ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (142) / 2009

Marta Kudelska,

BO TAK IM SIĘ PODOBA!

A A A
Honza Zamojski, młody poznański artysta wydał rok temu książkę „WCFB/WGFB", będącą nie tylko podsumowaniem dwóch zorganizowanych przez niego wystaw „We go far beyond" i „We Came From Beyond", ale również zapisem poszukiwań odpowiedzi na zadane przez Michała Lasotę na jej pierwszych stronach pytanie: „o co w tym wszystkim chodzi, prawda?".

Książka Honzy jest prosta w formie. Na płóciennej szarej okładce znajdują się wyryte delikatnie słowa „We Go Far Beyond", podobnie jak z tyłu „We Came From Beyond". Po otwarciu, książka nie osacza czytelnika feerią kolorów, jest utrzymana w czerni, bieli i szarości. Na treść "WCFB/WGFB" składa się pięć rozdziałów: „What?", „Where?", „Who?", „When?", „Why?", tytułowe słowa wypisane grubą białą czcionką znajdują się na czarnym tle. W skład każdego rozdziału wchodzą wywiady przeprowadzone przez Honzę z zaproszonymi do udziału w projekcie artystami, ale również krótkie felietony napisane przez Magdę Korcz, Marikę Zamojską, Krzysztofa Łukomskiego, Kubę Bąka i wspomnianego już Michała Lasotę. Wszystkiemu towarzyszą czarno-białe fotografie prac prezentowanych na obu wystawach. Książka w swoim najprostszym wymiarze jest zapisem doświadczeń młodych artystów i kuratorów, którzy poszukują odpowiedzi na podstawowe pytanie dla wszystkich twórców „dlaczego robię to, co robię?" i „dla kogo?". Zapoznawanie się z kolejnymi fragmentami książki stanowi wielką przyjemność, nie tylko od strony wizualnej. Honza nawiązuje ze swoimi rozmówcami ciekawy dialog, który przypomina bardziej spotkanie dwóch dobrych znajomych, tak samo zafascynowanych sztuką, będących na początku formułowania się swojej postawy artystycznej.

Założeniem projektu Honzy było stworzenie nowej, eksperymentalnej formy obcowania ze sztuką. Pierwsza część projektu, „We Go Far Beyond", w założeniu kuratorów (Honzy Zamojskiego i Michała Lasoty) miała eliminować przyzwyczajonego do przestrzeni white cube widza. Można w tym posunięciu dopatrywać się dalekiego echa krytyki instytucjonalnej, dokonanej przez artystów w latach 60. XX wieku, ale przede wszystkim zwrócenia uwagi przez młodych artystów na entuzjazm, dzięki któremu sztuka staje się pretekstem do dobrej zabawy, zostaje pozbawiona przymusu bycia zauważoną i dostrzeżoną. Działania te zdają się wpisywać w to, co Janek Sowa określił „Pi sektorem” – działaniami nie nastawionymi na zysk, tworzonymi z entuzjazmu, a nie suchej i zimnej kalkulacji ekonomicznej. „Gdyby nie było tych pieniędzy, i tak zrobilibyśmy swoje. One ułatwiają tylko działanie na większą skalę" – podsumowuje Honza. Można wysnuć z tego teorię, że młodzi artyści tworzą sztukę dla siebie, nie dla widza. Tylko oni są celem i przyczyną jej powstania.

„Ogólnym postulatem sztuki jest to, że jest ona na szczycie piramidy potrzeb, jest drogą ku samorealizacji" – stwierdza Przemysław Sanecki, który wykonał dla potrzeb projektu niezwykły koncert w rodzinnych Obornikach Śląskich. Na jednym ze wzgórz umieścił głośniki, które emitowały dźwięki słyszalne jedynie dla zwierząt, eliminując tym samym z projektu typowego odbiorcę działania artystycznego. Selekcji uczestnika, dokonał również Konrad Smoleński, przygotowując drewniany, płonący napis „ŚMIERĆ" na trasie jednego z pociągów. Pasażerowie wcale nie musieli zwrócić na niego uwagi, artysta w swoje działanie wliczył element, rozumianej w ekonomicznym sensie, „porażki". Jego działanie mogło przejść nie zauważone, ale on był twórcą niezależnie od obecności publiczności.

Drugi projekt „We Came From Beyond" stał się kolejną pułapką na przyzwyczajenia widza. Do udziału w wystawie zostali zaproszeni twórcy graffiti. Sztuka ta w swoim założeniu przypomina artystyczną partyzantkę. Atakuje nie przeznaczone dla niej miejsca, pisząc od nowa ich historię. Cała wystawa miała miejsce w opuszczonej kamienicy na poznańskich Jerzycach, gdzie mieści się Galeria Starter. Wlepki, kolorowe napisy swój cały sens objawiają dopiero wtedy, gdy widz przyjrzy się im z bliska. Niezauważone stają się kolejnym z tysiąca znaków. Zaproszeni artyści, w dużej mierze tzw. writerzy napisali od nowa historię kamienicy przy ul. Dąbrowskiego 33. Opuszczony lokal stał się miejscem kreacji artystów, docierających do jego ukrytych zakamarków, wyciągających na światło dzienne nieznane dotąd nikomu historię. Jakub Czyszczoń wydrapał na ścianie hasła kojarzące się z subkulturą metalowców. Mateusz Witkowski z porozrzucanych pozornie niedbale przedmiotów ułożył trudną do zauważenia trupią czaszkę. Prace Janka Simona „Smród" i „Minor Earthquake" zamieniają przestrzeń mieszczańskiej kamienicy w miejsce zamieszkałe przez złośliwe duchy. Pisząc tym samym prawdopodobną historię przeklętego domu. Vasil Artamonov i Alexey Klyuykov zaprezentowali niewielkich rozmiarów lampkę delikatnie oświetlającą ścianę, na której pojawił się przypominający szablon znak Batmana. Artyści w opuszczonym mieszkaniu, poszukiwali treści ukrytych, umykających przed nie nwprawionym spojrzeniem. Odnajdywali zapomnianą historię mieszkania, a widz był zaproszony do nieznanego sobie świata, podszytego pełną entuzjazmu wyprawą w nieznane.

Książka "WCFB/WGFB" podsumowuje obie wystawy. Wędrując pomiędzy jej czarno-białymi stronami, czytelnik nie znajduje jednoznacznej odpowiedzi na postawione na początku pytanie. Kwestia dla kogo, dla czego i po co, pozostaje otwarta na nowe działania i nie stworzone jeszcze przez artystów prace. Książka staje się zapisem spotkania grupy młodych artystów, których sądy i opinie, mogą ulec jeszcze radykalnej zmianie. Jest to historia dziejąca się w określonym miejscu i czasie, charakterystyczna dla tamtych projektów, dlatego trudno ją traktować jako narzędzie do krytycznego opisywania współczesnych zjawisk w sztuce. Jednocześnie książka daje możliwość przyjrzenia się młodym artystom ich oczami, tak jak oni widzą swoje działania i to, co robią ich koledzy. Bez wątpienia jest to jej wielką zaletą.
Honza Zamojski „We Came From Beyond/We Go Far Beyond”, Wydawnictwo Kropka J.W. Śliwczyńscy, Poznań 2008..