| |

Plastka - temat miesiąca
UKRYTE W SŁOŃCU / HIDDEN IN A DAYLIGHT - INFO O ARTYSTACH
PAWEŁ ALTHAMER
"Jest reżyserem, którego filmy wyświetlane są bez projektorów i bez kina" napisał Adam Szymczyk o Pawle Althamerze w książce "Art Now". Projekty Althamera bywają niemal niewidzialne. Angażuje "aktorów" - swoich przyjaciół, rodzinę, przypadkowych przechodniów. Każe im odgrywać najzwyklejsze w świecie role - przechadzać się, wyprowadzać psa na spacer, jeździć na deskorolce, czekać na coś w kawiarni. Czasem jeszcze bardziej komplikuje relacje między zmyślnym a zastanym (tak jak podczas Manifesta 3 w Ljubljanie) zatrudniając do wykonywania tych trywialnych czynności profesjonalnych aktorów. Nic nie jest pewne - obserwatorzy również odgrywają własne role. Czasem sam Althamer wywraca ten świat do góry nogami, zamieszkując w drewnianym domku na drzewie w centrum Warszawy czy angażując swojego przyjaciela malarza pokojowego do przemalowywania galerii. Sposób w jaki ten artysta (będący także rzeźbiarzem) aranżuje rzeczywistość, bawi się nią, składa jej kolejne elementy w nową, trudna zauważalną jakość budzi zdumienie. To reżyser nie tylko filmów równoległych wobec życia, ale i reżyser ingerujący w życie realne. Jego działania stają się czasem bodźcem integrującym lokalne społeczności (np. "Bródno 2000", projekt mobilizujący mieszkańców przeciętnego, miejskiego bokowiska) czy też probierzem gotowości na przyjęcie elementu "obcego". Podczas gdy kino stara się skusić widza oszałamiającymi efektami specjalnymi, Althamer w sposób równie widowiskowy zmaga się z rutyną i powszedniością.
Paweł Althamer urodził się w 1967 roku, mieszka i pracuje w Warszawie. Brał udział m. innymi w Documenta X w Kassel i 3. edycji Manifesta w Ljubljanie.
CEZARY BODZIANOWSKI
Cezary Bodzianowski nie lubi mówić o swoich działaniach w kategoriach performance czy happeningu - odpowiada mu za to niejednoznaczne słowo "zdarzenie". Od kilku lat artysta ten wymyka się publiczności, mediom i instytucjom. Nie przepada za galeriami, nie precyzuje do końca swoich akcji, testuje cierpliwość publiczności, która często zamiast "czegoś" otrzymuje jedynie oczekiwanie na to "coś". Interesuje go jak dalece można napiąć delikatną granicę jaka dzieli sztukę od niczego. Nuda i rozczarowanie są wpisane w zdarzenia Bodzianowskiego, w tym samym stopniu co humor, absurd i groteska. Można zderzyć się z jego sztuką w przestrzeni publicznej, w sytuacjach najmniej oczekiwanych: w kinie, pasażu handlowym, przed muzeum geologicznym, na plaży, w windzie, czy nawet własnym mieszkaniu (gdy wprowadził się na kilka godzin do mieszkania nad galerią Manhattan czy stojąc o ósmej rano na hydraulicznym podnośniku, pukał do okien mieszkańców łódzkiej kamienicy mówiąc im "dzień dobry"). Bodzianowski prowadzi wyjątkowy jednoosobowy kabaret życia codziennego, wydający się obficie czerpać z tradycji dadaistycznej, slapstickowych komedii, kina niemego, duchampowskiej rewolty ale i z prozaicznych czynności: oglądania telewizji, przeglądania gazet, podsłuchiwaniu plotek w kolejce na poczcie. Sztuka Bodzianowskiego to tworzenie delikatnych wyłomów w codzienności, interwencji, które w intencji artysty wcale nie muszą zostać zauważone.

