ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (491) / 2024

Natalia Zając,

RADYKALNE MATKOWANIE JAKO STRATEGIA OPORU (JULIETTA SINGH: 'PRZEŁOMY')

A A A
„Przełomy” Julietty Singh to książka niezwykle intymna, napisana w formie listów-esejów do córki. Narracja ta zdecydowanie wychodzi jednak poza opis pojedynczego, osobistego doświadczenia. Autorka jest w pełni świadoma własnego usytuowania: pisze jako matka, wychowująca córkę w świecie nękanym przez liczne kryzysy, Śniada kobieta, feministka, akademiczka, osoba żyjąca w queerowym związku. Właśnie z tej perspektywy Singh prowadzi głęboką krytykę kapitalizmu i systemowego rasizmu. Jej opowieść, choć stanowi gorzką pigułką dla czytelnika i czytelniczki oraz zderza ich nieustannie z poczuciem niewygody, nie jest pozbawiona wizji lepszej przyszłości – takiej, która pozwoliłaby na zerwanie z kolonialno-kapitalistycznym porządkiem oraz systemową opresją. Co więcej, macierzyństwo, które jest głównym tematem „Przełomów”, nakłada na Singh obowiązek snucia odważnych politycznych projektów, dążących do zburzenia zastanego przemocowego porządku – w tym ujęciu matkowanie staje się dla niej radykalną formą oporu. 

Omówienie „Przełomów” warto zacząć od pochylenia się nad formą książki. Singh, mimo że łączy osobisty wywód z erudycyjną opowieścią, kieruje swoje słowa bezpośrednio do córki, dzięki czemu jej narracja zyskuje osobisty charakter. Ponadto czytelnik i czytelniczka dzięki takiej formie tekstu może ustawić się do lektury w dwojaki sposób: z jednej strony mamy bowiem wrażenie, że podglądamy prywatne wiadomości kierowane przez Singh do córki i śledzimy je z bezpiecznego dystansu, z drugiej jednak – bezpośrednie zwroty do czytającego (w założeniu córki, w praktyce wszystkich czytelników „Przełomów”) sprawiają, że opowieść ta staje się osobistym przeżyciem również dla nas, angażuje nas emocjonalnie oraz stawia przed nami zadanie zadbania o przyszłość. Ta podwójność doskonale koresponduje z głównym napięciem, które zostaje poddane refleksji w omawianej książce, a mianowicie napięciem pomiędzy tym, co prywatne, a tym, co kolektywne. 

Sposób, w jaki Singh pisze o macierzyństwie, jest ważną odpowiedzą na antynatalistyczne projekty. Autorka zdaje sobie sprawę z wagi katastrofy klimatycznej, jednak to właśnie posiadanie dziecka okazuje się dla niej mobilizacją do podjęcia politycznych i etycznych zobowiązań: „Przyznaję, że na poziomie intelektualnym pewna część mnie ma ochotę skapitulować w walce o ludzkie życie, powiedzieć, głośno i wyraźnie: Tak, pozwólmy ludzkości wyginąć, niech świat wreszcie funkcjonuje bez nas. Jednak macierzyństwo komplikuje moją konceptualną gotowość. Ponieważ istnieje ciało, twoje ciało, którego utraty bym nie zniosła. Ciało, którego nie wyobrażam sobie zostawić na pastwę kapitalistycznego zniszczenia” (s. 22). Pisarka w sposób niezwykle szczery opowiada o trudach związanych z byciem matką: sprawowaniu tej roli towarzyszą nieustanny strach o przyszłość, ale także teraźniejszość córki oraz silna potrzeba ochrony ukochanej osoby. Matkowanie jako akt radykalnego oporu, mimo że wyrasta z więzi między matką i córką, nie ogranicza się jednak wyłącznie do istniejącej między nimi relacji, a raczej staje się aktem wspólnototwórczym. Doskonale widać to w następującym fragmencie: „[n]ajmocniej na świecie pragnęłam wówczas spisać dla ciebie historię – prawdziwą i wyobrażoną, kronikę pomocy i solidarności Czarnych i Śniadych ciał w tym kraju zwanym Ameryką. Lub napisać list miłosny do każdej niebiałej kobiety, której wzrok skrzyżował się z moim, gdy mijałyśmy się na ulicy, a uśmiech w tych ulotnych chwilach sprawiał, że świat zdawał się znośniejszy” (s. 129). 

