Wydanie bieżące

1 marca 5 (53) / 2006

Bernadetta Darska,

TRADYCJA TRESOWANIA

A A A
Vedrana Rudan po raz kolejny prowokuje eksplorowaniem przestrzeni przemocy i przejmującym opisem cierpień, jakie człowiek zadaje drugiemu człowiekowi „tak po prostu”. Już „Ucho gardło nóż” przyzwyczaiło czytelników do bezkompromisowości autorki. Tym razem Rudan idzie o krok dalej. „Miłość od ostatniego wejrzenia” to studium przemocy w rodzinie, które jest nie tylko oskarżeniem tzw. podstawowej komórki społecznej, ale przede wszystkim wyzwaniem rzuconym w twarz tradycji, hipokryzji i wyuczonemu asekuranctwu. Chorwacka pisarka zdaje się powtarzać, że homo balkanicus, o którym pisze Dubravka Ugresic, jest wszędzie. To typ mentalności bardzo podatny na rozmnożenie, niezależnie od miejsca i panujących warunków. Przypomnijmy, że Ugresic w „Kulturze kłamstwa” pisała: „Homo balkanicus, jugo-mężczyzna, nie istnieje jako pojedyncza jednostka. Rzadko kiedy pojawia się jako odosobniony egzemplarz, osoba, indywiduum, on – to najczęściej grupa mężczyzn. Męski mieszkaniec krajów południowojugosławiańskich wychowuje się w grupie, w grupie dorasta, w grupie żyje. Męska grupa to dla niego nie tylko naturalne otoczenie, bez niego zdycha jak ryba bez wody. ‘Dzielni z nas chłopcy, pijąc trzymamy się na nogach’ – oznajmia refren jednej z popularnych piosenek zagrzebskich. Jugo-mężczyźni idą przez życie mając takie poczucie, jakby się stale trzymali za ręce. I dlatego współcześni zwolennicy maskulinizmu w swoich poszukiwaniach utraconej tożsamości mężczyzny nie muszą jechać do Nowej Gwinei. Zahartowana w ogniu męska tożsamość czeka tutaj, dosłownie pod nosem”. I dalej: „Kobieta w męskiej wyobraźni ma niezachwianą pozycję istoty niższej”. Świat opisany przez Vedranę Rudan to zgodny z powyższym rozpoznaniem świat samotności kobiet i wspólnoty mężczyzn, kobiecego wykluczenia i męskiej jedności. To rzeczywistość, w której kobieta nie ma prawa głosu, bo czeka na nią w ciągłej gotowości perswazyjna siła męskiej pięści. „Miłość od ostatniego wejrzenia” jest historią o tym, jak „nienormalne” staje się „naturalne”. Rudan udaje się dotrzeć do początku prywatnej historii doświadczanej przemocy i dzięki temu pokazać jej powtarzalność. Uderzenie urasta bowiem tutaj do rangi rytuału samoodradzającego się w kolejnych etapach życia. Staje się podstawowym, bo kształtującym tożsamość, punktem odniesienia.

Rudan pisze od nowa historię wielkiej miłości. Przewrotnie traktuje harlequinowy schemat, w myśl którego małżeństwo jest punktem docelowym i początkiem wielkiego szczęścia. Boleśnie obnaża dziewczyńskie marzenia o wielkiej miłości, pokazuje nierealność i nieprzystawalność złudzeń do rzeczywistości. Romantyczny mit jest tylko kłamstwem, jakim karmią kobiety wszyscy – rodzina, przyjaciele, społeczeństwo. Staje się sposobem na uśpienie czujności i łatwe poddanie się zniewoleniu, usankcjonowanemu siłą uderzenia. „Miłość od ostatniego wejrzenia” okazuje się dramatycznym pożegnaniem z czasem młodości, nadziei i wejściem w świat postępującego upodlenia. Związek, którego istotą miała być wolność, staje się jeszcze większą niewolą. Ojciec jako oprawca, którego kobieta nie wybierała, zostaje zamieniony na męża – oprawcę wybranego. Królewicz z bajki przeradza się w kata. Ofiara natomiast ciągle pozostaje ofiarą, taki jest przecież jej los i taką rolę ma do wypełnienia – unikać razów, być do dyspozycji, udawać, że wszystko jest dobrze.

