Wydanie bieżące

15 marca 6 (126) / 2009

Bernadetta Darska,

JAK POZBYĆ SIĘ TEJ PĘPOWINY?

A A A
Tematem przewodnim zbioru opowiadań Claire Castillon są relacje między matkami i córkami. Zdziwiłby się jednak ten, kto oczekiwałby sielankowych historii o kochających dzieciach i wpatrzonych w nie rodzicielkach. Czytelnicy nie znajdą tu łatwych opowieści o miłości, opiekuńczości i zaufaniu. Zamiast tego jak w kalejdoskopie poznajemy ledwie zarysowane sceny, matka i córka zaś to aktorki, które nie tylko ze sobą nie współpracują, ale robią wszystko, by wyeliminować rywalkę. Walka staje się czymś normalnym. Castillon zdaje się wyraźnie sugerować, że pępowina łącząca córkę z matką jest tworem sztucznym. Fakt, iż rodzicem ani dzieckiem nie da się przestać być, rodzi frustrację i rodzaj zniewolenia. Matki i córki w opowiadaniach francuskiej autorki są na siebie skazane, wręcz zniewolone swoim istnieniem. Matrylinearna tradycja zamienia się w tym przypadku w kolejne odsłony nienawiści, niechęci, złośliwości, chorobliwego przywiązania i obojętności. Ciało w ciało z matką – postulat filozofki Luce Irigaray – przybiera w „Insekcie” karykaturalny wymiar. Nie chodzi już bowiem o odtworzenie pierwotnej bliskości, o zbudowanie więzi poza relacjami patriarchalnymi, o dorastanie razem i dojrzewanie do kobiecej przyjaźni przypieczętowanej więzami krwi. Tutaj celem jest coś innego – oderwanie się od siebie, odcięcie, odepchnięcie, a nawet zniszczenie.

Castillon mnoży mniej lub bardziej prawdopodobne historie, w których kluczowy moment polega na zderzeniu matki z córką, na konfrontacji i wysondowaniu, kto ma większe szanse na zwycięstwo. Pokonanie przeciwniczki to jednak tylko pozór. Autorka wyraźnie sugeruje, że nawet nienawiść lub obojętność wiąże kobiety tak samo mocno, jak miłość, której zabrakło. Castillon nie usiłuje dbać o szczegół, nie rozwija fabularnie prezentowanych czytelnikowi scen. Poszczególne opowiadania przypominają wykrzyczane w przypływie emocji historie, wyznane w chwili słabości winy, wreszcie zaledwie zarysowane „to”, co kłębi się w środku, ale czego nie da się tak naprawdę opowiedzieć. Konfesyjny charakter narracji wiąże się z rodzajem bezwstydu – nie jesteśmy kulturowo przyzwyczajeni do opowiadania o złych emocjach, wolimy udawać, że nic złego się nie dzieje, oszukiwać siebie i otoczenie. Macierzyństwo, co warto zaznaczyć, jest szczególnie obwarowane przymusem pozytywnych uczuć. Tym bardziej warto więc zwrócić uwagę na historie-klisze w wykonaniu Castillon. Macierzyństwo i „córectwo” (jest synostwo, czemu więc nie można by takiego słowa użyć?) nie są w „Insekcie” dyscyplinowane w żaden sposób. Miłość nie służy tu wymazywaniu nienawiści, a trudne relacje pokazywane są czytelnikowi jako coś, co istnieje, co mogłoby się wydarzyć, wreszcie coś, na co często mamy ochotę. Powtarzalność opozycyjnego zestawienia matki z córką staje się stopniowo czymś przewidywalnym, oswajamy się z tym, że u Castillon matka nie zawsze kocha córkę, a córka często ma dość swojej rodzicielki. I właśnie w tym przyzwyczajeniu czytelnika ujawnia się sugestywność pisarstwa autorki. Uświadamiamy sobie bowiem, że to, co na początku, być może, dziwiło, zaskakiwało, oburzało, bulwersowało, potem normalnieje. W efekcie kobieta, która nie odnajduje się w macierzyństwie, zyskuje prawo głosu. Słuchamy, co ma do powiedzenia, i zaczynamy ją rozumieć.

