Wydanie bieżące

15 października 20 (140) / 2009

Bernadetta Darska,

NAPRAWDĘ

A A A
Monika Piątkowska debiutowała powieścią „Krakowska żałoba”. Historia związku Maurycego Opiłki i jego żony Urszuli zauroczyła czytelników sugestywnością opisu mieszczańskiego domu, historii Krakowa, miłości zamieniającej się w irytację i obojętność, przyzwyczajeń i codziennych obsesji. Barwny opis dawnych krakowskich salonów, burdeli, knajp i wiarygodne oddanie atmosfery miasta – to z pewnością zapamiętujemy z lektury „Krakowskiej żałoby”. Lekkość i barwność narracji, oczywiście, nie zaskakuje. Wierni czytelnicy z pewnością znają też Monikę Piątkowską – felietonistkę, czy to w duecie, kiedy razem z mężem Leszkiem K. Talko opowiadała dla „Gazety Telewizyjnej” o przygodach małżeństwa Talków, czy to indywidualnie – możemy bowiem czytać jej teksty w „Twoim Stylu”. Nie dziwi więc wierność stylistyce retro, na którą natkniemy się w zbiorze opowiadań „Nikczemne historie”. Umieszczenie akcji w okresie międzywojennym lub na przełomie XIX i XX wieku, skupienie się na zwykłych ludziach, którym w zwyczajności przydarza się coś niecodziennego i niezapomnianego, pokazanie względności postrzegania tych samych wydarzeń przez różne osoby – to wszystko znajdziemy na kartach książki Piątkowskiej.

Słowo, które porządkuje pomieszczone w tomie fabuły, to „naprawdę”. Bohaterowie opowiadań próbują ustalić fakty. Nie interesuje ich jednak odtworzenie wydarzeń, obiektywność autorka zdaje się konsekwentnie kwestionować. Próbują natomiast wyśledzić moment, w którym ludzkie drogi rozchodzą się bez szansy na ponowne spotkanie. Większość postaci, których losy poznajemy, musi zmierzyć się z rozstaniem, ze zdradą, z koniecznością wyparcia się samego siebie i z przymusem zdefiniowania od początku najważniejszych relacji łączących ich z bliskimi ludźmi. Nie bez powodu więc ostatnie słowa zamykające tom brzmią następująco: „Nie, nie wyjawię, co się stało tamtego ranka, niech każdy domyśli się tego sam: to, co nosi w sobie, ukryte pragnienia i prawdziwa natura podsuną mu jego własne rozwiązanie. Może, dopowiadając mój los, nie odkryjecie prawdy, ale zrozumiecie, kim naprawdę jesteście” (s. 338).

„Nikczemne historie” to opowieści tylko pozornie podszyte zbrodnią. O wiele ważniejsze okazuje się myślenie o morderstwie, planowanie zabijania, wreszcie postanowienie zabójstwa. Sam moment ostatecznego gestu jest już czymś mniej istotnym. Piątkowską interesuje bowiem zupełnie inne umieranie. Autorka portretuje powolne wygasanie uczuć, przemijanie przyjaźni, osaczanie drugiego człowieka i przyglądanie się temu, jak zaczyna się stopniowo dusić, obserwowanie siebie po to, by znaleźć – ekstremalny nawet – sposób na usensownienie. Bohaterowie opowiadań próbują nieustannie zdawać egzamin, nie dowierzają bowiem nie tylko otoczeniu, ale i temu, co na ich oczach się dzieje. Potrzebują potwierdzenia, że przyjaciel okazał się zdrajcą, idealna kochanka morderczynią, a autorytet moralny tak naprawdę złoczyńcą. Piątkowskiej udaje rzecz niezwykle urokliwa. Jej złodzieje, mordercy, zdrajcy wzruszają swoim smutkiem, samotnością, rozczarowaniem. Zbrodnia w ich życiu nie staje się celem samym w sobie, jest raczej pochodną mieszaniny przypadku i przeznaczenia, staje się z jednej strony karą wymierzaną samemu sobie, z drugiej zaś krzykiem rozpaczy i wołaniem o pomoc. Wykluczeni zostają sportretowani przez autorkę z wielką wrażliwością i dostrzegalną chęcią zrozumienia. W efekcie mało istotny staje się wątek kryminalny, na plan pierwszy wysuwa się natomiast psychologiczno-obyczajowa wierność.

„Nikczemność”, zaakcentowana zresztą w tytule książki, to drugie – obok „naprawdę” – ważne słowo. Piątkowska wyraźnie kładzie nacisk na wieloznaczność tkwiącą w każdej z opisywanych postaci i w każdym z odtwarzanych wydarzeń. Szczególnie mocno widać to w opowiadaniu otwierającym tom, zatytułowanym „Bezimienna”. Smutna historia o przyjaźni i wystawiającej ją na próbę miłości przeradza się w mroczną opowieść o sprawowaniu władzy nad drugim człowiekiem, o uzależnianiu go od siebie, o emocjonalnym dręczeniu i uczuciowym wypaleniu. W efekcie zarówno jedno, jak i drugie uczucie jest naznaczone fałszem – każdy z bohaterów, kochając, zdradza przyjaciół, a podtrzymując przyjaźń, wyrzeka się miłości. Podobny zabieg stosuje autorka w opowiadaniu „Gończe psy miłości”. Przyjaciele przedstawiają dwie różne wersje morderstwa Anny i obsesyjnej miłości Wintera, z którą kobieta za życia musiała się zmagać. W każdej z nich kto inny okazuje się zabójcą i kto inny jest ofiarą. W finale natomiast sytuacja ulega odwróceniu – próba odtworzenia losów Anny była jedynie preludium do wiedzy o innym związku, o wiele bardziej emocjonalnie angażującym, którego obaj rozmówcy nie będą w stanie tak łatwo i obiektywnie zrekonstruować.

Nikczemni, zdaje się sugerować Piątkowska, okazują się często najbliżsi, ci, którzy za mocno kochają, za bardzo nienawidzą, za wszelką cenę chcą być uczciwi. Zbrodnia czai się więc w umyśle bohaterów. Śledztwa prowadzone w kolejnych opowiadaniach są raczej rekonstrukcją stanu umysłu, raportem z emocji i uczuć, mniej zaś tradycyjną próbą jednoznacznego ustalenia winnego i poszkodowanego. To dlatego tak często współczujemy tutaj tym, którzy zeszli na złą drogę. Oprócz przestępców widzimy u Piątkowskiej ludzi samotnych, zrozpaczonych, szukających zapomnienia, potrzebujących miłości. Autorka „Krakowskiej żałoby” po raz kolejny więc prezentuje czytelnikom prozę wysmakowaną, dopracowaną, łączącą smutek z wrażliwością. Lektura „Nikczemnych historii” pozwala upewnić się, iż Piątkowska stała się prawdziwą specjalistką od historii retro, a że w kolorach sepii jej bohaterom i miejscom zdecydowanie jest do twarzy, do sięgnięcia po książkę nie trzeba nikogo przekonywać. Czytelnicy „Krakowskiej żałoby” z pewnością to potwierdzą.
Monika Piątkowska: „Nikczemne historie”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2009.