do strony głównej
Film - recenzje

Katarzyna Waletko

HISTORIA JEDNEJ FOTOGRAFII

Historia opowiedziana przez Sofię Coppolę w filmie "Między słowami" (tytuł oryginalny: "Lost in Translation"-- zgubione w przekładzie) jest "prosta". Bob Harris (Bill Murray) -znany aktor przyjeżdża do Tokio, by nakręcić reklamę whisky. Poznaje w hotelu Charlotte (Scarlett Johansson) - młodą dziewczynę, która jest tu ze swoim mężem fotografem.

Nie jest to jednak kolejna opowieść o "przypadkowym spotkaniu". Reżyserka odsłania przed bohaterami i przed widzem to, co kryje się "między słowami" - w ciszy. Piękno, uczucie, delikatność- to wszystko, co przekaz werbalny może sprowadzić jedynie do banału, w tym filmie zostaje wyrażone poprzez drobne gesty, spojrzenia, uśmiechy. Charlotte i Bob spotykają się w dość szczególnym dla każdego z nich momencie życia. Bob lata świetności aktorskiej (i 25 lat małżeństwa) ma już za sobą, teraz grywa w reklamówkach. Co jakiś czas natrafia na swoje wizerunki, odbicia, które przypominają mu, że nie jest już nastolatkiem, że powinien zacząć myśleć o "kryzysie wieku średniego". Widzi własną postać podczas pierwszej przejażdżki po mieście, na ogromnym billboardzie, później kilkakrotnie zobaczy siebie w lustrze (w windzie, podczas golenia) i w japońskiej telewizji, wyświetlającej film, w którym zagrał, gdy był "nieco" młodszy. Charlotte, od dwóch lat mężatka, właśnie skończyła studia filozoficzne, jest na etapie poszukiwania pomysłu na życie.

Oboje czują się osamotnieni. Ona, bo mąż zajęty swoimi sprawami, sesjami fotograficznymi, nie poświęca jej zbyt wiele czasu i, jak zwierza się przyjaciółce przez telefon, "już nie wie, za kogo wyszła". On, bo z dala od domu, rodziny, której jedyną namiastką stają się faksy żony dotyczące wyboru szafki czy dywanu do ich mieszkania. Osoby dotąd najważniejsze w życiu obojga bohaterów, oddaliły się od nich. Poczucie osamotnienia potęguje fakt, że znaleźli się w Tokio: mieście obcym kulturowo, nowoczesnym, rozświetlonym tysiącami neonów, billboardów, szklanych ekranów. W mieście, w którym ucieczką od rzeczywistości i innych ludzi jest gra na automatach. Bohaterowie są oddzieleni od tego wszystkiego jakby warstwą szkła, pancerzem ochronnym, który pozwala im na zachowanie intymności, kameralności ich związku. Łagodność, delikatność uczucia, które rodzi się między nimi kontrastuje z tym, co dzieje się wokół nich: z banalnymi kwestiami głupiutkiej aktoreczki - znajomej męża Charlotte, z ukłonami japońskich współpracowników Boba, z faksami jego żony, wreszcie ze stechnicyzowanym charakterem japońskiej stolicy, która jest "zbudowana" ze światła (zwłaszcza jej centrum handlowe Akihabara). W jednej ze scen bohaterka siedząc na parapecie hotelowego okna spogląda na ciągnące się aż po horyzont ulice oraz biurowce Tokio. Jest ona i jest gdzieś w dole za szybą nieznane jej miasto. Wyobcowanie Charlotte i Boba będzie podkreślane w filmie jeszcze kilkakrotnie. Bob z trudnością porozumiewa się z japońskim reżyserem reklamy. Szczegółowe instrukcje skierowane do niego, zostaną przez tłumaczkę sprowadzone do paru banalnych stwierdzeń. Próba bohatera nawiązania kontaktu z pacjentem przychodni wzbudza śmiech oczekujących w poczekalni na lekarza Japończyków. Charlotte po wizycie w buddyjskiej świątyni stwierdzi w rozmowie telefonicznej z przyjaciółką, że niczego tam nie poczuła. W restauracji nie będzie potrafiła odróżnić od siebie kilku rodzajów sushi.

Spotkanie w tokijskim hotelu jest dla obojga odnalezieniem siebie w drugiej osobie, a dla widzów idealistycznym uzasadnieniem wiary w istnienie "pokrewieństwa dusz", wzajemnego porozumienia poza słowami. Między bohaterami nie dochodzi do cielesnego zbliżenia, nie ma także miejsca na miłosne deklaracje, ckliwe zapewnienia, czy przyrzeczenia. Ważniejsze jest dla nich to, co można "zgubić w przekładzie" emocji na słowa, to, co jest obecne w dotknięciu stopy leżącej na łóżku Charlotte, w oparciu głowy na ramieniu Boba, czy wreszcie w słowach, ale wyszeptanych na ucho drugiej osobie. Dziś niemal każde wyznanie uczuć "już było", sprowadza się do gotowego zestawu klisz i schematów. Sofia Coppola unika tego pozwalając, by widz nie usłyszał tego, co w ostatniej scenie filmu Bob mówi dziewczynie na ucho. Można jednak spróbować wyczytać sens wyszeptanego przekazu z jego wzroku, gdy patrzy za odchodzącą dziewczyną pozując japońskim współpracownikom do zdjęcia. Ta fotografia, tak inna od tej, na której jest bohaterka z mężem, będzie najprawdopodobniej jedynym materialnym świadectwem ich znajomości. Może się już nigdy więcej nie zobaczą, ale to, co wydarzyło w ciągu tych kilku dni między nimi, zostało utrwalone na kliszy w tym jednym spojrzeniu Boba odsyłającym poza ramkę zdjęcia do postaci Charlotte.

"To, co Fotografia powiela w nieskończoność, miało miejsce tylko jeden raz; powtarza więc mechanicznie to, co już nigdy nie będzie się mogło egzystencjalnie powtórzyć" (Roland Barthes "Światło obrazu" s. 9.)

"Między słowami" (Lost In Translation). Reż.: Sofia Coppola. Występują: Bill Murray, Scarlet Johansson. Zdjęcia: Sarah Flack. USA 2003, 105 min.

 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka |