| |

Teatr - recenzje
Magdalena Kędzierska
LAMENT - MISTYCZNE OCZYSZCZENIE

Z ciemności wyłania się smuga bladego, zimnego światła. Na scenę wkracza siedem postaci, które przy monumentalnym dźwięku instrumentu rozpoczynają swoją pieśń. Wokół panuje atmosfera tajemniczej podniosłości. Głosy budują specyficzną harmonię, tworząc jednocześnie odrębne formy. Dźwięki docierają do samego wnętrza widza, zaczarowanego wirującą energią aktorów.
Tak rozpoczyna się, trwające czterdzieści minut, widowisko, prezentowane w ramach XII Górnośląskiego Festiwalu Sztuki Kameralnej przez Teatr Pieśni Kozła z Wrocławia. Akcję stanowi obrzęd lamentacyjny, który - ze względu na uniwersalne symbole - możemy umiejscowić w różnych zakątkach świata. Przez cały czas aktorzy są aktywni, ani na moment nie milknie ich śpiew. Słów pada niewiele, wydają się niepotrzebne. Krótkie kwestie w języku polskim i angielskim stanowią jedynie dodatek. Jest to jedyny zarzut pod adresem artystów - zaniedbali artykulację słowa. Nie zawsze zrozumiałe (być może kwestia dykcji), wykrzykiwane przez aktorów teksty, gubiły gdzieś po drodze swoją treść.
Muzyczność jest nadrzędną wartością przedstawienia, sięgającego do tradycji pierwotnych widowisk - obrzędów ku czci bogów. Niezależne głosy przeplatają się ze sobą, mieszają z okrzykami i odgłosami o tyle "niemuzycznymi", że nie da się ich zapisać na pięciolinii. Niewątpliwie elementem, porządkującym pozorny chaos, jest rytm. Wprowadza on widza w niemal hipnotyczny stan: oddech, rytm serca i tok myśli, wszystko zdaje się podążać za pulsem. Aktorzy, bezszelestnie poruszający się po scenie, sprawiają wrażenie niewyobrażalnej lekkości, giętkości. Ich taniec (również podporządkowany rytmowi) jest w swej subtelności uosobieniem najwznioślejszych doznań psychicznych i ekstatycznych aktów cielesnych.
Uzewnętrznienie (przez taniec i śpiew) wszystkich emocji oraz obecność wirującego ognia wywołują katharsis zarówno w bohaterach (kontaktujących się ze światem umarłych), jak i w widzu. Scenografię, za wyjątkiem paru miejsc do siedzenia i stołu-ołtarza, stanowią ciała aktorów. Kompozycje zmieniają się niezwykle dynamicznie, a wszystko to odbywa się przy świetle stonowanym i chłodnym niczym blask księżyca.
Całe widowisko wprowadza nas w stan "półistnienia"- jakbyśmy, na poły zdematerializowani, krążyli gdzieś wokół sceny. Grawitacja zdaje się nie mieć mocy, gdy Teatr Pieśni Kozła zaczyna widowisko. Stan ten trwa nawet wtedy, gdy umilkną brawa. Można zatopić się wtedy w mantrę własnego ciała, ciągle pulsującego w rytm pieśni. Dla takich emocji warto poświęcić niejeden wieczór.
"Kroniki - obyczaj lamentacyjny". Teatr Pieśń Kozła z Wrocławia. Bytomskie Centrum Kultury. 19 listopada 2003.
|
|