSPÓŁCZESNA NATURA')

A A A
„Współczesna natura” Dereka Jarmana ma formę osobliwego dziennika; formę, której można by się nie spodziewać, nie znając autora od innej strony niż stricte artystycznej. Książka ta bowiem, jak informuje nas opis na okładce, obejmuje lata 1989–1990, kiedy Jarman zajmował się uprawianiem postmodernistycznego ogrodu przy Prospect Cottage uznawanego za jedno z większych dzieł jego życia. Jeśli jednak czytelnik wie o ogrodnictwie tyle co nic, to może już na samym początku odbić się od „Współczesnej natury”, bo na jej początku zostajemy zasypani relacjami z sadzenia i pielęgnowania konkretnych roślin o niespotykanych na co dzień nazwach. Może to przypominać niemal czytanie w obcym języku, jednak w tak dużym natężeniu opisy dbania o ogród występują głównie na początku książki, by potem ustąpić miejsca rozmyślaniom nad społeczeństwem, w szczególności społeczeństwem angielskim i queerowym, nie pomijając przy tym także aspektów twórczości filmowej czy palących kwestii politycznych. Na samym końcu znajdziemy wyjątkowo ciekawe dla polskiego czytelnika relacje z podróży do Warszawy świeżo po upadku komunizmu, bo w 1990 roku.

Tym, co wyłania się już na pierwszych stronach dziennika, jest postać autora nadzwyczaj uwrażliwionego (w dobrym tego słowa znaczeniu) na otaczający go świat, zarówno świat natury, jak i ludzi, stąd też dwuznaczny tytuł odnoszący się zarówno do jednego, jak i drugiego aspektu, z którymi każdy człowiek w swoim życiu wchodzi w interakcje. Rybacki dom i ogród miały stanowić dla Jarmana swego rodzaju samotnię powstałą w ostatnich latach życia, gdy już dowiedział się o zakażeniu wirusem HIV, jednak, jak widzimy, spędza w niej równie wiele czasu, co wśród ludzi. Ma ich wokół siebie wielu i równie niemało poświęca im miejsca na kartach dziennika, zwłaszcza tym najbliższym, jak jego partner zapisywany literami HB oraz najbliżsi przyjaciele, dla których znajduje mnóstwo subtelnej czułości. Wyraża ją choćby w pisanych od czasu do czasu wierszach. W codziennych interakcjach widać błyskotliwość i elokwencję autora, nieopierającą się tylko na „oczytaniu”, choć tego również nie można mu odmówić.

Jarman jest wszechstronnym artystą i pokazuje nieco kulis swojej pracy, zarówno spotkań dotyczących jego filmów, opinii widzów i krytyków o nich, uciążliwego ślęczenia nad niesatysfakcjonującymi, nowymi tworami i wiele innych drobnych momentów poświęconych rzemiosłu. Z tych nieco zdawkowych relacji wyłania się mimo wszystko filmowiec-rzemieślnik, natomiast artysta i opowiadacz historii – w ogrodzie, czyli tam, gdzie nie ciąży na Jarmanie ciężar oceny ani odpowiedzialności za stworzone dzieła. Jarman bowiem, jako homoseksualista, był jedną z pierwszych w Wielkiej Brytanii osób, które podejmowały wprost tematykę homoseksualną w swojej twórczości, a to nie mogło obejść się bez echa, tym bardziej, gdy publiczna stała się informacja o jego zakażeniu HIV. Wtedy doszły także powtarzające pytania o stan zdrowia i niemal wyczekiwanie śmierci, na której mogliby żerować dziennikarze.

