ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 marca 6 (54) / 2006

Ewa Josińska,

BUNT TWÓRCZY

A A A
Maja Kleczewskiej konsekwentnie buduje swoje przedstawienia z gwałtów, mordów i bijatyk, czyli najgorszych fragmentów naszej współczesności. Jacek Wakar sądzi, że teatr jest dla niej reakcją na rzeczywistość. Jest sposobem odczuwania świata. Jego zdaniem: „Przedstawienia noszą w sobie komentarz do brudnej współczesności, bywają pełnym żaru oskarżeniem”.

Podobnie jak inne spektakle Kleczewskiej, „Woyzeck” poraża dynamizmem i wulgarnością. Nie każdy spodziewałby się tego po historii wrażliwego fryzjera Franka Woyzecka (w tej roli Sebastian Pawlak), zakochanego w Marii (Agnieszka Kubies) – dziewczynie, pracującej w salonie sukni ślubnych. Para mogłaby wieść całkiem szczęśliwe życie w mieście podobnym do Kalisza, gdyby nie otaczający ich ludzie. To oni są najlepszym potwierdzeniem wypowiedzianej przez głupiego Karola (Karol Kręc) trawestacji słów Terencjusza: „wszystko, co ziemskie, jest złe”. Już na początku spektaklu mężczyźni z kijami baseballowymi zakłócają porządek panujący w salonie sukien ślubnych. W świecie Woyzecka tego porządku już nigdy nie da się odzyskać. W dyskotece dochodzi do brutalnego gwałtu, erotyczna swoboda i sceny drastycznych bójek są powszedniością. Parkiet dyskoteki, niestety, nie tylko dzięki odpowiedniemu oświetleniu (reżyseria świateł Kariny Kleszczewskiej), co chwilę zmienia się w bokserski ring. Najbardziej przerażająca okazuje się jednak nie fizyczna, a psychiczna przemoc. Scena stylizowana na talk-show, którego bohaterami oprócz Woyzecka są człowiek-koń i początkująca artystka „Małpa”, jest dosadnym i brutalnym wyrazem animalizacji człowieka. W takim świecie wrażliwy Woyzeck nie może żyć normalnie. Taki świat nieuchronnie prowadzi go do zbrodni.

Kleczewska odchodzi od teatru słowa. Aktorzy lepiej grają ciałem i gestem. Na scenie szczególnie fascynują tańce Woyzecka, w których bohater prezentuje niesamowitą giętkość i sprężystość ciała. Ciekawie prezentuje się zmienianie osobowości przedstawione za pomocą zakładania peruk oraz, o dziwo, wyjątkowo delikatna, mocno kontrastująca z brutalną wymową całego spektaklu, scena zabójstwa Marii. Spektakl jest grany w metaforycznej scenografii, stworzonej przez Katarzynę Borkowską. Usytuowanie miejsc pracy Marii i Franka naprzeciwko siebie (po prawej i lewej stronie sceny) nie jest przypadkowe. W lustrach zakładu fryzjerskiego odbijają się wydarzenia, które mają miejsce w salonie sukien ślubnych. Także lustra salonu powielają dziejącą się w nim akcję. Dzięki temu następuje amplifikacja zdarzeń. Rozumiemy, że świat Woyzecka, głupiego Karola i Doktora (Szymon Mysłakowski) nie jest zjawiskiem jednostkowym. Rozumiemy, że tak silne poczucie wyobcowania, pijaństwo czy transwestytyzm dotyczą nie tylko scenicznego świata. Dekorację dopełnia trzecie lustro, umieszczone w środkowej części sceny. Dzięki niemu i lustrom obu salonów, oglądamy historię Woyzecka z różnych perspektyw. Za pośrednictwem luster widzimy jednocześnie zarówno twarz, jak i tył głowy Woyzecka. Na scenie w tej samej chwili następuje prezentacja każdej strony człowieka, dochodzi do stworzenia jego całościowego portretu.

Jednak najciekawsze rozwiązania scenograficzne pojawiają się pod koniec przedstawienia. Trzecie lustro okazuje się symboliczną granicą między dobrem i złem, między boskim a ludzkim światem. Po zmianie oświetlenia, za lustrem dostrzegamy obraz o tematyce religijnej. To obok niego rozegrały się najspokojniejsze fragmenty przedstawienia. Woyzeck i Maria beztrosko chlapali się wodą z rzeki. Wtedy na scenie było pięknie. Widz po raz pierwszy mógł spokojnie odetchnąć. Niestety okazało się, że w teatrze Kleczewskiej nawet piękno kończy się śmiercią.

Czy taki teatr rzeczywiście jest oskarżeniem naszej rzeczywistości? Dla mnie nie. W spektaklu Kleczewskiej Woyzeck nie ma wyboru. Bohater jest skazany na zło i otrzymuje na nie nieme przyzwolenie. Gdy popełnia zbrodnię, paradoksalnie, powinien odczuć ulgę. Przecież wreszcie staje się pełnoprawnym członkiem zdemoralizowanego świata. Jednak umieszczone na scenie lustra nie odbijają naszego świata. To krzywe zwierciadła, którym zabrakło odrobiny światła. Nie wierzę ani w taki świat, ani w taki teatr, w którym człowiek nie ma prawa wyboru. Rodzi się we mnie bunt przeciwko podobnym przedstawieniom. A może właśnie o sprowokowanie takiego buntu chodzi Mai Kleczewskiej?
Georg Büchner „Woyzeck”. Reż.: Maja Kleczewska. Teatr im. W.Bogusławskiego w Kaliszu. VIII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje”. Katowice, 8 marca 2006.