Castillon rozpoczyna swoją opowieść od obietnicy – miało być jak w bajce. W przypadku pierwszego opowiadania piękne życie obiecuje kobiecie mąż. Następne opowiadania to zapisy kolejnych niespełnionych obietnic, zapomnianych marzeń, pragnień, których trzeba było się wyrzec. Mamy więc kobietę, która nie chce być matką, ale zgadza się urodzić jedno dziecko, by uszczęśliwić męża. Gdy rodzą się bliźniaki, jedna z córek okazuje się zbędna. Inna bohaterka podejrzewa męża, że wykorzystuje seksualnie ich córkę. Nie robi jednak nic, by temu zapobiec, boi się, że straci mężczyznę. Przyglądamy się córce, która zdaje się myśleć tylko o zakupach, i matce chorej na raka – wzajemne ranienie się w obliczu końca uniemożliwia wszelkie próby porozumienia. Inna matka próbuje się wkupić w łaski córki, dziecinniejąc i zachowując się tak jak nastolatka – jej nadmierna nowoczesność szybko zostaje odtrącona przez dziewczynę. Kolejna odsłona to córka-hipochondryczka, szukająca wsparcia u matki, która zadowolona ze stanu córki, utrzymuje kontakty seksualne ze swoim zięciem. Mamy też dziecko, które w grupie rówieśników czuje się osaczone miłością matki, woli więc ją odtrącić, niż narazić się na śmieszność. Matka z kolejnej historii cierpienie z powodu odejścia mężczyzny leczy nadmierną troskliwością w stosunku do córki. Inna chce wyhodować „prawdziwą kobietę” – karze więc córkę za intelektualny rozwój, wspiera zaś ją wtedy, gdy ta postanawia eksponować swoją seksualność i dzięki atrakcyjności ciała odnieść sukces. Jest też kobieta, która po kryjomu rodzi dziecko i decyduje się zostawić je w szpitalu, by nie stracić miłości mężczyzny. Czytamy również o samotności starej matki i dorosłej córki, która choć udaje szczęśliwą, to jednak czuje się bardzo samotna. Natkniemy się na historię córki, która by pozwolić matce na szczęście, targnie się na swoje życie. Jest też i inna córka – która matkę wyzywa, bije, znęca się nad nią. W opowiadaniu ostatnim, zatytułowanym „Dziesięć operacji w dziesięć lat”, mamy natomiast opowieść o przedziwnej symbiozie, wyniszczającej zależności, matka nie istnieje bez córki, córka bez matki, a jednak wzajemnie stopniowo się eliminują: „Ja maszeruję, a ona będzie miała pęcherze, tak to właśnie działa. Kiedy boli mnie brzuch, jej usuwają jelito grube, kiedy boli mnie głowa, wykrywają u niej guzek z tyłu gałki ocznej. Kiedy gdzieś mnie boli, moja matka umiera. Kiedy się boję, dzwoni; kiedy chce mi się pić, ona się poci; nikt nigdy nie dał tyle, i to bezinteresownie. Kiedy biorę, ona daje. Kiedy idę, ona przybiega. Kiedy wyjeżdżam, ona powraca. I to jest pomysł. Trzeba spróbować”.

Związek matki i córki w książce Castillon to zawsze relacja oparta na stracie. Nie ma już powrotu do dawnego życia, pojawia się konieczność walki o zachowanie pozorów, w nieskończoność można odkładać decyzję, która coś zakończy, a nie wiadomo, czy w zamian zaoferuje kompensacyjne nowe. Mężczyzna, często nieświadomie, nawet poprzez swoją nieobecność, uruchamia katastrofalne w skutkach zachowania matek w stosunku do córek. Bywa sprawcą, choć w niektórych przypadkach nie jest nawet świadkiem. Kobiety kontrolowane męskim spojrzeniem wyrzekają się nie tylko siebie, ale i dzieci, które okazują się przeszkodą na drodze do szczęśliwego związku.

W świecie opowiedzianym przez Castillon nawet najbardziej niewinne słowa brzmią złowrogo. Córka krzycząca do matki „krowiszcze!” wydaje się więc być kimś bardziej oswojonym i przewidywalnym od kobiety, która mówi o swoim dziecku: „Moja córka jest moją najlepszą przyjaciółką”. Lęk, strach, bezsilna próba walki o siebie i wreszcie niejednokrotnie rozpaczliwy atak to stałe składowe tego, co tkwi między opisanymi w książce matkami i córkami. Castillon opowiada głośno o tym, co się zdarza, i o tym, czego część kobiet pragnie jako wydarzeń potencjalnych. Czy można więc powiedzieć, że mamy tu do czynienia z ostrzeżeniem? Niekoniecznie. Bardziej z upominaniem się o dostrzeżenie ciemnych stron tych relacji, które wydają się oczywiste. Castillon wszak tę mroczną opowieść o walce kobiet pozornie sobie najbliższych dedykuje własnej matce.
Claire Castillon: „Insekt”. Przeł. Hanna Igalson-Tygielska. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2009 [seria: z miotłą].