| |
Film - kino popularne
Grzegorz P. Kowalski
SCREEN INTERNATIONAL AT CANNES AD 1990, CZYLI CO NAM UMYKA
Zupełnie przypadkiem wpadła mi ostatnio w ręce ciekawa pozycja wydawnicza. Pismo jest zatytułowane International Screen at Cannes, numer piąty, z poniedziałku, 14 maja roku pańskiego 1990 i wygląda jak katalog redagowany przy okazji znanego wszystkim festiwalu filmowego. Od strony edytorskiej prezentuje się dużo ładniej niż gazeta festiwalowa z Nowych Horyzontów, ale chyba nie ma w tym nic dziwnego. Całość wydana jest w języku angielskim, zawiera 96 stron (w tym kilka kolorowych), a na okładce nie ma ceny, co sugeruje, iż jest bezpłatna. Osobiście nigdy nie byłem w Cannes i nie wiem, jak ta pozycja wygląda obecnie, ale numer który posiadam jest co najmniej zaskakujący, dlatego też postanowiłem napisać o nim kilka słów.
Chciałbym z góry zaznaczyć, że zupełnie nie interesuje mnie treść publikowanych artykułów, opisujących zwykle pokazywane filmy, przedstawiających sylwetki twórców etc. Ploteczki z życia gwiazd także nie bardzo mnie pociągają, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że są to gwiazdy sprzed czternastu lat, których blask w większości przypadków już dawno przygasł. To zaś, co naprawdę przykuwa moją uwagę, to reklamy wyświetlanych na festiwalu filmów. Zapewniam, że jest na co popatrzeć.
Już okładka magazynu wygląda zapraszająco - mężczyzna w granatowym garniturze i z pistoletem w dłoni przebija się przez dziurę w papierze, na którym dwóch innych (narysowanych) mężczyzn okłada się po twarzach. "Barr Sinister. Serious Adventure" - głosi wypisany czerwoną czcionką tytuł. Poniżej zaś widnieje jeszcze dopisek: "It's him!". Całość wygląda na adaptację komiksu o którym nigdy nie słyszałem, jednak prawdziwy, żywy Barr wyskakujący ze stronicy z narysowanym Barrem robi doprawdy niesamowite wrażenie. Niestety, w serwisie IMDB nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat tego dzieła, wyszukiwarka internetowa google także okazała się bezużyteczna. Zakładam więc, że przygody dzielnego pana Sinistera przepadły już odmętach zapomnienia.
Jednakże udało mi się odnaleźć filmografię reżysera tego dzieła, znanego jako Joseph Zito. Ponieważ omawiany tytuł nie widnieje w wykazie na który trafiłem, nie mogę mieć żadnej pewności, iż chodzi o tego samego Zito, ale podane filmy pozwalają przypuszczać, że lista jest po prostu niepełna. Pozwala, albowiem wśród projektów, za które odpowiedzialny jest ten reżyser, znalazłem kilka znajomych tytułów, które swą klasą zdają się być zbliżone do "Barra Sinistera".
Pierwszy z nich to "Czerwony skorpion" - bardzo popularna w Polsce (w początkach lat '90) historia agenta KGB, który zagubił się gdzieś w Afryce, aby odnaleźć swe prawdziwe powołanie u boku antykomunistycznych rewolucjonistów. Jeśli to streszczenie niewiele mówi, to wspomnę tylko, iż w roli tytułowego Skorpiona mogliśmy oglądać niezrównanego Dolpha Lundgrena. Innym filmem Zito jest "Piątek Trzynastego IV: Ostatni Rozdział", kolejne przygody morderczego Jasona Vorheesa z Kryształowego Jeziora. Swoją drogą "Ostatni Rozdział" to świetny podtytuł dla czwartej części cyklu, którego bohater miał ostatnio okazję mordować nastolatki w jedenastym już filmie ("Freddy vs Jason"). Poza tym na koncie reżysera znajduje się "Zaginiony w Akcji" (kultowa rola Chucka Norrisa) oraz "Delta force One: The Lost Patrol" (ponownie Norris, lecz tym razem Mike - syn Chucka).