W matkowaniu najważniejsze staje się więc wychowywanie do odpowiedzialności za innych i za świat. Jest to zadanie szeroko wychodzące poza indywidualną potrzebę ochrony swojego dziecka, a przez to wiąże się z ciągłym wystawianiem go na trudne, czasem wręcz bolesne tematy związane na przykład z katastrofą klimatyczną, wykluczeniem czy dziedzictwem kolonializmu. To podejście, które spotyka się z krytyką zogniskowaną wokół argumentu, mówiącego, że dzieciństwo powinno być tym okresem w życiu człowieka, w którym panuje błoga nieświadomość problemów, z którymi mierzyć powinni się dorośli. Singh jednak zwraca uwagę, że pozwolenie sobie na wizję „niewinności” w odniesieniu do dziecka jest pewnego rodzaju przywilejem, który często pozostaje niezauważony – jako Śniada kobieta wie o tym doskonale: to właśnie z przywilejem wiąże się możliwość odcięcia się od problemów, przed którymi inni, ze względu na swoje usytuowanie, nie są w stanie uciec. Jako akt oporu pisarka traktuje więc kształtowanie świadomości i politycznych postaw w swojej córce. Balansuje przez to nieustannie pomiędzy miłością do dziecka, pragnieniem zapewnienia mu bezpiecznego dzieciństwa a głęboką potrzebą kształtowania w córce wrażliwości i odpowiedzialności oraz obowiązkiem ciągłego tłumaczenia jej złożonych problemów, z którymi mierzymy się, żyjąc we współczesnym świecie. Ponadto Singh zdaje sobie sprawę z jeszcze jednego, niezwykle trudnego elementu matkowania i w pełni go akceptuje. Chodzi mianowicie o tytułowe „przełomy”. Nie wiążą się one z całkowitym zerwaniem więzi, jednak są konieczne, aby matkowanie nie stało się jedynie formą reprodukowania tego samego, ale prowadziło do ciągłego rozkwitu i dążenia do coraz to nowych form oporu i strategii naprawy świata, które leżeć będą już po stronie córki.

Niezwykle ciekawym i zaskakującym wątkiem, któremu autorka poświęciła sporo miejsca w „Przełomach”, jest architektura. Sposób aranżacji przestrzeni, jak błyskotliwie punktuje Singh, odzwierciedla pewien utarty schemat związany z etapami ludzkiego życia i wpisuje się w kapitalistyczny model rozwoju oraz wizji rodziny: „Podobnie jak w przypadku wszystkich skromnych budynków jednorodzinnych architektura domu przy Allen też przeznaczona była dla niewielkiej rodziny nuklearnej (…). Sypialnia z przodu domu zaaranżowana była z myślą o dwojgu płodzących dzieci rodzicach, natomiast wąski korytarz miał prowadzić owych rodziców do dwóch pokojów dziecięcych. Pierwszy z nich był idealnie zaprojektowany pod niemowlę w kołysce, drugi zaś pod starsze dziecko. (…) Zdawało się, że dom przesiąkł atmosferą współczesnej wersji kapitalizmu aż do samych fundamentów; z tym oczekiwaniem, że jego przestrzeń wypełni rozwrzeszczana, reprodukująca się rodzina, która następnie utoruje sobie drogę do statusu mieszczaństwa i przeniesie się w inne miejsce” (s. 55). Singh podejmuje jednak grę z architektonicznym porządkiem i zrywa z wizją „domu na początek” – podąża pod prąd linearnym schematom dążącym do ciągłego awansu społecznego. Dom staje się dla niej oraz jej najbliższych przestrzenią sprzyjającą queerowaniu rodzinny: miejscem, w którym możliwe staje się „wspólne życie osobno”, gdzie każdy z domowników odnajduje swobodę i potrzebną mu przestrzeń, jednocześnie pozostając w ciągłej styczności z innymi (Singh w to myślenie o wspólnej przestrzeni wciąga także, co niezwykle istotne, pozaludzkie byty). 

