Film - recenzje

Agata Tecl

W POSZUKIWANIU NICI ARIADNY



"Eden" Andrzeja Czeczotka, może stać się prawdziwą ucztą dla oka i ucha. Tkanka obrazowa, będąca wynikiem sześcioletniej pracy, zachwyca od pierwszej chwili. Niezwykłe, intensywne kolory, wielość planów zostały wzbogacone przez efekty dźwiękowe, a przede wszystkim porywającą muzykę Michała Urbaniaka, komentującą bardzo często stronę wizualną. Barwy tworzą kształty sytuujące odbiorcę w odwiecznym świecie "archetypów i symboli. Widz przemierzając wraz z głównym bohaterem, pastuszkiem kolejne przestrzenie: piekła, Hadesu, raju czy królestwa Neptuna; może znaleźć prawdziwą satysfakcję z rozpoznawania przeróżnych postaci i związanych z nimi mitów, legend i baśni. Zabawa w identyfikację kończy się sukcesem i zadowoleniem widza. Większość obrazów, zarówno tych, które są związane z najstarszą tradycją, z Biblią czy mitologią, jak i tych charakterystycznych dla ery nowożytnej i współczesnego świata, znamionuje ich oczywistość. Ta niecodzienna, kolorowa mozaika zostaje skonfrontowana z dzisiejszą postawą ironicznego dystansu w stosunku do całej kultury, ze skłonnością do intertekstualnego dialogu, z tendencją zmierzającą w stronę zestawiania i swoistego "filtrowania" elementów z różnych czasów i przestrzeni. Oto stajemy się świadkami przerażającego zwycięstwa przemocy, seksu, wszędobylskiego zła nad wszystkim tym, co związane z wielowiekową tradycją i tym, co w samej swojej naturze, miało kryć niepodważalne dobro.

Wizja świata przedstawiona w "Edenie", pozbawiona jest jakiejkolwiek pozytywnej wartości. Nawet Aniołowie, mogący przynieść nadzieję zostają niemal na samym początku pożarci i wydaleni przez latającego stwora, będącego połączeniem ptaka, ryby i małego człowieka, który w dziwny sposób przypomina latającego ptako-człowieka z "Labiryntu" Jana Lenicy. Wędrując razem z pastuszkiem przez kolejne warstwy wykreowanego przez Czeczota świata, nie można oprzeć się wrażeniu, że cała droga przypomina właśnie labirynt, z którego główny bohater nie może znaleźć wyjścia, bowiem wyposażony jedynie w fujarkę, nie jest w stanie obronić się przed złem. Rozwiązania daremnie szuka także ten widz, który po zachwycie nad warstwą obrazową, po zidentyfikowaniu większości z jej części składowych pragnie odkrywać głębsze sensy. Wówczas nie można oprzeć się wrażeniu, że wytrącone ze swojego macierzystego gruntu postacie i związane z nimi historie, zostają pozbawione swojej wielowymiarowości, zestawione z sobą w "Edenie" ulegają demitologizacji, która właściwie nie jest w żaden znaczący sposób umotywowana.

Pomysł filmu zostaje zdradzony już w pierwszych obrazach, pozbawiając tym samym cały utwór swoistego rytmu, szeroko pojmowanej wewnętrznie rozwijającej się tajemnicy. Takie ujęcie decyduje o utrzymaniu całokształtu na jednym poziomie formalnym z jednej strony, emocjonalnym z drugiej. Całościowy sens przypomina znane skądinąd słowa Tadeusza Różewicza:

"Wygaśnięcie Absolutu niszczy
sferę jego przejawiania się
marnieje religia filozofia sztuka"



W "Edenie" Andrzeja Czeczota znaczenie jednak zostaje zbyt wcześnie, nazbyt brutalnie w swojej powierzchowności wyłuszczone, przez co zatraca głębię przekazu nie pozostawiając już miejsca na refleksję. Na szczęście możliwy jest wciąż zachwyt nad malarskością obrazów, nad wirtuozerią twórców i wspólną swobodą w poruszaniu się na gruncie kultury. Pozostaje w końcu piękno muzyki, w której warto się zapomnieć i nie myśleć już więcej o tym, czego zabrakło.

"Eden". Reż., scenariusz i oprac. plast.: Andrzej Czeczot. Muzyka: Michał Urbaniak. Producent: Tomasz A.Filipczak. Polska 2002