| |

Film - Opinie
MY O "PIANIŚCIE"
Anna Koziołek
Z "Pianistą" wszystko od początku było na opak - ciężko traktować go jako polską produkcję, trudno odnaleźć w nim słynny "pazur Polańskiego", aż wreszcie - nie dostał nagrody, na którą chyba najbardziej zasługiwał. Przecież po takich trofeach jak Złota Palma czy Cezar, Oscar zdawał się być w zasięgu ręki. Prawdopodobnie to zwykła ironia losu, że stricte hollywoodzki scenariusz nie został nagrodzony właśnie tym wyróżnieniem, a ponadto spodobał się w Europie. Szkoda, bo prawdopodobnie w Stanach, gdzie właśnie należałoby przybliżyć okrucieństwo wojny, 'Pianista' przemknie bez śladu. Trudno, stało się i się nie odstanie, ale naprawdę, 'Pianista' miał dostać przede wszystkim Oscara, a nawet - tylko Oscara, natomiast na starym, poczciwym kontynencie, znalazłoby się w ubiegłym roku kilka fantastycznych filmów, które znacznie bardziej zasługiwały na prestiżową Palmę
Agata Tecl
Kilka dni temu "Pianista" Romana Polańskiego został nagrodzony trzema statuetkami Amerykańskiej Akademii Filmowej. Zachwyciła być może forma: subtelna, pozbawiona tak popularnych dziś efektów specjalnych. A może po prostu temat, wciąż jeszcze popularny (szczególnie teraz, w kontekście wojny w Iraku), niezrozumiały, wciąż pociągający, jak wszystkie tajemnice dotyczące ludzkich, wydawać by się mogło niemożliwości.
A jednak dzieje spisane przez Szpilmana kryją w sobie prawdę o szeroko pojmowanej, wielowymiarowej naturze ludzkiej, której niestety zabrakło w filmie. "Pianista" Polańskiego pozostaje przede wszystkim opowieścią o pięknie i mocy muzyki, a nie przekonywującą historią cierpienia i samotności pojedynczego człowieka w obliczu tragedii.
Dawid Stwora Władysław Szpilman w swych wspomnieniach napisał: "Tego dnia miałem grać Chopina. Była to, jak się później okazało, ostatnia audycja żywej muzyki na antenie Polskiego Radia. Bomby spadały co chwilę w bezpośredniej bliskości studia, okoliczne zaś domy stały w ogniu...". Skupmy się na fragmencie dotyczącym "żywej muzyki", spójrzmy przez pryzmat tych właśnie słów na, nagrodzone Złotą Palmą na 55. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes, a tydzień temu trzema Oskarami, dzieło Polańskiego będące "re-kreacją" (termin Carla Testy) wspomnień słynnego pianisty. Mamy do czynienia z opowieścią o człowieku, obserwującym umierającą, krwawiącą okolicę na przykład ukradkiem z okna, ale te, na pozór dające wąską perspektywę, spojrzenia kamery, dostarczają w sposób bezwzględny świadomości, że umiera całe miasto - Warszawa, że krwawi tak naprawdę cały, ogarnięty szaleństwem świat, osaczający nieprzyjaźnie głównego bohatera. Scenom, ujęciom przedstawiającym "wędrówkę" Szpilmana mającą na celu oszukanie śmierci, towarzyszą melodie (np. dźwięki fletów) skomponowane przez Wojciecha Kilara, a także dotrzymują bohaterowi kroku fortepianowe dźwięki, nie opuszczające jego umysłu i serca. To wszystko sprawia, że widzimy na ekranie postać, której przeznaczeniem nie jest śmierć, lecz życie...
Nadia Sosnowicz"Pianista"? Miło i sympatycznie z powodu tych trzech Oskarów, ale tylko i wyłącznie z racji mojego poczucia patriotyzmu. Nie odnajduję bowiem w tym filmie nic, co by na tę nagrodę zasłużyło, a nawet więcej: nic co by mnie w nim w jakikolwiek sposób zafascynowało. Jak w ogóle film może do mnie przemówić, skoro jego ostoja - główny bohater - nie wywołuje żadnych emocji, nie staje się na te dwie godziny trwania seansu magnesem, który przyciągał by do siebie, który spajał by dzieło w jedną całość. Bez tego w "Pianiście" wszystko się wali, nie przemawia już do mnie argument o doniosłej problematyce filmu, bo na tym polu także klęska - co nowego zostało tu powiedziane? Piękne zdjęcia, muzyka - to prawda, ale czy same w sobie stanowią one wartość? I jeszcze nagroda za najlepszą rolę męską dla Adriena Brody'ego... Szkoda słów...
|