ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (122) / 2009

Aldona Tołysz,

(POLSKA) FABRYKA MARZEŃ

A A A
W przestrzeniach nowo otwartego ms2 zaproponowano zwiedzającym obejrzenie najwybitniejszych dzieł artystycznych, opatrzonych metką „nowoczesne”. Przyciągają nie tylko znamienite nazwiska przedstawicieli każdego z nurtów artystycznych powstałych po 1900 roku, ale także nowatorstwo ekspozycji. Przekreśla ona tradycyjny model postępowej historii sztuki, która oddzielała od siebie nurty artystyczne, zamiast tego, niczym w kalejdoskopie tworzy nowe jakości, fascynujące układem i harmonią. Mimo wielkiej, prezentowanej na ścianie jednego z holi, linearnej chronologii zjawisk artystycznych, prace pogrupowane zostały tematycznie, a „młodzi” artyści towarzyszą „ikonom” sztuki. Nie razi to wcale, raczej stymuluje do odnajdywania zbieżności, dostrzeżonych przez kuratora, dając jednocześnie możliwość zastanowienia się nad trafnością takich doborów. Minęło trochę czasu, ktoś wyciągnął wnioski, nie trzeba budować tytanowego smoka rodem z Bilbao, ani wypożyczać wartej krocie kolekcji, jak w berlińskim Hamburger Bahnhof. Można wykorzystać to, co się posiada, a efekt może być równie zadowalający. Pomysł nie powstał naturalnie bez przyczyny, magazyny kryły w sobie nieprzebrane bogactwa, o których można było tylko usłyszeć, że kiedyś były na wystawie, ale na stałą prezentację, niestety nie ma miejsca. Właśnie miejsca, o które nie trzeba martwić się, że zginie pośród tysiąca budynków i gmatwaniny ulicy. Punktu w samym sercu miasta, który zwabi do siebie przechodniów. Dlatego, gdy w powodzi budynków wyłoniła się Manufaktura w Łodzi, logicznym stało się, że będzie się tam można wybrać nie tylko na zakupy.

Szkło, beton i metal wyznaczyły nowe jakości, ale nie przekreślono przeszłości, z namaszczeniem wyczyszczono do czerwoności cegłę budynków. W misterną fakturę miasta, tuż przy rynku, wpisano niewielki budynek MS2. Jak na muzeum sztuki współczesnej, choć niewiele mniejsze od toruńskiego CSW, nie szokuje swoją wielkością, zajmując zaledwie 3600 m², podczas gdy mające powstać w Warszawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej dorówna przestrzenią ekspozycyjną Tate Modern, o powierzchni bliskiej 35000 m². Wewnątrz, na trzech piętrach, rozgościły się dzieła zebrane w grupy tematyczne, dla których z pewnością znalazłoby się miejsce w Tate. Na parterze ma miejsce czasowa wystawa prac – Katarzyny Kobro i Lygii Clark, podkreślająca ich indywidualność, a jednocześnie zwracająca uwagę na to, jak bardzo ich wizje formy w przestrzeni uzupełniają się. Mimo, że między artystkami istnieje różnica czasowa i kulturowa, łączy je kobiece podejście do konstrukcji, formy i przestrzeni. Kobro pozwala, by powietrze swobodnie przepływało i przez to dominowało nad formą jej rzeźb. W dziełach Clark to artystka decyduje o przestrzeni. Jej rzeźby przecinają powietrze i stają mu na drodze. Nie dominują, ale wyraźnie zaznaczają swoją obecność.

Na kolejnych piętrach starannie skomponowana została stała ekspozycja. Pierwsze piętro zdominowało „ciało, uraz, proteza”. Oglądamy rzeźby, obrazy i zdjęcia tych artystów, którzy skupili się na poznaniu człowieka, jego piękna i ułomności, namacalności ciała i jego substytutów, a także odczuć, jakie oferuje mu świat. Haptyczne rzeźby Aliny Szapocznikow wyzywająco zwrócone są w kierunku szczątkowych form życia z obrazów Jana Lebensteina. Zaś seria prac Natalii LL i performance Ewy Partum zostały zderzone z czernią organicznych form Magdaleny Abakanowicz. Drugie piętro do domena „konstrukcji, polityczności, utopi”. Nie dziwi tu więc „Pojazd” Krzysztofa Wodiczki, film Józefa Robakowskiego, czy ofiarowana przez Josepha Beuysa kolekcja prac. Trzecie piętro MS2 kryje w sobie to, co nazwać można sferą „oka, obrazu, rzeczywistości”: intensywne barwy dzieł Wojciecha Fangora, czarno-białe eksperymenty Ryszarda Winiarskiego i niepoliczalne prace Romana Opałki. Ze spokojem ulokowały się tu także zdobycze pop- i op-artu, Signac i Jacquet. Tuż obok „obiekt, fetysz, fantazmat” z „Infantką według Velasqueza” Tadeusza Kantora, dział, który dowodzi, że MS2 prezentuje jedynie fragment zgromadzonego przez siebie dorobku.

Gromadzone dzięki kontaktom artystycznym Władysława Strzemińskiego zbiory, wzbogacały się o dary najwybitniejszych twórców awangardowych z Polski i zagranicy – własne dzieła Strzemińskiego, Kobro, Stażewskiego, Witkiewicza, Chwistka, Arpa, Seuphora, van Doesenburga, Ernsta, a także Picassa. Po II wojnie światowej, gdy zdawało się niemożliwe kontynuowanie idei Strzemińskiego, drugi dyrektor muzeum Ryszard Stanisławski z sukcesem podjął się prób wzbogacenia kolekcji o dzieła awangardowe oraz współczesne, odpowiadające profilowi otwartego na nowe zjawiska artystyczne muzeum. Z tym większą satysfakcją zwiedza się wystawę, jeśli zna się niezwykłą historię powstawania kolekcji, realizację idei rzekomo niemożliwej. I jeszcze raz, tym razem na innej płaszczyźnie, muzeum postanowiło spełnić swoje marzenie – podejść tak blisko do odbiorcy, na ile pozwala mu wpisany w sztukę elitaryzm. Odrzuciło od siebie przerażającą, nacechowaną wszelkim złem nazwę „muzeum”, wznosząc się dumnie pod szyldem MS2. Odważnie stanęło ramię w ramię z budynkiem, który z drwiną w oku śmie mianować się Galerią i nieważne, że handlową, czego na próżno szukać w słownikach. Bez obaw zerka na rysujące się w oddali dachy sal kinowych, dawno minęły czasy, gdy film był pogromcą sztuki. Nic sobie nie robi z niezliczonych restauracji i kawiarni. MS2 pokonało wszystkie zewnętrzne przeszkody i z podniesioną głową oczekuje tego gwaru, który napędza turbiny Tate.