ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (106) / 2008

Monika Ruszało,

W RAMACH CZY POZA?

A A A
Zdawać by się mogło, że 50 wystaw odbywających się w ramach tegorocznego VIII Miesiąca Fotografii w Krakowie (w czterdziestu pięciu bardzo zróżnicowanych miejscach), zaspokoi potrzeby miłośników fotograficznego medium. A jednak – obok różnorakich spotkań z artystami, prezentacji, pokazów i prelekcji ujętych w ramy organizacyjne imprezy – odbywają się także wystawy „poza” festiwalem, którego tematem głównym w bieżącym roku jest „Młodość”, zaś „gościem specjalnym” – Polska. W przewodniku festiwalowym zostały one ujęte jako należące do kategorii „imprezy towarzyszące”. Pośród nich, obok wystawy Zofii Kulik „Desenie” w Dominik Art Edition czy projektu Codemanipulatora „I Am code” (Galeria Foto – Medium Art), znalazła się ekspozycja wpisująca się w jedną z kilku linii ideowych tegorocznego Miesiąca Fotografii (do których można zaliczyć „Zapis socjologiczny 1978 – 1990” Zofii Rydet w Galerii Starmach i „Klisze przechowuje się” Stefanii Gurdowej w Synagodze Kupa). Jest to prezentacja zdjęć Tadeusza Chrzanowskiego zatytułowana „Fotografik” w Galerii Dyląg.

Wybór tytułu sugeruje, że tym, co wystawa ma na celu, jest pokazanie innego oblicza twórczości Chrzanowskiego – znanego skądinąd historyka sztuki, opiekuna zabytków i krytyka. Na sposób iście fenomenologiczny, wzięta w nawias zostaje nasza dotychczasowa wiedza o zmarłym w 2006 roku badaczu. Jakkolwiek nie da się ukryć faktu, iż jest autorem kilku opublikowanych fotograficznych albumów, na przykład „Kraków – moje miasto”, jego osiągnięcia w dziedzinie fotografii są obecnie znane prawie wyłącznie w postaci materiału ilustracyjnego do „Katalogów Zabytków Sztuki w Polsce”, których Chrzanowski był współtwórcą. Zbiór niedawno odnalezionych zdjęć, eksponowany w Galerii Dyląg, diametralnie odróżnia się od tych „roboczych” fotografii. Tworzą go, zróżnicowane pod względem treściowym i formalnym, prace, które powstawały w latach 50. XX wieku w kilku miejscach Europy.

Chrzanowski rysuje się jako permanentne zadziwiony tym, czego jest świadkiem. Stąd jego fotografie są rejestracją najzwyczajniejszych chwil ludzkiego bytowania, które – dzięki utrwaleniu – zyskują rangę święta. Dlatego też może z taką lubością rejestruje czas zabawy: dzieci, mężczyzn na karuzeli i strzelnicy w wesołym miasteczku, „Korowód” postaci przebiegających przez ulicę. Najzwyklejsze sceny uliczne Londynu, życie małego miasteczka gdzieś w Polsce czy egzotyka Stambułu – interesuje go to wszystko, ponieważ jest w najwyższym stopniu zainteresowany człowiekiem i jego kondycją. Wybór tematyki sytuuje go na pozycji spadkobiercy dorobku Paula Stranda, który w drugim dziesięcioleciu XX wieku zaczął fotografować codzienne życie Nowego Jorku i stał się głównym przedstawicielem amerykańskiego realizmu fotograficznego o wydźwięku społecznikowskim.

Zbiór fotografii potraktowany jako całość unaocznia fakt, zaskakujący dzisiejszego mieszkańca homogenicznej, czy raczej „homogenizującej się” Europy: jej realnie istniejące jeszcze przed półwieczem, wewnętrzne zróżnicowanie. Fotografie są zawieszone na ścianach Galerii w swoistych cyklach, powstałych w różnych zakątkach starego kontynentu. Jedna ze ścian została zapełniona fotografiami z Londynu, na innej ścianie są zdjęcia wykonywane w Atenach i Stambule. Trzecia ze ścian jest poświęcona fotografii z polskich miast, miasteczek i gór. Na ścianie przebitej oknami znajdujemy dwie fotografie, prawdopodobnie również wykonane w Polsce. Ekspozycja jest uzupełniona przez, umieszczone na parapecie, fotograficzne wizerunki samego Tadeusza Chrzanowskiego (począwszy od wczesnej młodości aż do ostatnich lat życia) oraz okładki jego fotograficznych albumów.

