Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (111-112) / 2008

Kacper Tekieli,

WIERSZE

A A A
Upadek

byłem wtedy z mamą w centrum Gdańska
słońce paliło chodniki i kamienice
i zobaczyłem jak dwaj panowie
ubrani w niebieskie robocze stroje
powoli unoszą się w górę
spokojnie rozmawiając i paląc papierosy
a ja krzyczałem i pokazywałem palcem:
to cud, mamo gdzieś tutaj jest Bóg
wyjaśnienia, że to przecież podnośnik
na klapie ciężarówki, że to prawo fizyki
przyniosły żniwo wiele lat później
gdy mama czytając o lewitacji
któregoś ze świętych i przytaczając
relacje świadków usłyszała ode mnie:
złudzenie optyczne, zbiorowa halucynacja



Po drugiej stronie lustra – wyznanie wiary
Pewnej wiosennej Śmierci

Mam ndzieję, że nie ma tam
zielonych pastwisk
bo jesteś uczulony na trawę

Że to jednak nie jest niebo
przecież nigdy
nie przepadałeś za błękitem
A piekło? – to niedobre
miejsce dla zimnoluba

Właściwie zawsze
miałeś jakieś „ale”
jak my wszyscy

Mam nadzieję, że jest tam
wielkie przestrzenne Nic
Że metaforycznie To ujmując
pozostaniesz w grobie
i wreszcie się wyśpisz
a ze wszystkich świętych
spotkasz tylko Spokój



Animal metaphysicum?

zgniatam jesienny suchy liść
rozpada się na setki aniołów
które duszę w dłoni i zrzucam

na ziemię

letnią kroplę spragnioną smaku trawy
łapię do ust, a następnie mieszam
z resztką wczorajszej wódy

śnieżynkę lecącą do ukochanego
palę na stosie swojej twarzy
a
Boga trzymam pod kluczem
i obiecuję cuda
by sprowadzić go na ziemię