ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (96) / 2007

Paweł Goryl,

GRZESZYKOWSKA I „PIES”

A A A
Fot. Galeria Raster, Warszawa / Galeria Pies, Poznań.
Z Dawidem Radziszewskim, jednym z założycieli Galerii Pies, rozmawia Paweł Goryl.

Paweł Goryl: Powiedz, na początek, kilka słów o sobie.

Dawid Radziszewski: Jestem właścicielem Galerii Pies w Poznaniu. Oprócz tego studiuję historię sztuki i mam rower.

P.G.: Jak zrodził się pomysł otwarcia galerii?

D.R.: Galerię zakładaliśmy w trójkę – ja, Jagna Dąbrowska i Radek Gajewski. Radek wycofał się z przedsięwzięcia już na samym początku. Z Jagną pracowałem przez ponad rok. Od dwóch lat wszystkim zajmuję się samodzielnie. Założyliśmy galerię, bo mieliśmy poczucie, że w Poznaniu brak jest dobrej energii. Wydaje mi się, że po prostu interesowało nas coś innego niż większość poznańskich galerii – interesowała nas sztuka.

P.G: Na ile Wasze początkowe założenia pokrywają się z tym, co robisz teraz?

D.R.: Początkowo była to galeria o charakterze studenckim. Nie traktowałem tego projektu, tak poważnie jak dziś. Teraz traktuję galerię jako miejsce swojej pracy i nic nie zapowiada tego, bym miał je niebawem zmienić. Tym samym, galeria z niekomercyjnej zamieniła się w komercyjną. To duża zmiana.

P.G.: A zatem reprezentujesz artystów. Czy wybierasz się na jakieś targi sztuki?

D.R.: Pracuję między innymi z Basią Bańdą, Tomkiem Mrozem, Magdą Starską i Izą Tarasewicz. Wszystkich, prócz Basi, która już wcześniej związana była z pewną galerią z Krakowa, moja galeria wprowadza na rynek sztuki. A co do targów... rzeczywiście się szykują, ale to na razie tajemnica.

P.G.: Masz swoich ulubionych artystów?

D.R.: Jest ich naprawdę wielu. Choć, muszę przyznać, że nie tylu, co kiedyś.

P.G.: Udało się Wam ulokować galerię w ciekawym miejscu...

D.R.: Tak, do tego miejsca mieliśmy naprawdę szczęście. Galeria jest śliczna, a do tego znajduje się w centrum miasta. Przed wojną w pomieszczeniach, w których teraz mieści się galeria, znajdował się Instytut Sztuk Pięknych Adama Hannytkiewicza.

P.G.: Jacy artyści gościli dotąd w ,,Psie’’?

D.R.: Przez te 3 lata zdążyło przewinąć się wielu twórców. Mieliśmy ponad 30 wystaw. Aktualnie prezentujemy wystawę Anety Grzeszykowskiej, na którą oczywiście gorąco zapraszam. Wcześniej była ekspozycja prac Basi Bańdy, Marcina Maciejowskiego, Karola Radziszewskiego, Izy Tarasewicz. Do tego dochodzą wystawy gościnne w innych galeriach: Pawła Susida i Przemka Mateckiego w Galerii Raster czy cały cykl wystaw (wakacje z psem) w krakowskiej galerii Artpol. Teraz przygotowuję dwie wystawy w zielonogórskim BWA: Tomka Kowalskiego i Tomka Mroza. Było ich już tyle, że nie jestem stanie przywołać kolejności z pamięci. Najlepiej zerknąć na stronę Galerii.

P.G.: Jakimi kryteriami kierujesz się przy doborze artystów?

D.R.: Staram się budować program tak, żeby odzwierciedlał najważniejsze zjawiska sztuki współczesnej w Polsce. Uważam, że mi się to udaje. Od lutego program galerii ulegnie znacznej modyfikacji – będę zapraszał kuratorów, a nie artystów. Taka formuła wydaje mi się ciekawsza. Zwłaszcza, że kuratorzy będą mieli pełną dowolność wyboru, a tym samym komfort pracy. Pojawią się też wystawy artystów zagranicznych.

P.G.: Jakie są Twoje plany na przyszłość?

D.R.: Targi sztuki, a potem zobaczymy. Z prozaicznych, przydałoby się porządnie odmalować galerię, ale jakoś nie mogę znaleźć na to czasu.

P.G.: Wróćmy jeszcze do aktualnej wystawy. Dlaczego zdecydowałeś się pokazać akurat prace Anety Grzeszykowskiej?