Porzućmy jednak Josepha Zito, aby zagłębić się we wnętrzu magazynu, które zapowiada się jeszcze bardziej interesująco. Już bowiem ze strony trzynastej spogląda barczysty mężczyzna w czarnej podkoszulce, gładko zaczesanymi włosami i (ponownie) pistoletem w dłoni. "Street Hunter" - tytuł filmu mówi niewiele, jednak widniejący nad nim napis wygląda dużo ciekawiej: "To niebezpieczny świat. On jest niebezpiecznym człowiekiem. I jest prawem". Głównym bohaterem filmu jest Logan Blade, grany przez Steve'a Jamesa, twardy policjant, który musi stawić czoła gangom działającym w Nowym Jorku (na lewo od Logana widać nawet dwie wieże World Trade Center). Mam wrażenie, że w czasach radosnej, wolnej amerykanki na polskim rynku wideo, wkrótce po upadku systemu socjalistycznego, widziałem takich filmów setki. Fakt, że nie pamiętam tego konkretnego, nie znaczy jeszcze, iż go przegapiłem. Swoją drogą muszę przyznać się do swego rodzaju tęsknoty za tego typu fabułami. Czy nadal się ukazują? Czy ktoś chce je oglądać?
Z całą pewnością obejrzałbym jednak film pod tytułem "Wolves, sex and rock" w reżyserii Dominicka Brascia. Ilustracja przedstawia twarz mężczyzny, jednak nie zwyczajną - prawe oko jest żółte (co robi kapitalne wrażenie, gdyż cała reszta jest czarno-biała) i ma zwężoną, pionową źrenicę. Za pewne ma to być oko wilka. Poniżej oka znajduje się jasna plama, w której widać dwóch młodych rockersów (jeden gra na gitarze) i dziewczynę. Można zatem powiedzieć, iż widzimy zarówno namiastkę seksu, jak i wilka oraz upostaciowienie rock'n'rolla. Cóż za dosłowność w odwzorowaniu tytułu. Łatwo się domyślić, że mamy do czynienia z podszytym lekką erotyką horrorem o wilkołakach, z muzyką rockową w tle. Wyborna mieszanka, może zbliżona swym klimatem do kultowego cyklu "Skowyt". Niestety, trudno znaleźć jakieś bardziej wyczerpujące informacje o filmie, jednak dzięki znajomości obsady odnalazłem go w serwisie IMDB pod tytułem Hard Rock Nightmare. Był to reżyserski debiut Brascia, który trzy lata wcześniej (w roku 1985) zagrał rolę Joey'a w "Piątku trzynastego V: Nowym początku" (który to początek musiał przecież nastąpić po ostatnim rozdziale).

Kolejne dwie reklamy, którymi chciałbym się zając, wyglądają dosyć zagadkowo, a to dlatego, że nie widnieją na nich prawie żadne nazwiska - ani reżysera, ani producentów. Jedynym wyjątkiem jest dopisek "starring Barbara Carrera" pod drugim z tytułów, co skłania mnie to przyjrzenia się tej gwieździe. Zaś omawiane filmy to: "Street Dreams" i "Tropical Heat". Ilustracja pierwszego to fatalny fotomontaż, przedstawiający trzy osoby na tle zabudowań jakiejś metropolii. Na samej górze zamieszczono wstrząsający napis: "Dzieci ulicy... płonące talentem i ambicją." Jak mniemam, smutna historia o yuppies, dla których praca ważniejsza jest niż życie, miłość i cała reszta. Chociaż mogę się mylić, w sieci nie natrafiłem na żadne ślady tego dzieła.

Podobnie jak nie znalazłem żadnej wzmianki na temat "Tropical Heat" (nie mylić z serialem "Żar tropików", który także pojawiał się pod tym tytułem), lecz ilustracja sugeruje, że mamy do czynienia z historią pary rozbitków, których zbliża do siebie wspólne życie na bezludnej wyspie gdzieś w tropikach. Tylko dlaczego smuga dymu, wylatująca ze spadającego do morza samolotu, zdaje się rozdzielać, a nie łączyć, twarze kochanków? Co zaś tyczy się głównej roli kobiecej, to wspomniana aktorka ma na swym koncie role Marii w "Wyspie doktora Moreau" Dona Taylora, czyli wersji z roku 1977, w której zagrała u boku Michaela Yorka i Burta Lancastera, a także w "Nigdy nie mów nigdy" - ostatnim filmie o Jamesie Bondzie z Seanem Connery - oraz w popularnym także po naszej stronie Pacyfiku serialu "Dallas". Dorobek to imponujący i przyznaję, iż wstyd mi, że nigdy wcześniej nie zwróciłem uwagi na tę postać.
Natomiast omawiany przeze mnie tytuł zasługuje na uwagę jeszcze z jednego powodu, a jest nim kolejny interesujący napis na plakacie reklamowym. Brzmi mniej więcej tak:
"Nauczyciel i uczeń...
Wyrzuceni na brzeg rajskiej wyspy...
Ich role się odmieniają gdy namiętność
staje się ich przetrwaniem."
Proszę się nie wstydzić, ja także czuję się nieco zagubiony.

Równie interesujące teksty zdobią reklamy trzech filmów firmowanych przez Overseas Filmgroup. Jako że wszystkie przedstawiają dość nieciekawe, czarno-białe zdjęcia, nie będę ich szczegółowo opisywał. Cechami wspólnymi są tytuły wypisane po środku i na dole, zawsze umieszczone w czymś na kształt ramki i chwytliwe slogany, które podaję bez (zbędnego) komentarza:
"Across the Tracks": "Stać się złym jest łatwo... pozostać dobrym jest ciężko";
"Runaway Dreams": "Gdy jesteś nastolatkiem na ulicy, marzenie umiera pierwsze";
"The Big Steal": "On chce klucz do jej serca. Oni chcą klucz do jego samochodu".
Uważam, że poszukiwanie dodatkowych informacji o wymienionych filmach mija się z celem. Hasła reklamowe mówią wszystko. Warto jednak wspomnieć, iż w obsadzie pierwszego z trzech filmów widnieje nazwisko Brada Pitta. Natomiast film "Runaway Dreams" był rozpowszechniany w Polsce pod tytułem "Utracone marzenia a The Big Steal" jako "Wielki szwindel".

