| |
Film - relacje
Katarzyna Waletko
6 DNI W KINIE, CZYLI "CZKAWKA" NA GRANICY
Powodów, dla których warto co roku mniej więcej w połowie kwietnia odwiedzić Cieszyn może być bardzo wiele. Dla jednych inspiracją do podjęcia takiej wyprawy może być wizja przeszmuglowania nadprogramowej ilości alkoholu, zakupienia orzeszków ziemnych czy zgrzewki Lentilek (choć to akurat można zrobić równie dobrze w każdym innym miesiącu). Dla innych chęć zobaczenia magnolii, które w tym czasie zaczynają kwitnąć. Jednak dla większości (głównie młodych) ludzi główną siłą motywującą przyjazd do Cieszyna jest kino. W tym roku już po raz szósty odbył się tu przegląd filmowy "na granicy" prezentujący dorobek kinematografii naszych południowych sąsiadów. W programie zaproponowanym cieszyńskiej czesko-polskiej publiczności znalazły się 4 dające się wyróżnić cykle projekcji. Kino Agnieszki Holland, przegląd filmów Very Chytilovej, najnowsze realizacje czeskie i słowackie oraz kilka wybranych przez polską reżyserkę filmów czechosłowackiej nowej fali - to wszystko złożyło się na prawie tygodniowy filmowy maraton z gastronomiczną metą na Starym Targu przy wspólnym kotle, którym zarządzali Robert Makłowicz i Petr Novotny.
Postacią centralną tegorocznego cieszyńskiego festiwalu była Agnieszka Holland. Podczas trzydniowej konferencji można było wysłuchać tego, co mają inni (głównie wykładowcy akademiccy) do powiedzenia na temat jej twórczości, następnie skonfrontować wnioski z tym, co podczas licznych spotkań, "biesiad" z publicznością i swoimi przyjaciółmi miała do przekazania swoim widzom sama reżyserka, by wreszcie bezpośrednio "przymierzyć" jej słowa do pokazanych w Cieszynie filmów. "Olivier, Olivier", "Plac Waszyngtona", "Europa, Europa", "Aktorzy prowincjonalni", "Trzeci cud"- to tylko niektóre z zaprezentowanych tu dzieł polskiej reżyserki. Jej poszczególne realizacje wymykają się jednoznacznej interpretacji i ocenie. Warto w tym miejscu wspomnieć o ostatnim filmie reżyserki - "Julia wraca do domu". Dla wielu widzów jest on przede wszystkim melodramatyczną historią walki matki o życie własnego dziecka, dla innych portretem kobiety, która staje się ofiarą własnej hipokryzji: nie umiejąc przebaczyć mężowi zdrady, sama powtarza jego błąd. Bieg opowieści przekonuje, że w życiu po momentach spełnienia, radości, osiągnięcia tymczasowej harmonii, często następuje chwila utraty tego wszystkiego, powrotu do smutku. "Julia" jest filmem opartym na prawdziwej historii, mimo to uderza nieprawdopodobieństwem wydarzeń, przy jednoczesnym respektowaniu schematów popularnych rozwiązań fabularnych.
W cyklu filmów kolejnej bohaterki przeglądu - Very Chytilovej obok mniej znanych realizacji tej reżyserki takich jak: "Z kwiatka na kwiatek" (w którym estetyka lat 80. -- wszechobecne getry, nastroszone fryzury, wydatny makijaż, stanowi tło dla rozważań nad problemem AIDS), "Śnieżyca", "Gra o jabłko" można było zobaczyć chyba najbardziej znany jej film- "Stokrotki". Chytilova to niezwykła osobowość twórcza wpisująca się w kontekst czechosłowackiej nowej fali, która wnosi do tego nurtu swój własny, kobiecy ogląd rzeczywistości i poddaje krytycznej analizie patriarchalną strukturę systemu społecznego. Najpełniejszy wyraz znajduje to "Stokrotkach". Reżyserka na przykładzie głównych bohaterek wskazuje jak ich pozorny bunt i zepsucie doskonale wpisują się w schemat przypisanych każdemu ról społecznych. W tym filmie jak w soczewce skupia się wiele charakterystycznych cech, wątków całej jej twórczości - zainteresowanie problematyką gender, moralności, kultury masowej, a w warstwie stylistycznej: ironia, nerwowy montaż, niespokojna, często bardzo malarska kompozycja obrazu.