DR: To bardzo proste. Uważam, że Aneta jest jedną z najciekawszych artystek ostatnich dziesięciu lat. Jej projekty są precyzyjne formalnie i bardzo inteligentne. To po prostu niezwykle utalentowana artystka i bardzo się cieszę, że mogę ją u siebie gościć. W Galerii Pies pokazuje trzy swoje prace – film ,,Black’’, fotograficzny portret oka i lalkę – wyszywaną rzeźbę ,,Diabełka”.

P.G.: Dziękuję za rozmowę.



W kręgu zainteresowań Anety Grzeszykowskiej znajdują się głównie: fotografia i komputerowa animacja. Są także lalki, których wyszywaniem zajmuje się od dzieciństwa. Dziś jednak nadaje im formę w adekwatnym, ,,dorosłym” rozmiarze, co sprawia, że ze zwykłych zabawek przeradzają się w pełnoprawne dzieła sztuki – rzeźby.

Do interesujących prac artystki należy wystawiony na 4. Biennale w Berlinie (2006) ,,Album’’. Zawiera 201 zdjęć z prywatnego archiwum rodziny Anety Grzeszykowskiej. Za pomocą Photoshopa artystka usunęła z każdego zdjęcia swoją postać, tworzy tym samym opowieść – fotograficzną biografię od chwili swojego narodzenia, po dzień dzisiejszy. Historię pozbawioną jednak głównej bohaterki. Tym samym, traktuje sztukę jako instrument służący głębszej analizie, odkryciu wpływu fotografii na tożsamość. Podobną ścieżką idzie, tworząc cykl portretów nieistniejących ludzi, w którym w przewrotny sposób nawiązuje do słynnych zdjęć Thomasa Ruffa. Posługuje się komputerem, by stworzyć iluzję człowieczeństwa – tak wierną, że aż trudno uwierzyć w jej fikcyjność. W sposób frapujący pokazuje nam, jak łatwo można wytworzyć ułudę istnienia przy pomocy komputera – maszyny, będącej jednym z wielu tworów człowieka.

Gra z własną osobą, jej znaczeniem, nabiera szczególnego wyrazu w remake’u ,,Untitled Film Stills” Cindy Sherman. Artystka, wyzbywając się własnej tożsamości, ofiaruje ją swojej poprzedniczce. Naśladuje ją w wykreowanych, fikcyjnych, filmowych pozach – wcieleniach będących zabawą z własnym ,,ja”. Grzeszykowska nadaje jednak swym fotografiom kolor i nowoczesną scenerię – od Sherman przejmuję tylko charakteryzację i kompozycję ciała.

Fot. Galeria Raster, Warszawa / Galeria Pies, Poznań.

Grę z własną tożsamością podejmują również trzy prace wystawione w poznańskiej Galerii Pies – film ,,Black”, fotografia oka i lalka. Piętnastominutowy film jest mroczną, surrealistyczną fantazją na temat absolutnej czerni, czeluści – będącej symbolem nicości. Naga artystka wchodzi w nią, wtapia się, by za chwilę nieoczekiwanie wyłonić na nowo. W ten sposób jedyną realnością okazuje się ciało kobiety, które będąc dodatkowo pozbawione ubrania, staje się istotne samo w sobie. Poza nim nie ma nic. Autorka pyta: ,,Kim jestem?”. Wprawdzie nie daje na to pytanie bezpośredniej odpowiedzi, ale za to przedstawia cud życia (istnienia) w sposób bardzo sugestywny, bo skorelowany z niebytem. Dotyka zatem dwóch podstawowych pytań egzystencjalnych: ,,Jak to jest być?’’ – ,,Jak to jest nie być?’’. Ta dziwaczna podróż w nieuchwytnej przestrzeni powstała na skutek zastosowania komputerowej animacji i tradycyjnych, analogowych tricków.

W fotografii oka, nawiązując do nieszczęśliwego zdarzenia sprzed lat, artystka dokonuje symbolicznego rozrachunku z własną przeszłością. Przedstawia uszkodzoną tęczówkę młodszego brata. Źrenica wylewa się i rozpływa na skutek przypadkowego ukłucia, którego sprawczynią była artystka. Lalka, która towarzyszy zdjęciu jest świadkiem, rekonstrukcją wyszywanej przed laty – tej, która powstawała w czasie zabawy, gdy miało miejsce feralne zdarzenie. Artystka przywołuje traumatyczną przygodę i stara się ją przełamać poprzez skomentowanie w płaszczyźnie estetyki.
Wystawa prac Anety Grzeszykowskiej. Galeria Pies, Poznań. 23 listopada – 13 grudnia 2007.