Najmniejsze szczegóły nie umykają autorowi – z pieczołowitością potrafi dywagować lub wręcz medytować, zarówno nad stanem swoich ukochanych roślin, jak i nad kondycją społeczeństwa w dużej mierze przez niego ganioną. Uprzedzenie wobec osób HIV-pozytywnych w latach 80. i 90. może być dla współczesnego czytelnika jeszcze zrozumiałe, jednak Jarman nie pozostawia na uprzedzonych suchej nitki w kontekście wszechobecnej homofobii (łączonej zwykle z toksycznym chrześcijaństwem) dotykającej zarówno jego, jak i wielu jego bliskich. Wtedy zamiast subtelnego języka zarezerwowanego w dzienniku dla natury, dostajemy ten bardziej bezpośredni i wulgarny; Jarman pisze choćby „[…] pomszczę moje pokolenia, zerwę fałszywy, biały welon świętego małżeństwa, wydupczę wyniosłego pana młodego i wytrę spermę całunem Zbawiciela. Wtedy nasze posłannictwo na ziemi będzie spełnione, a jako banda wojowników wejdziemy do Królestwa i zbiorowo będziemy ruchać Trójcę na jej tronie ze złota na oczach tłumów świętych, aż Chrystus wyrazi skruchę i wyzna swoją prawdziwą miłość do świętego Jana”. Frustracja społecznym ostracyzmem objawia się więc wyraźnie w języku niemal karykaturalnie kontrastującym z czułością wobec ogrodowych roślin.

Przez całą książkę przewija się w różnych formach śmierć lub oczekiwanie na nią. Z początku są to komentarze dotyczące dziennikarzy wpędzających w trumny HIV-pozytywne osoby publiczne, potem napomknięcia o znajomych autora, którzy w ostatnim czasie odeszli, a potem, wydawałoby się, zwyczajne symptomy wskazujące na rozwijającą się u Jarmana chorobę. Być może właśnie rozwój dolegliwości, a wcześniej diagnoza, sprawiają, że autor każdego dnia otacza się życiem tętniącym w ogrodzie. Im dalej, tym mniej czytamy o ogrodzie, a tym częściej pojawiają się opisy chorób i bólu. Pobyty w szpitalu, w oddzieleniu od Prospect Cottage, przeplatają się z okresami, gdy Jarman wraca do domu i znowu może zajmować się swoimi roślinami – wtedy życie zdaje się do niego wracać, jednak w końcowej części dziennika już coraz rzadziej i na coraz krócej, a urokliwe sprawozdania z dbania o ogród stają się zdawkowe lub całkiem ich brak. Umierają kolejni jego przyjaciele zarażeni HIV, co nazywa śmiercią z miłości, a on sam zatraca się w chorobie. Ostatni zresztą wpis, jaki możemy przeczytać, kończy się długą listą zaleconych leków.

Mimo że dziennik był pisany ze świadomością, że może niegdyś zostać wydany, ma on w sobie wiele autentyzmu. Na pewno nie zawiera wszystkich intymności i przemyśleń, jakimi zwykle zapełnia się karty osobistych dzienników, jednak nie można mu odmówić mnogości tematów, od większych i bardziej interesujących dla czytelników, po zupełne drobnostki. I z tego też składa się człowiek: z najistotniejszych spraw ważnych dla ogółu i małych rzeczy liczących się tylko dla danej jednostki. Jarman wypowiada się w nie tylko w swoim imieniu, ale oddaje niejako swój głos społeczności queerowej, z którą przede wszystkim kojarzy się wirus HIV (choć statystyki nie są tak jednoznaczne i oczywiste i trudno mówić o związku orientacji z ilością zakażeń). W często ostrych słowach wyraża swoją złość na sytuację polityczną i mnóstwo trudności, z jakimi borykają się osoby nieheteronormatywne. Widać także głęboki żal związany z wpływem religii i jej zasad na ludzi, w czym autor w dużej mierze upatruje powodów nękania społeczności queerowej. Jako że Jarman był działaczem na rzecz równouprawnienia, trudno nie odczytywać „Współczesnej natury” po części jako manifestu, choć w jego filmografii na pewno można znaleźć jaskrawsze przykłady niż ta książka. Osobistość i nietypowość formy dziennika jednak w swojej subtelności może zawrzeć więcej niż tylko subiektywną perspektywę samego autora.
 

Derek Jarman: „Współczesna natura”. Przeł. Paweł Świerczek. Korporacja Ha!art. Kraków 2023.