Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (144) / 2009

Marta Lisok, Karolina Szymanowska,

TEMATY, OD KTÓRYCH NIE MOGĘ SIĘ ODKLEIĆ

A A A
Z Karoliną Szymanowską rozmawia Marta Lisok
Marta Lisok: Niektóre elementy Twoich instalacji są ukryte, schowane, opakowane, „ubrane”. Wydobywają się, wysuwają, wypadają, anektują przestrzeń. W kilku Twoich realizacjach pojawia się zagadnienie styku, przepływu energii, punktu, ciężaru, bezwładu. Kiedy zainteresowała Cię przestrzeń?

Karolina Szymanowska: „Akomodacja” to projekt, w którym forma skonstruowana jest tak, by mogła poddać się przestrzeni, w której się znajduje. Dostosowywanie się do nowych warunków, miejsc, mobilność czy płynność to cechy dziś wysoce pożądane. Chciałam zrobić rzeźbę, którą można złożyć jak namiot i przenieść w inne miejsce, a jej forma zawsze będzie uzależniona od miejsca prezentacji – za każdym razem inna. Przestrzeń ma dla mnie ogromne znaczenie. Urbanistyka miasta, mieszkanie, mebel są w pewnym sensie formą organizacji życia, której chcąc, nie chcąc musimy się poddać. Zainteresowanie przestrzenią przyszło bardzo naturalnie. Kiedy obserwujesz własne prace w różnych miejscach, obok innych, kiedy piąty raz przesuwasz swoją rzeźbę w sterylnym pomieszczeniu (bo coś było nie tak) – zaczynasz widzieć, jak ogromne znaczenie ma to, co dzieje się dookoła. Twoja starannie przemyślana praca zaczyna żyć własnym życiem i określa się na nowo przez interakcję z otoczeniem.

M. L.: W „Akomodacji” część instalacji układała się sama. Fascynuje Cię czynnik przypadkowy w sztuce?

K. S.: Tak. Przypadek jest z natury organiczny. Ale w tym wypadku bardziej mi zależało na podkreśleniu tego, jak każda przestrzeń determinuje na nowo formę, która się w niej znajduje.

M. L.: Częścią „Akomodacji” była mobilna ramka. Jaką funkcję spełniała na wystawie?

K. S.: „Szaber” to projekt, którego głównym celem jest przywłaszczanie fragmentów cudzych prac. Pusta ramka unosi się w powietrzu za pomocą śmigła, ruch ramki jest przypadkowy, a w związku z tym kadr i punkt widzenia to kwestia zbiegu okoliczności. Ramka akomoduje przestrzeń – szuka i kadruje. Jest jednak wyłącznie medium pomiędzy okiem obserwatora, a jego otoczeniem.

M. L.: Z czym wiązało się użycie nieskazitelnie białego polara w obiciu wagonów, z których wysypywały się rurki? Kiedy pojawia się decyzja odnośnie wyboru materiału, na jakim etapie realizacji?

K. S.: Na to, z jakiego materiału wykonam rzeźbę, decyduję się już na samym początku. W większości moich prac tworzywo jest równie ważne, co sam kształt. Staram się używać materiałów, które wchodząc ze sobą w interakcje, poszerzają kontekst całości. Mogą się gryźć albo dopełniać. Łaszą się do mnie, elektryzują i odpychają. Oczywiście w zależności od pomysłu tworzywo ma dla mnie różne stopnie ważności. Bywają prace, w których wybieram materiał jedynie ze względu na jego techniczne właściwości.

M. L.: Które materiały łaszą się najbardziej?

K. S.: Te miękkie, te puszyste i te cielesne, czyli np. bawełna, polar, drewno.

M. L.: Naciąganie, przecinanie, wypadanie to procesy, które pojawiają się często w Twoich realizacjach. Pojawiają się również silne kierunki pionowe. Czy sama zauważasz jakieś powtarzające się elementy w swoich pracach, zagadnienia, które szczególnie Cię absorbują?

K. S.: Lubię napięcie. Jest kilka tematów, od których nie potrafię się odkleić. Jednym z nich jest akomodacja, innym np. poszukiwanie przyjemności („Ou est le plaisir”). Staram się, żeby każda moja nowa praca miała charakter eksperymentu, inaczej szybko mnie nudzi.

M. L.: Opowiedz o swoim projekcie z biżuterią (pierścionek – gilotyna).

K. S.: Markiz de Sade pisał, że nie ma silniejszego uczucia niż cierpienie fizyczne. Projekt z biżuterią powstał z fascynacji narzędziami tortur. Postanowiłam zaprojektować biżuterię inspirowaną kocim pazurem. Biżuterię, która sprawi ból, odetnie palec, albo po prostu przypomni o cierpieniu, jakie może wywołać. Ludzie potrzebują adrenaliny, uzależniają się od ryzyka po to, żeby usłyszeć własny puls.

M. L.: Czy oprócz pierścionka były jeszcze jakieś inne obiekty?

K. S.: Tak, jest kilka projektów biżuterii, a dodatkowo maszyna, przy pomocy której możesz dociągać swoje ciało do wymarzonych wymiarów.

M. L.: Jesteś czyjąś dłużniczką, jeśli chodzi o historię sztuki?

K. S.: Nie albo po prostu o tym nie wiem. Są natomiast postacie, które działają na mnie jak rozrusznik np.: Louise Bourgeois, Ernesto Neto, Elmgreen & Dragset czy Sarah Oppenheimer.

M. L.: Gdzie szukasz inspiracji? Są miejsca czy przedmioty, które oddziałują na Ciebie szczególnie silnie?

K. S.: W książkach. Nic na mnie nie działa bardziej, niż tekst wyjęty z kontekstu.

M. L.: Dziękuję za romowę.