Wydanie bieżące

15 października 20 (140) / 2009

Martyna Markowska,

ZARZYGANE MARZENIA

A A A
Pierwsze sceny „Fakultetu marzeń” są jakby żywcem wyjęte z przykładowego dzieła estetyki Nowego Brutalizmu: obskurny pokój hotelowy, w którym obskurnie dokańcza żywota prostytutka. Muzyka porno – cokolwiek to znaczy. Prostytutka. Obskurnie. Smród umierania i jego rozpacz. Prostytutka. Sara Stridsberg kadruje te sceny, używając maksymalnego społecznego zoom’u, a jednak uprzedza czytelników na samym początku, że cała ta opowieść jest czystą fikcją.

Fikcja jak Nan Golding

Mamy więc do czynienia z prawdziwą-zmyśloną „American story”, tylko że w szwedzkim wydaniu. Fikcyjne są losy głównej postaci – Valerie Solanas, ale sama postać już nie (amerykańska pisarka feministyczna, twórczyni manifestu SCUM) . Fikcyjna jest jej rodzina, a może jednak nie? Wróćmy jednak do „obskurnego” początku. Pierwsze sceny toczą się symultanicznie, ale są jednakowo duszne, przytłaczające i niepokojące: pokój hotelowy – z martwym, choć aktywnym fizjologicznie ciałem, oraz pustynia i wędrujące po niej, biczowane gorącym wiatrem ciało, w którym „żar wypalił wszystkie myśli”. Valerie mówi raz: „Urodzić się to zostać porwanym, a później sprzedanym jako niewolnik”. Ludzka dola z kolei to niewolniczo kroczyć po pustyni obłędu, aż dosięgnie nas sprostytuowana śmierć. W świecie wykreowanym w „Fakultecie marzeń” nawet bowiem śmierć ma wymiar brutalnego aktu, jest rodzajem cielesnego i umysłowego gwałtu, dokonywanym wolno i boleśnie. Krzyk Valerie, która nie chce umierać, roznosi się po całej książce. Nie jest on natomiast wyłącznie eksplikacją cierpienia, ale i wściekłości i buntu.

American family

Jednak ból towarzyszy Valerie od dnia urodzin. Sprzedana jako niewolnica została już wewnątrz własnej rodziny. Wykorzystywana seksualnie przez ojca, wychowywana przez neurotyczną matkę, której głównym atrybutem były papierosy i przypalana nimi odzież – Valerie miotała się całe życie między rzeczywistością intelektualnie wysublimowaną, a rzeczywistością rynsztokowego półświatka, w którym seks jest na sprzedaż. „Ameryka zawsze mnie będzie pieprzyć” – mówi z goryczą Valerie. Tym samym godzi się na reguły gry, w której wygraną jest akademicka akceptacja. Solanas przechodzi bowiem przez podwójną neurozę – rodzinną i społeczną. Stridsberg pokazuje jednak, jak dwa te środowiska wzajemnie się generują. Chore państwo kształtuje chorą instytucję rodziny. Rodzina wybiera prezydentów i formuje ruchy polityczne. Kiedy Valerie dostaje się na studia doktoranckie, matka przeżywa śmierć Marylin Monroe.

Femininum – maskulinum

Dzieciństwo i młodość Solanas rzutuje ostatecznie na jej specyficzne związki z mężczyznami – narkotyczne, efemeryczne i przedramatyzowana. W tym także – na szczególnego charakteru „związek” z Andy Warholem, którego próbowała zastrzelić. Wizerunek fantazmatycznej kobiecości, jaki nadaje postaci autorka „Fakultetu marzeń”, może także wcale nie jest taki fikcyjny? Solanas kocha, odchodzi, sprzedaje się i manipuluje. Uznana za chorą psychicznie po nieudanej próbie zamachu na Warhola, prowadzi grę z instytucjami publicznymi, obnażając ich przegniłe schematy. Wprowadza w tym samym w czyn opinię, że „Najmilsze kobiety w naszym społeczeństwie to zdezorientowane, seksualnie narwane wariatki”.

Solana walczy o kobiety. Pisze manifest feministyczny, a mężczyzn nazywa „zgrają owłosionych goryli przesiadujących w barach, zajętymi własnym ego, pięściami i malutkim penisem. Maciupeńkie zwierzątka z fiutami”. W taki sposób, z perspektywy (bardziej lub mniej fikcyjnych) losów jednej postaci, otrzymujemy obraz ruchów emancypacyjnych Ameryki lat sześćdziesiątych, których hasłem przewodnim była odwaga. Mimo to także w tej kwestii Valerie wypowiada się prowokacyjnie. W psychodelicznym wywiadzie, który udziela Ultra Violet, czytamy: „ULTRA VIOLET: A co pani sądzi o współczesnym ruchu kobiet? W jakim miejscu jest dzisiejsza Amerykanka? VALERIE: Przypuszczam, że w gównie. ULTRA VIOLET: A gdzie jest pani? VALERIE: W gównie.”.

Shitty continent

W gównie jest także cała amerykańska rzeczywistość lat sześćdziesiątych, jak ją opisuje Stridsberg. A jaka właściwie jest ta Ameryka? Pełna symboli: ruch emancypacyjny, Martin Luther King, John Kennedy, Andy Warhol. Stridsberg próbuje rysować autentyczny portret miejsca w konkretnym czasie, ale to już jej się mniej udaje. Powód jest prosty, Stany bowiem, a dokładniej ich nowojorski wycinek, opisuje autorka z perspektywy dwudziestego pierwszego wieku… Widzimy zatem rzeczywistość z przeszłości już zinterpretowaną, ze współczesnymi naleciałościami, z bagażem takich doświadczeń historycznych, jak „afera rozporkowa” i kariera Baracka Obamy. Stridsberg miota się pomiędzy próbą cofnięcia się do przeszłości (także na poziomie metatekstowym) a pop-kulturą już nie spod znaku Andy Warhola, ale Madonny raczej. Do tego wspomniany metatekst… Wątki autotematyczne pojawiają się w tekście niejednokrotnie, sama Valerie Solanas była zresztą pisarką. „Każdy tekst jest fikcją” – czytamy, a tekst Stridsberg jest najlepszym przykładem na to, jak ową tezę można wprowadzić w życie. Dalej z kolei stosuje Stridsberg podręcznikowe zabiegi „pisarstwa kobiecego”, przyrównuje pisarstwo do zabiegu wyszywania i koncentruje się na -izmach.

Czy chcemy wierzyć w Amerykę Stridsberg, czy nie, to jednak sprawa drugorzędna. Sam fikcja nas wystarczająco przekonuje. Po drugie - przecież ktoś naprawdę strzelał do Warhola. Nie znaczy, że strzał był śmiertelny, ale przecież wszyscy, w taki czy inny sposób, musimy zejść z tego świata, nawet narwane seksualnie wariatki jak Marylin Monroe.
Sara Stridsberg: „Fakultet marzeń”. Przeł. Beata Walczak-Larsson. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2009 [seria: z miotłą].