ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (137) / 2009

Przemysław Wywiał,

CZYSTY WEHRMACHT: KONIEC MITU

A A A
Wrzesień 1939 - nieobecna mitologia?
Najazd na Polskę we wrześniu 1939 roku postrzegany był do tej pory przez niemiecką opinię publiczną przede wszystkim jako uwieńczona sukcesem operacja militarna, pierwsza „wojna błyskawiczna”, w trakcie której jednostki policji i SS dopuściły się wprawdzie zbrodni przeciwko ludności polskiej, ale Wehrmacht rzekomo pozostał „czysty”. Powoli jednak – m.in. dzięki takim pracom, jak ostatnia publikacja niemieckiego historyka, autora wielu książek i wystaw fotograficznych pokazujących losy Polaków we wrześniu 1939 roku, Jochena Böhlera – do szerszego kręgu odbiorców w Niemczech dociera także inny obraz kampanii wrześniowej: we wrześniu 1939 roku jednocześnie z masowymi egzekucjami dokonywanymi przez grupy operacyjne, jednostki SS i Selbstschutzu także regularne oddziały armii niemieckiej rozstrzeliwały tysiące polskich i żydowskich cywilów oraz jeńców wojennych.

Wydana właśnie przez „Znak” książka Jochena Böhlera „Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce. Wrzesień 1939. Wojna totalna” składa się z dziesięciu rozdziałów: Stereotyp i obraz wroga; Polska i jej mieszkańcy w oczach niemieckich żołnierzy; Urojeni partyzanci; „Walka z partyzantami” na obszarze operacyjnym Grupy Armii „Południe”; „Walka z partyzantami” na obszarze operacyjnym Grupy Armii „Północ”; „Walka z partyzantami” w Polsce w 1939 roku – rozkazy w kontekście historycznym; Maltretowanie i zabijanie jeńców wojennych; Upadek dyscypliny; Wykroczenia i mordy na tle antysemickim; Współdziałanie z jednostkami SS i policji. Autor szczegółowo przedstawia przebieg zbrodni dokonywanych przez niemieckich żołnierzy, ich postawę wobec ludności cywilnej i ekscesy antyżydowskie, ale równocześnie stara się wyjaśnić, co było przyczyną brutalnego postępowania żołnierzy Wehrmachtu. Chcąc ukazać powstawanie stereotypu i obrazu wroga w oczach niemieckich żołnierzy, Böhler wskazuje na doświadczenia niemieckich elit wojskowych wyniesione z I wojny światowej i okresu międzywojennego, indoktrynację armii w duchu narodowosocjalistycznym oraz propagandowe przygotowanie do najazdu na Polskę. Nie mniej ważne było także wyobrażenie, jakie Niemcy mieli o Polsce i jej mieszkańcach przed wojną i tuż po jej rozpoczęciu, na które składały się takie czynniki jak: awersja z powodu „przepaści cywilizacyjnej”, antysemickie uprzedzenia oraz powszechna nieufność wobec ludności, którą oskarżano o udział w walkach. Böhler rozprawia się także z mitem „wojny z partyzantami”, którą wykorzystywano do usprawiedliwiania zbrodni na ludności cywilnej i wziętych do niewoli za linią frontu polskich żołnierzach, stwierdzając wyraźnie, iż „ani świadkowie tamtych wydarzeń, ani też opracowania naukowe nie tylko nie wspominają o zrywie ludności polskiej, lecz wręcz stanowczo zaprzeczają, że do niego w ogóle doszło”.

W dotychczasowej historiografii za cezurę między tradycyjnym sposobem prowadzenia wojny a wojną totalną uznawano atak III Rzeszy na Związek Radziecki w 1941 roku. Böhler obala ten błędny pogląd, pokazując, że już kampania wrześniowa Wehrmachtu przeciwko Polsce posiadała wszelkie znamiona wojny totalnej. Z przeprowadzonych przez Böhlera wnikliwych badań wynika, iż zachowane dzienniki działań bojowych poszczególnych oddziałów Wehrmachtu z 1939 roku otwarcie mówią o bezwzględności żołnierzy w stosunku do jeńców wojennych, a także polskiej i żydowskiej ludności cywilnej. Przynajmniej podczas niemieckiej inwazji na Polskę Wehrmacht miał na swoim koncie niewiele mniej ofiar egzekucji niż grupy operacyjne policji czy formacje SS, a na potwierdzenie tego historyk przytacza m.in. opinię Reinharda Heydricha: „Na tle przestępstw, rabunków i ekscesów armii SS i policja z pewnością nie wypadają najgorzej”.