Fotografia czarnoskórego obywatela Zjednoczonego Królestwa kontemplującego płaskorzeźby ukazujące najwybitniejszych kompozytorów w dziejach; elegancka angielska para w średnim wieku – to synonimy „zachodniości”, bogactwa i „inności” imperializmu. Tytuł owej fotografii przedstawiającej dwoje ludzi: „Rozmowa na Oxford Street” nie odnosi się do kobiety i mężczyzny, ale do pani wpatrzonej w odzianego w elegancką sukienkę manekina umieszczonego na witrynie sklepowej, jest więc symptomem krytycznego nastawienia wobec konsumenckich radości. Podobnie – jako satyrę na społeczeństwo kapitalistyczne można by zdiagnozować fotografię przedstawiającą innego sklepowego manekina, tym razem – co znamienne – bezgłowego, „trzymającego” w obu rękach manekinie korpusy obleczone w gorsety. Dowcip ujawnia się w innych pracach Chrzanowskiego: pendant do zdjęcia kontemplującego rzeźby czarnoskórego Brytyjczyka, stanowi zdjęcie podobnie upozowanego mężczyzny, nad którym góruje ogromna stopa posągu; inna fotografia jest skorelowaniem damskich nóg i nóg rzeźby na obramieniu fontanny (wszystkie te fotografie tworzą tetradę „Angielskie monumenta”). Taka żartobliwość nie ma nic wspólnego z kpiną czy szyderstwem, jest raczej krytycznym, ale życzliwym przypatrywaniem się światu.

Łagodność i wyrozumiałość, a także wyjątkowe wyczulenie na zwyczajne piękno człowiecze, ale i pozbawione fałszywego współczucia, dostrzec można zwłaszcza w fotografiach wykonanych w Grecji i Turcji. To głównie scenki „rodzajowe”: warsztat pucybutów, szewców; bawiące się dzieci; odpoczywający starsi mężczyźni. Forma fotografii wskazuje na historyczno-artystyczne wykształcenie autora, który zwraca szczególną uwagę na sceny, jakby żywcem wyjęte z ikonosfery – w jej historycznym rozumieniu. Takie swoiste przełożenie malarstwa na fotografię ma miejsce także w przypadku zdjęć zatytułowanych: „Przystań”, „Mgła” czy „Niedzielny spacer”, zwracających uwagę również ze względu na geometryczność, płaskość i – tym razem – skupienie się autora na formie, którą cechuje ponadto częste poszukiwanie kontrastów, różnic. Zauważalnym wątkiem zdaje się też być – na ile uświadomiona przez autora? – refleksja nad widzeniem. Stąd biorą się fotografie patrzących, oglądających, przypatrujących się, vide – zdjęcia Londyńczyków, a także fotografie fotografów, które na ponad dwadzieścia lat przed Susan Sontag, Rolandem Barthesem, czy Johnem Bergerem implikują pytania: czym jest fotografia? jaki jest jej status? na ile jest przeźroczysta?

Umieszczona a sali Galerii Dyląg pomiędzy dwoma oknami, a poniżej „Niedzielnego spaceru”, fotografia nosząca tytuł „Oczekiwanie”, prezentuje inne oblicze Chrzanowskiego –artysty: najbardziej istotna jest tu treść i sensy, które możemy odczytywać ze zdjęcia. Tym samym powracamy do kwestii humanizmu fotografa, oto bowiem zdjęcie przedstawia roześmianą staruszkę stojącą na progu domu. Starość i to, co ona znaczy – unaoczniona nam także poprzez ubóstwo, zyskuje obramowanie dzięki miejscu, w którym postać się znajduje. W ludowej wizji świata próg domu, funkcjonuje jako miejsce graniczne, styk rzeczywistości ziemskiej i zaświatów. Stara kobieta znajduje się na progu, granicy – dosłownie i w przenośni, z uśmiechem czeka na to co nieuchronne.

Tym, co zwraca szczególną uwagę, jest fakt, iż bohaterami zdjęć Chrzanowskiego – zarówno tych wykonywanych w Polsce, jak i w krajach basenu Morza Śródziemnego, są najczęściej starcy oraz dzieci, na których czule, acz bynajmniej nie czułostkowo spogląda fotograf. Te dwie kategorie wiekowe są zresztą do siebie podobne: z antropologicznego punktu widzenia ich przedstawiciele przebywają blisko „innej rzeczywistości”, zaś, ujmując rzecz pragmatycznie, są najbardziej prawdziwi w tym, co robią, a zarazem najbardziej bezbronni w świecie, często lekceważeni, albo – „w imię słusznej sprawy” – odzierani z godności (starzy ludzi w domach opieki; dzieci karane cieleśnie). Najtrafniejszym słowem–kluczem w odniesieniu do fotografii Tadeusza Chrzanowskiego jest „etyczność”, chociaż zdajemy sobie sprawę, iż słowo to nie należy obecnie do najmodniejszych i najczęściej używanych. Podsumujmy zatem tę wystawę w inny sposób: traktując o młodości i starości, a i młodości-starości, niewątpliwie wpisuje się ona temat główny krakowskiego festiwalu.
Miesiąc Fotografii w Krakowie – wystawa poza programem: Tadeusz Chrzanowski „Fotografik”; Galeria Dyląg, Kraków; 6 – 31 maja 2008.