Autorka równie bezlitośnie traktuje kobiety, jak i mężczyzn. Jej bohaterka to bardzo często ktoś wyuczony do pewnych zachowań. Edukacja dotyczy podstawowych zadań czyhających na kobietę: założenia rodziny, bycia żoną i wychowania dzieci. Tymczasem bohaterka nie potrafi pogodzić się ze swoją rolą. Z góry skazana jest jednak na klęskę. Gdy pobita przez męża ucieka do rodziców, ojciec odtrąca córkę, uznając, iż ma ona swojego pana i jego musi się trzymać. Kiedy próbuje spełniać się w roli matki i żony, nie potrafi zaakceptować kochanek męża, faktu, że seks stał się mechaniczną czynnością, i tego, że dziecko bardziej jej przeszkadza, niż daje życiowe spełnienie. Chorwacka pisarka wchodzi więc w dialog nie tylko z kulturą, która akceptuje męską siłę dla usankcjonowania trwałości rodziny. Pokazuje, że w małżeństwie mogą pojawić się także te uczucia, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni i o których nie mówimy głośno – niechęć do własnego dziecka, satysfakcja z własnej zdrady, obrzydzenia do oprawcy, niechęć do sformalizowania związku. Rudan obnaża również powtarzalność doświadczeń. Historia głównej bohaterki to tak naprawdę opowieść o tym, jak łatwo powielić znany z dzieciństwa schemat rodziny, mimo że od niego uciekamy.

„Miłość od ostatniego wejrzenia” jest także historią zbrodni. Bardzo smutną historią, pokazująca, że zbrodnia na oprawcy tak naprawdę nie może się dokonać, a na ofierze już się dokonała. Kobietę czeka zawsze przegrana. Skażona toksycznym związkiem nigdy nie może się od niego uwolnić: nawet gdy zabije oprawcę, on w niej pozostaje. Bohaterka nie przestaje czuć się gorsza, nie potrafi uwolnić się od stygmatyzującej roli ofiary. Ciągle jest w niej pamięć i przekonanie, że „nie stłukłby mnie, gdybym mu wyprasowała koszule, nie pobiłby mnie, gdyby nie był w stresie, nie zabijałby mnie, gdybym była lepsza, gdybym milczała. Dlatego zawsze, gdy mnie pobije, chce mi się płakać. Czuję się winna, że przemieniłam go w takie zwierzę” (s. 201).

„Miłość od ostatniego wejrzenia” przedstawia związek między kobietą a mężczyzną jako polowanie. Mężczyzna jest myśliwym, kobieta zwierzyną, która trzeba złapać, a wówczas trofeum staje się własnością tego, któremu udało się odnieść zwycięstwo. Bohaterka jest zwierzęciem przez całe życie – najpierw osaczana przez ojca, potem przez męża. Kiedy próbuje się wyzwolić i zapolować po raz pierwszy sama, okazuje się, że zwierzyna jest nie do zniszczenia. Nie ma zatem ucieczki. Wyzwolenie tkwi jedynie w uświadomieniu sobie, że książęta z bajki nie istnieją, że ropuchy nie stają się królewiczami. Dzieje się tak z bardzo prostego powodu – wymarzeni mężczyźni z królewskich rodów to jedynie projekcje kobiecego umysłu, konfabulacja, znajdująca społeczną akceptację. W powieści Rudan czytamy: „Opowieść mojego życia jest opowieścią o definitywnym wyjściu” (s. 16). „Miłość od ostatniego wejrzenia” staje się więc powieścią zaangażowaną, pisarka upomina się bowiem o mentalność kobiet. O to, aby przestały myśleć, że bez mężczyzny są nikim; że kiedy ktoś je bije, to pewnie z jakiegoś powodu są winne; że jeśli ktoś ma naturę kata, to się zmieni; że jeśli żyją tak wszyscy wokół, to pozostaje i nam żyć w ten sam sposób. Książka Rudan jest zatem wielkim wołaniem o prawo do wolności, do ucieczki, wołaniem dosadnym, często wulgarnym, krzykiem. Walka dotyczy bowiem rzeczy egzystencjalnie fundamentalnej – być czyimś psem, czy nie być. Zabić, czy być zabijanym.
Vedrana Rudan: „Miłość od ostatniego wejrzenia”. Przeł. Marta Dobrowolska-Kierył. Wydawnictwo Drzewo Babel, Warszawa 2005.