Postawę dowódców niemieckich sił zbrojnych i ich stosunek do brutalnego traktowania ludności opisuje autor, opierając się m.in. na wydanych w tym czasie pierwszych „zbrodniczych rozkazach”. Już 4 września wydano zarządzenia specjalne dotyczące zaopatrzenia służb tyłowych 8. Armii, w których stwierdzono m.in.: „Zdarzało się, że polscy cywile podejrzewani o strzelanie do wojsk niemieckich przekazywani byli w ręce policji bezpieczeństwa w celu wyjaśnienia, czy rzeczywiście dopuścili się zarzucanych im czynów. Tego rodzaju postępowanie jest bezcelowe, gdyż tylko w wyjątkowych wypadkach można post factum zebrać wystarczające dowody winy. Należy zwrócić uwagę na rozkaz naczelnego dowódcy, nakazujący rozstrzeliwać skrytobójców i partyzantów, a także osoby cywilne przyłapane z bronią lub amunicją. W ten sposób mają być traktowani polscy cywile przebywający w domach, z których strzelano do naszych żołnierzy”. Był to pierwszy „zbrodniczy rozkaz” dla Wehrmachtu na Wschodzie, który usprawiedliwiał dotychczasowe samowolne rozstrzeliwania i nakazywał przeprowadzanie kolejnych w wypadku nieprzerwanego oporu w zajętych miejscowościach. Drugi „zbrodniczy rozkaz” dla Wehrmachtu wydał 10 września generał pułkownik Fedor von Bock, dowódca Grupy Armii „Północ”, który stwierdziwszy, że „Polacy wielokrotnie w tchórzliwy sposób mordowali bezbronnych niemieckich cywilów”, nakazał podjęcie następujących działań „w celu ochrony wojsk”: „Jeśli z jakiegoś domu za linią frontu padną strzały, dom ten trzeba spalić (…) a sołtysa bądź też – tam gdzie takowego nie ma – szanowanych mieszkańców postawić przed sądem ze względu na uzasadnione podejrzenie współudziału. Jeżeli strzały padną we wsi położonej na tyłach frontu i nie da się ustalić, z którego domu strzelano, spalić należy całą wieś, jeśli nie zostali w niej zakwaterowani żołnierze”.

Według szacunków polskich historyków, na które powołuje się Böhler, naloty i ostrzał artyleryjski pochłonęły przeszło 10 tysięcy ofiar wśród ludności cywilnej. 3 tysiące polskich żołnierzy zginęło z dala od toczących się działań bojowych. Przeprowadzono 714 egzekucji, w których stracono ponad 16 tysięcy cywilów.

Co było przyczyną mordowania polskiej i żydowskiej ludności cywilnej przez niemieckich żołnierzy? Zdaniem Böhlera, wpłynęły na to przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze, z powodu dominujących w niektórych rejonach Polski nędznych warunków życia, wygląd kraju i ludzi zdawał się często potwierdzać rasistowską tezę o niższości narodów słowiańskich, przejawiającej się jakoby również w ich charakterze. Skutkiem tego chętnie wierzono w wydawane jeszcze przed inwazją ostrzeżenia przed podstępnymi i zdradzieckimi atakami ludności. To, czy rzeczywiście do nich dochodziło, nie miało żadnego znaczenia („partyzanckie urojenia”). Po drugie, przeważająca większość żołnierzy po raz pierwszy znalazła się w sytuacji wojny, co w pierwszych dniach kampanii w naturalny sposób wywołało u nich stan nerwowego napięcia. Nie mieli oni żadnego doświadczenia w konfrontacji zbrojnej z realnym przeciwnikiem, nie mówiąc już o walkach w lasach i domach, którym nie poświęcano zbyt wiele uwagi podczas szkolenia w okresie pokoju. Zapewne między innymi z tego powodu wielu niemieckich żołnierzy negatywnie odnosiło się do tej taktyki obronnej często stosowanej przez polską armię, uznając ją za „nieuczciwą”. Zwłaszcza podczas walk w miejscowościach istniało szczególnie duże niebezpieczeństwo, że oddziały Wehrmachtu będą jednakowo traktować żołnierzy i cywilów, którzy nie podejmowali działań zbrojnych. Jakkolwiek na całym obszarze operacyjnym każdego dnia, a przede wszystkim nocą, zdarzały się przypadki wzajemnego ostrzeliwania się podczas natarć, bądź na kwaterach, sprawców niekontrolowanej wymiany strzałów upatrywano wyłącznie wśród, i tak już traktowanej nieufnie, ludności. Ekscesy przeciwko cywilom i jeńcom wojennym jawiły się więc nie jako zbrodnie wojenne, lecz jako uprawniona metoda samoobrony. Zachowania Niemców zdeterminowały zatem uprzedzenia do ludności słowiańskiej oraz brak doświadczenia bojowego.

Dużym atutem pracy Böhlera jest bogata baza źródłowa. W swoich badaniach oparł się on na materiałach niemieckich, polskich oraz archiwaliach amerykańskich, które uzupełniają się, tworząc tym samym pełny obraz postępowania żołnierzy Wehrmachtu w Polsce. Szczegółowy wykaz literatury zamieszczony na końcu książki ułatwi czytelnikowi dalsze poszukiwania i poszerzanie wiedzy. Dzięki Wydawnictwu „Znak” polski czytelnik otrzymuje więc pracę rzetelną i dobrze napisaną, która pokazuje jeden z tragicznych aspektów kampanii wrześniowej: cierpienia ludności cywilnej Polski z powodu zbrodni popełnianych przez niemiecką armię. Choć polscy historycy poruszali już ten temat wielokrotnie, w tym wypadku ważne jest to, że tym razem podejmuje go – korzystając m.in. z niemieckich źródeł wojskowych – historyk niemiecki, a książka już kilka lat temu trafiła na rynek czytelniczy w Niemczech. Powoli obalany zostaje zatem mit „czystego” Wehrmachtu i nieświadomego niemieckiego żołnierza, który nie miał nic wspólnego ze zbrodniami dokonywanymi przez nazistów.
Jochen Böhler: „Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce. Wrzesień 1939. Wojna totalna”. Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.