Jednakże prawdziwy szok dopiero przed nami: kolorowa fotografia przedstawia twarz mężczyzny, zniekształconą w sposób, który nasuwa skojarzenia z legendarnym Freddym Kruegerem. Postać spogląda groźnie w kamerę i zdaje się uśmiechać. Na prawo od niej stoi kobieta w obcisłym wdzianku. Tytuł filmu brzmi "Circuitry Man", zaś slogan reklamowy mówi:"Poznaj "wtyczkogłowego"... w połowie człowieka, w połowie maszynę i w całości złego". Imię "plughead" przywodzi na myśl Pinheada, centralną postać opisywanego przeze mnie niegdyś cyklu "Hellraiser", tyle że gwoździe zastąpiono wtyczkami. Mamy już zatem dwa źródła inspiracji dla głównego bohatera. Jednak fabuła filmu zmierza w zupełnie innym kierunku. Jest to historia zniszczonego świata przyszłości, w którym ludzie mieszkają głęboko pod ziemią, chroniąc się przed zanieczyszczeniem, a jedyną przyjemnością jest podłączanie sobie do mózgu jakichś mikrochipów. Para bohaterów kradnie sporą ilość tych urządzeń, a w pościg za nimi rusza niebezpieczny przestępca znany właśnie jako Plughead. Brzmi interesująco i chyba tak jest w istocie, albowiem film doczekał się kontynuacji o zdumiewającym tytule "Plughead Rewired: Circuitry Man II". Obie części wyreżyserował Robert Lovy, który w swojej filmografii ma niestety tylko trzy tytuły. Nie odkryty geniusz? Może.

Reklam godnych omówienia jest w Screen... bez liku, jednak aby nie zanudzać czytelników chciałbym zwrócić szczególną uwagę na jeszcze jeden: "Flesh Gordon Meets the Cosmic Cheerleader"s, czyli kontynuacja "Flesha Gordona", będącego z kolei pastiszem przygód Flasha Gordona. Kolorowy plakat przedstawia głównego bohatera, seksowną kobietę u jego boku, ociekającego śluzem zielonego potwora, kobietę z odwłokiem pająka zamiast nóg, postać przypominającą Jawa z "Gwiezdnych Wojen", trzy pary latających pośladków, robota i tytułowe cheerleaderki. Całość jest szczegółowo namalowana i nasuwa skojarzenia z filmem animowanym dla niegrzecznych dzieci. Nic jednak bardziej mylnego. "Flesh Gordon" to aktorska parodia SF w konwencji softporno, zbierająca bardzo pozytywne recenzje w Internecie. Druga część zawiera podobno słabsze efekty specjalne niż pierwsza, ale nie zmienia to faktu, że ma swoich fanów. Z pozostałych tytułów reklamowanych w piśmie interesująco wyglądają jeszcze trzy horrory, choć sądzę, że ilustracje nie wymagają już żadnego komentarza. Tytuły zaś brzmią: "Basket Case 2" (Wiklinowy koszyk), "Mirror Mirror" i "Heartstopper". Zapraszam.
Czytelnik może sobie teraz zadać pytanie, po co poświęcam tyle czasu i miejsca na opisywanie plakatów filmowych sprzed czternastu lat. Powody są dwa. Po pierwsze, Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes kojarzony jest raczej z poważnym, wysublimowanym kinem dla koneserów, a nie tanią masową rozrywką dla mas. Oczywiście omawiane filmy pokazywane były poza konkursem, ale w ramach festiwalu, a w telewizyjnych czy prasowych relacjach z imprezy nic się o nich nie wspomina. Stąd moje zdumienie. Zdaję sobie sprawę z faktu, że kariera Sama Raimi rozpoczęła się właśnie od pozakonkursowego pokazu "Evil Dead" właśnie w Cannes i zamieszania, które ten film wywołał, byłem jednak przekonany, że to odosobniony przypadek. Jak widać nie.
Po drugie, przeglądając festiwalową gazetę ponownie zdałem sobie sprawę z faktu, jak wiele filmów rocznie powstaje tylko po to, aby przepaść w zapomnieniu, nie doczekawszy się niczyjego uznania. I jak niewiele z nich trafia do Polski. Zdałem sobie sprawę, jak wiele przyjemności omija mnie w tym kraju. Oczywiście zawsze pozostaje Internet i możliwości jakie dają programy typu peer2peer, jednak rozwiązanie to jest nielegalne, zatem nikomu go nie polecam.
|
|