Vera Chytilova należy do pokolenia reżyserów, których debiut przypadł na lata 60. Ponad 40 lat później do głosu (i do kamery) w kinematografii czeskiej i słowackiej dojdą twórcy dojrzewający artystycznie w zupełnie innej sytuacji społeczno-politycznej, podejmujący odmienną tematykę. O tym, jak wygląda dziś współczesne kino obu krajów można było się przekonać na przeglądzie w Cieszynie. Zaprezentowano tu szerokie spektrum gatunkowe, w którym poruszają się młodzi reżyserzy z Czech i Słowacji. Nie zabrakło komedii. Zarówno tej "czarnej" ("Jedna ręka nie klaszcze" reżysera "Samotnych" Dawida Ondříčka), jak i tej "romantycznej" ("Nuda w Brnie" Vladimíra Morávka). W kategorii komedii, które niekoniecznie są w stanie rozśmieszyć widza, choć bardzo się starają, pojawiła się właściwie tylko jedna propozycja, a mianowicie "Zostanie to między nami" Miroslava indelki. Nie zabrakło także psychologicznego filmu kryminalnego (!)- "Bolero" F. A. Brabeca, czy filmu osadzonego w realiach II wojny światowej- "elary" Ondřeja Trojana. Ten ostatni został oparty na zderzeniu rzeczywistości oddalonej od cywilizacji "małej" wioski z "wielką" wojną i na zestawieniu z sobą dwóch osobowości- miejskiej dziewczyny i niewykształconego mężczyzny. Ich związek, początkowo oparty, głównie na życzenie kobiety, na zachowaniu wzajemnego dystansu, musiał przerodzić się zgodnie z przewidywaniami w miłość.
Najlepszym filmem cieszyńskiego przeglądu w opinii piszącej tej słowa (ale chyba także i sporej części widowni) był węgierski obraz Görga Pálfiego "Czkawka". Wraz z kamerą przenosimy się w niezwykły - zwykły świat mieszkańców niewielkiej wioski: mężczyzny z wieczną czkawką, pasterki i jej stada owiec, tajemniczej starej kobiety w czerni. Film obywa się bez słów, bez dialogów. Wprowadza nas za to w królestwo dźwięków natury. Wszystko tu szeleści, dźwięczy, cyka, chlupocze: natura, ludzie, maszyny. Człowiek jest tu częścią większego organizmu. Życie w wiosce toczy się w leniwym rytmie. Mężczyzna z czkawką siedzi godzinami przed domem, pasterka pilnuje owiec, od czasu do czasu przejeżdża, nierzadko tyłem, jakiś samochód. Ale to tylko pozorny spokój i harmonia, ponieważ pewna starsza pani przygotowuje tajemnicze mikstury. Ciało leżące na dnie stawu, otruty kot, mężczyźni, którzy umierają w dziwnych okolicznościach. To wszystko nie dzieje się przypadkowo. Starsza pani "rozdaje" śmierć, a kobiety z wioski pośredniczą w tym procederze przygotowując dla swoich mężów potrawy. "Czkawka" jest zbudowana z ciągu epizodów, mikroopowieści z człowiekiem i naturą w rolach głównych. To film- zagadka, który funkcjonuje trochę na wzór zadania często spotykanego w książeczkach dla dzieci "znajdź ukryte na rysunku
"
Kameralność, duża ilość kawy i emocji, pożegnanie z paszportami, spora dawka wesołego muzykowania, no i oczywiście bardzo dobre filmy - to określenia, które chyba najlepiej oddają atmosferę tegorocznego przeglądu w Cieszynie. Warto tu przyjechać za rok i przyjrzeć się kinematografiom krajów leżących nie gdzieś daleko w Azji, ale tak po sąsiedzku, tuż za miedzą.
VI przegląd filmowy "Kino na granicy" Cieszyn, Český Těsín 20 - 25 IV 2004.
|
|