do strony głównej

Plastka - recenzje

Roman Lewandowski

KOLEKCJA BANALNA



Prace Barbary Maroń znakomicie wpisują się w powszechnie opisywaną dziś w mediach ideę tożsamości - artysty, odbiorcy, przechodnia. Współczesny flâneur przybiera kolejno wszystkie te postaci. Warto w tym miejscu dodać, że artystyczna praktyka autorki "Kolekcji banalnej" jest wsparta świadomością krytyczną i kuratorską, co wiąże się z faktem, że Maroń od dziesięciu lat współtworzy kształt kolejnych edycji Festiwalu "Fort Sztuki" w Krakowie i poza granicami Polski. Wystawa w cieszyńskiej galerii Szarej potwierdza autotematyczny wątek tej twórczości, która obraca się wokół problematyki znaku, a ściślej - relacji pomiędzy ikoną, jej pojęciową zawartością a społecznym kontekstem. Na ten ostatni składa się panoptikum istniejących w kulturze wizerunków i proces ich identyfikacji oraz przyswojenia.

Artystka w swoich pracach pieczołowicie chyli się przed każdym detalem, choć z drugiej strony nie zapomina o ich całościowym ujęciu. Idea ta nie stanowi w tym wypadku realizacji utopijnego projektu modernistycznego, ponieważ autorka najwyraźniej traktuje dzieło (za Halem Fosterem) jako tekst czy barthesowską "tkaninę ulotnych źródeł" otwierającą się na wielość odczytań, co pozwala (nie tylko w warstwie czysto ikonicznej) zestawiać niektóre jej prace z twórczością amerykańskiej artystki Barbary Kruger.

Barbara Maroń, od dawna kolekcjonująca wizerunki, zestawiła wybrane modele (rzeźb antycznych i z średniowiecznej katedry w Bambergu) z fotograficznymi portretami artystów, znajomych bądź osób przypadkowych. W tym celu korzystała także z wizerunków wielu znanych osób, ikon współczesnośći, by wymienić tylko Che Guevarę, Dalaj Lamę, księżniczkę Dianę, Lecha Wałęsę, Micka Jaggera i wielu innych. Fakt, że każda z tych postaci porusza się na różnych obszarach ludzkiej działalności wskazuje, że nie kontekst jest tu istotny, ale beniaminowska "aura", jaką wytwarzają ich podobizny, poddana przez artystkę zabiegowi dekonstrukcji. Tekstualizacja ikony, czyli w tym wypadku - roztrząsanie dyskursywnych pól, zmierza do analizy postaci w kontekście budowania figury wyobraźniowej - tego, co wykreowane przez daną osobę i tego, co przyswojone przez jej konsumentów.



Twórczość Barbary Maroń jest praktyką gruntownie przemyślaną i nie trudno doszukać się w niej refleksji oraz wyciągnięcia wniosków z konceptualnego przewrotu w sztuce siódmej dekady ubiegłego wieku. Jednak prace autorki "Kolekcji banalnej" świetnie korespondują również z tym, co stało się udziałem doświadczeń sztuki najnowszej. W jej realizacjach nie decyduje więc przypadek, "rzut kośćmi", ale komparatystyczny efekt i psychofizyczne analogie modeli.

Uderzający efekt sprawia "Mój prywatny poczet artystów" - zestaw umieszczonych w gablocie fotografii przyklejonych do zapałczanych pudełek, których zawartość stanowią włosy sportretowanych osób. Ta, wykonana nieco w duchu Boltanskiego, instalacja jest emblematycznym przyczynkiem do idei ponowoczesnego muzeum, które jednak otwiera się na najbardziej zaskakujące odczytania. Pojawia się w tej pracy coś z ducha kolekcjonerstwa i kultury spod znaku bric-á-brac. Artysta jawi się tutaj jako ponowoczesny bricoleur, który z kulturowych szczątków powołuje nowy twór będący zespołem morfologicznych różnic i podobieństw.

Z kolei prace z cyklu "Idolatria" czy "Psychoanaliza rzeźby" (dodatkowo skonfrontowane z instalacją wideo) artykułują wyłanianie się przez stulecia pewnego kanonu "piękna", któremu - jak się okazuje - hołduje także współczesność. Projekty te tworzy konfiguracja cyfrowych wydruków, które artystka zainstalowała na ścianach galerii w jednym pasie, liniowo, co buduje pewną panoramiczność "ożywioną" dynamiką projekcji wideo. Wizerunki - oderwane z kontekstu publicznego (wyjęte więc z dyskursów polityki, sacrum czy architektury) - zaczynają budować własną znaczeniowość, która zasadza się o strukturę analogii cech dystynktywnych. Przyglądając się postaciom mitycznych bogów i herosów i nie mniej mitotwórczym "ikonom" polityki bądź współczesnego show businessu, odbiorca może dopatrzyć się zaskakującej kulturowej ciągłości na planie charakterologicznym i społecznym.

W rezultacie cała wystawa stanowi próbę namysłu nad estetyką twarzy czy raczej wizerunku cechującego się transgeniczną płciowością. Wątek ten poświadcza o naszej zachłannej potrzebie idealizacji i upodobnienia, o przedsięwziętych strategiach wizualnych, które każą nam wpisywać się w funkcjonującą przemoc wzorców. Z drugiej strony nie sposób oprzeć się wrażeniu, że równie ważnym aspektem prac Barbary Maroń jest ewokacja warstwy metajęzykowej istniejących w publicznej ikonosferze wyobrażeń. Zabieg ten, będący w istocie analizowaniem istoty "reprezentacji" - jej możliwości i aporii - pozwala twórczość krakowskiej artystki wiązać także z nurtem, który dziś wyznaczają prace tak znanych autorów jak Richard Prince, Rineke Dijkstra czy Thomas Ruff.

Barbara Maroń "Kolekcja banalna". Galeria Szara, Cieszyn. Marzec - kwiecień 2004.
 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | kontakt | archiwum |