Pisarstwo Singh ulokować można obok takich nazwisk jak Paul B. Preciado („Mieszkanie na Uranie. Kroniki przeprawy”) czy Maggie Nelson („Argonauci”) – wszyscy troje podejmują bowiem problematykę obejmującą queerowanie rodzinnej wspólnoty czy intymne i polityczne aspekty cielesności, a osobiste doświadczenie staje się dla nich punktem wyjścia do refleksji na temat systemu wykluczenia. Preciado o swoich esejach pisze w następujący sposób: „Nie przynoszę wam żadnych wieści z marginesu, jak Ulrichs przynoszę wam kawałek horyzontu” (Preciado 2022: 17) – taki kawałek horyzontu z pewnością ukazuje swoim czytelnikom i czytelniczkom również Singh: jej opowieść pozwala inaczej spojrzeć na macierzyństwo, które nie jest w jej ujęciu jedynie rolą, w którą kobieta zostaje wtłoczona przez patriarchalno-kapitalistyczny system, lecz przestrzenią pozwalającą na tworzenie więzi i budowanie odpowiedzialności. Ważnym kontekstem dla „Przełomów” zdaje się być także antologia esejów „Revolutionary Mothering. Love on the front line”, której autorki prezentują różnorodne perspektywy macierzyństwa, skupiając się jednak głównie na doświadczeniu matek doznających wykluczenia i spychanych na margines dyskursu o rodzicielstwie. Książkę Singh czytam zatem jako uzupełnienie i kontynuację tego pisarskiego projektu – wyrasta ona bezpośrednio z myśli Czarnych i Śniadych feministek, które pod włos systemowej opresji, jakiej poddawane jest ich macierzyństwo, dokonują wywrotowego aktu jego redefinicji: zrywają z rozumieniem reprodukcji w sposób kapitalistyczny, a samo matkowanie wiążą z kolektywnym działaniem i budowaniem odpowiedzialności za wspólnotę, nie zaś tylko z indywidualnie rozumianym macierzyństwem. Singh takiego podejścia do rodzicielstwa nauczyła się także od własnej matki, której słowa przytacza: „Nie można być matką, nie podejmując niecierpiących zwłoki pedagogicznych interwencji dotyczących kwestii społecznych i dobra planety. Macierzyństwo oznaczało odnajdywanie i diagnozowanie ran oraz wynajdowanie sposobów na ich zabliźnianie” (s. 95).

„Przełomy”, choć napisane w sposób niezwykle sprawny i angażujący, nie są jednak łatwą lekturą – wymagają bowiem od nas ciągłej krytycznej refleksji na temat systemu, w którym funkcjonujemy, oraz naszych własnych uprzedzeń. Radykalne matkowanie, które stanowi rdzeń tego pisarstwa, to „nieprzerwany proces stawiania oporu i siania zamętu” (s. 72) – są to również słowa doskonale opisujące książkę Singh, która wprowadza zamęt w myśleniu o wspólnocie, rodzinie oraz miejscu rodzicielstwa we współczesnym świecie. 

LITERATURA:

Nelson M.: „Argonauci”. Przeł. K. Gucio. Wołowiec 2020. 

Preciado P.B.: „Mieszkanie na Uranie. Kroniki przeprawy”. Przeł. A. Araszkiewicz. Kraków 2022. 

„Revolutionary Mothering. Love on the Front Line”. Red. A.P. Gumbs, Ch. Martens, M. Williams. Oakland 2016.
 

Julietta Singh: „Przełomy”. Przeł. Aleksandra Szymczyk. Wydawnictwo Współbycie. Warszawa 2024.