ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 listopada 21 (117) / 2008

Łukasz Iwasiński,

CYBERBAROK PO MEKSYKAŃSKU

A A A
W listopadzie na rynek trafi nowa płyta Murcofa, czołowego przedstawiciela meksykańskiego post-techno (choć bardziej precyzyjnym określeniem byłaby tech-kameralistyka), pt. „The Versailles Sessions”.

Murcof wydaje się wręcz zaprzeczeniem wszystkiego, co w powszechnej świadomości funkcjonuje jako meksykańskie. Nie jest maraichi, nie nosi sombrero, a jego muzyka w żaden sposób nie koresponduje z klimatem filmów Roberta Rodrigueza. Jawi się ona raczej jako połączenie egzystencjalnej głębi Bergmana, mroku gotyckich horrorów i wizyjności „Odysei Kosmicznej”. Z całą pewnością bliżej jej do chłodu dalekiej północy, niż wypalonej słońcem Tijuany. Ale to właśnie w tym mieście urodził się, wychował i spędził większość życia Fernando Corona Murillo (tak brzmi prawdzie nazwisko Murcofa). Od 1999 roku związany był z formacją Collective. W tym okresie łączył elektronikę z tradycyjną meksykańska muzyką. Jego unikalny styl wykrystalizował się na pierwszym solowym albumie, wydanym w 2002 roku „Martes”. Dokonał na nim fuzji wątków zaczerpniętych ze współczesnej kameralistyki z misterną, cyfrową tkanką. Medytacyjny ascetyzm minimal music i niemal sakralną wzniosłość à la Arvo Part czy Mikołaj Górecki ożenił z rozklikanymi, glitchowymi strukturami, osadzając całość na subtelnych bitach.

Za pośrednictwem doskonałej wytwórni Leaf – forpoczty wszelkiej maści muzycznych intymistów – o „Martes” dowiedział się świat i Murcof przez wielu okrzyknięty został odkryciem sezonu. Sukces zdyskontował, wydając płytę z remiksami z debiutu, pt. „Utopia”. Kolejną sensację wzbudził albumem „Remembranza”, na którym pozwolił sobie na większe ekstrawagancje – do odegrania partii instrumentalnych zatrudnił żywą orkiestrę. Na zeszłorocznym krążku, „Cosmos” Murcof bardziej zagłębił się w mroczne dźwiękowe czeluście. Płytę znamionuje odejście od bitowych struktur na rzecz wieloplanowych przestrzeni, dronów czy psychodelicznych konstrukcji o postindustrialnym posmaku, zaaranżowanych ze świetnym – jak zwykle w przypadku tego artysty – wyczuciem dramaturgii. Jako tworzywo Meksykanin wykorzystał przede wszystkim akustyczne, klasyczne instrumentarium, a elektronika posłużyła do – jak sam to ujął – rozwinięcia jego możliwości. Nowe wydawnictwo, „The Versailles Sessions” zawiera zapis programu skomponowanego na potrzeby festiwalu Les Grandes Eaux Nocturnes we francuskim Château de Versailles. Bazą były nagrania oryginalnych barokowych instrumentów. Oczywiście Meksykanin poddał je gruntownej komputerowej dekonstrukcji. Choć materiał zmienił znacząco swe pierwotne właściwości, czuć szlachetność źródła. Muzyka dawna i współczesny minimalizm, ambient i etno mieszają się w ciemnych, niekiedy złowrogich, a przy tym nieco surrealistycznych tematach.