Wydanie bieżące

15 listopada 22 (118) / 2008

Zofia Bałdyga,

WIERSZE

A A A
(tekst na inną okazję)

Kobieta w ciąży jest pauzą. To nie tylko przypadek.
Przejście na kolejną stronę.

Nie używając słów obfituję w szczegóły.
Cztery szminki i osiem zapalniczek.
Dwa ślady ugryzień między kartkami książki
której nie napiszę, bo była zadana do domu
zmyślona na miejscu.

Kobieta w ciąży zbiera piasek na czarną godzinę
i chowa go w muszlach. Przesypuje czas.
Opowiada dom szeptem w tak niewygodnej dla mnie pozycji.



(miejsce zamieszkania)

Wiersz o domu nosi mnie w środku
wielokrotną z zakończeniem na sercu.

Przebrzmiałam w czarnych punktach
do których przykładasz ucho.

W wierszu o domu słychać tylko nazwy
wykorzystane, przesunięte, użyte.

Odchodzę kiedy piszę, zawsze
siedzę albo stoję, należę.



(kompozycja dramatyczna)

I tylko opowiadać historie, i się nie zaciągać, nawet jeśli się dorośnie.
Jeśli się dorośnie pozostaje wierzyć, że nasza deklamacja zostanie przyjęta.

I tylko uczyć się cudzych imion, myląc je z rzeczywistością
tak miłą dla mnie jakby już było jasne, która wygra
która się odbija, a którą malują na szkle.



(kartka między stronami)

K.P

Nic nie wiemy o brzegu. Być może istnieje. Jak daleko od niego ze środka?
Czy jest wysoki, czy niski? Być może wygląda się lepiej po jego drugiej stronie
gdzie tyle jeszcze odkryć. Wolimy te mniejsze, to od nich doroślejemy
rośniemy w oczach. Tak mi już nie wypada, więc od nowa.

Przychodzę na świat, który z niczym mi się nie kojarzy.
Zostaje tylko to co pożyczone, zakopane wzdłuż wspólnych dróg.
Jeszcze wierzymy, że obcy coś przynoszą. To co czytamy, słyszymy
czym otwieramy butelki. Pozwólmy rzeczywistości.
Silne kobiety i słabsi mężczyźni wciąż jeszcze jej potrzebują.
Przecież nie będziemy malować się po zmierzchu. Ani uczyć na błędach.
Uczymy się od początku, z którym jesteśmy związane najbardziej.