Wydanie bieżące

15 października 20 (140) / 2009

Michał Fundowicz,

MUZYCZNE SPEŁNIENIE

A A A
Jim O’Rourke „The Visitor”. Drag City, 2009.
Gdy dziesięć lat temu w jednym z wywiadów zapytano Jima O’Rourke o wymarzonego muzyka, z którym chciałby spotkać się na scenie, odpowiedział, iż z większością liczących się artystów już dane było mu grać. I rzeczywiście, lista nazwisk ludzi, z którymi współpracował, robi oszałamiające wrażenie, gdyż znajdują się na niej m.in. Derek Bailey, Luc Ferrari, Phill Niblock oraz wielu uznanych twórców młodszego pokolenia. O’Rourke to postać węzłowa dla muzyki poszukującej, kładł podwaliny pod chicagowski post-rock, improwizował w rozmaitych konfiguracjach, grał w efemerycznych składach, eksperymentował z elektroniką. Jednocześnie produkował i realizował wiele studyjnych albumów innych zespołów i wykonawców (m.in. Wilco, Smog, Joanna Newsom). Zafascynowany muzycznym minimalizmem promował zapomnianych mistrzów nurtu, odznaczając się niebywałą erudycją i wsławiając ogromną kolekcją nagrań (Anonimowi Dyskoholicy – nazwa jednego z projektów, w którym uczestniczył, mówi wszystko o jego pasji do zbierania płyt) stał się opiniotwórczym znawcą wielu muzycznych zjawisk.

Śledząc jego biografię można by pomyśleć, że jest artystą spełnionym. Jego najnowszy album zdaje się potwierdzać tę tezę. „The Visitor” to suita rozpisana na wiele instrumentów (gitara, banjo, fortepian, perkusja, klarnet, by wymienić tylko część), które obsługuje tu wyłącznie sam O’Rourke. Kompozycja tytułowa, zawarta w jednym, niemal 40 minutowym utworze, to doskonałe wprowadzenie dla tych, którzy z jego twórczością zetkną się po raz pierwszy. Jest tu wiele smaczków przewijających się w innych solowych nagraniach, szczególnie zaś w serii sygnowanej tytułami kolejnych filmów Nicolasa Roega („Bad Timing”, „Eureka”, „Insignificance”). Podstawowym budulcem kompozycji są motywy wywiedzione z piosenek pop spod znaku Beach Boys, których dokonania Amerykanin ceni nie mniej od prac awangardowego kompozytora Tony’ego Conrada. Rozbudowane instrumentalne pasaże łączy i montuje w procesie przypominającym pracę nad kompozycją konkretną, z tą różnicą, że zamiast dźwięków nagranych w terenie, artysta dysponuje materiałem uprzednio przygotowanym w studio. Niezobowiązujące, lekkie melodie, momentami w uroczy sposób naiwne, tworzą coś na kształt pastiszu (ale nie parodii!) dzieł kultury popularnej. O’Rourke szczerze podziwia piosenki Paula McCartney’a i Burta Bacharacha, ich „poetykę” próbuje włączyć w nowy kontekst i wpisać do swojego świata dźwięków, w którym jest miejsce zarówno dla wpływów amerykańskiego folku spod znaku Johna Fahey’a, reminiscencji twórczości Erika Satiego, ale i patentów właściwych dla post-rocka.

„The Visitor” to dzieło niezwykłej urody, łączące kanony muzyki popularnej i awangardowej. Autor czerpie z obu tradycji wybierając elementy najbardziej poruszające i wyczarowuje z nich własny dźwiękowy wszechświat. Satysfakcja osiągnięta na obszarze sztuki dźwięku skłoniła go do chwilowego odpoczynku od muzycznej aktywności. Kilka ostatnich lat spędził w Tokio, gdzie studiuje język japoński i zgłębia wiedzę o tamtejszej kinematografii. Być może to właśnie dystans i zmiana otoczenia pozwoliły mu stworzyć dzieło tak oryginalne i osobne, jakim jest bez wątpienia „The Visitor”.