CHRISTOPH BÜCHEL
Szwajcarski artysta Christoph Büchel w niezwykły sposób znosi granice między publiczną przestrzenią galeryjną a indywidualną strefą prywatną, pomiędzy fikcją a rzeczywistością, lękiem a przewrotną zabawą. W genewskiej galerii Skopia zainstalował poczekalnię, w San Francisco urządził "supermarket dla bezdomnych", podczas gdy chicagowskie TBA Exhibition Space stało się mieszkaniem fikcyjnej postaci. Büchel interesuje pomysł "a house in a house"" - "domu w domu" gdzie przestrzeń wystawiennicza staje kolejną warstwą, z satysfakcją "zdzieraną" przez artystę. Büchelowi, podobnie jak Gregor Schneider czy Mike Nelson, zdarza się radykalne ingerować w architekturę galerii. Podczas pokazu w O.K Centrum w Linz artysta stworzył charakterystyczną pracę "Shelter II" - totalne przearanżowanie wnętrza instytucji. System ogromnych rur zamienił powierzchnie budynku w labirynt z wejściem znajdującym się w leżącym nieopodal snack-barze. Artysta zmusił publiczność do wspinania się po drabinach, przechodzenia przez dziury w ścianach, odnajdowania kolejnych pomieszczeń o różnorodnym przeznaczeniu (kuchnia, kino, szkolna klasa etc.). Kontakt z tą pracą Christopha Büchela wydaje się w dużej mierze charakteryzować jego uporczywe zmaganie się z twardą materią galeryjnej konwencji wystawienniczej ale i próbę stworzenia namacalnej projekcji podskórnego lęku i klaustrofobii (jeszcze lepiej widocznych w pracy pokazanej na Biennale w Tiranie - zakopanym pod ziemią samochodzie, do którego można było dostać się za pomocą włazu). To "tłamszenie" widza, który stara się dostosować do reguł nieznanej mu wcześniej radykalnej gry.
JEREMY DELLER
Jeremy Deller'a interesują zwyczajni ludzie, uwikłani w swoje namiętności i pasje, z całym ich bagażem doświadczeń, niepowodzeń i ukrytych ekstrawagancji. Pracował już z górnikami (jego zakrojony na wielką skalę performance "Bitwa pod Orgreave" był rekonstrukcją bitwy z policją do jakiej doszło za rządów Margaret Thatcher), orkiestrami dętymi (projekt "Acid Brass" - orkiestry wykonywały acid house'owe standardy) czy fanami Manic Street Preachers. Jego rozbudowane, wieloaspektowe projekty rzadko przybierają postać namacalnej pracy gotowej do zaprezentowania w galerii - pozostają po nich jedynie "ślady": płyta CD, telewizyjna rejestracja, książka etc. Przykładem takich działań są projekty "Folk Art" i "After the Gold Rush". Pierwszy z nich dotyczył marginalizowanej sztuki ludowej Wysp Brytyjskich, która według Dellera reprezentuje najmocniej ukryte siły polityczno-twórcze małych społeczności. Z kolei "After the Gold Rush" będący efektem rezydencji artysty w Kalifornii, zaowocował wydaniem specyficznego przewodnika turystycznego, dokumentującego różne, często kuriozalne, aspekty życia na amerykańskiej prowincji. Artystyczne działania Jeremy Deller'a są tyleż monumentalne i nieskrępowane co wnikliwe i drobiazgowe.
Jeremy Deller (ur. w 1966) mieszka i pracuje w Londynie. Brał udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych, tworzy także wiele projektów poza-galeryjnych (np. produkcja t-shirtów, czy serie ogłoszeń w "The Guardian" i "The Daily Telegraph")
OMER FAST
Omer Fast jest artystą skupionym na przekształcaniu historii, zarówno tych prawdziwych jak zmyślonych, których dostarcza nam kino i telewizja. W filmie "T3-AEON" posłużył się klasycznym filmem akcji: "Terminatorem" Jamesa Camerona z 1984 roku. Jego interwencja polegała na umiejętnym wpleceniu w oryginalną ścieżkę dźwiękową trzech dodatkowych dialogów, zmieniających delikatnie znaczenie filmu. Aby mistyfikacja była całkowita, film trafił do wypożyczalni wideo opakowany dokładnie tak jak oryginał. Sztuka Fasta jest w dużej mierze opowieścią o horrorze upubliczniania życia. Artysta komentuje cynicznie "Boisz się umierać w samotności, ale jeszcze bardziej przeraża cię wizja śmierci na oczach publiczności". Tysiące pojedynczych słów (czasem tylko oddechów i pauz) wyciętych z serwisów informacyjnych CNN ułożyło się w złowieszczą ale i bardzo poetycką narrację pracy "CNN Concatented". Fast posługuje się telewizyjnym alfabetem, układa z niego jednak zupełnie nowe historie. Poziom komplikacji (jak zmierzyć poziom fikcji?) rośnie jeszcze bardziej w pracy "Berlin-Hura". Opowieści babki Omera Fasta powtarzane są co do słowa przez profesjonalnego aktora, głosy mieszają się ze sobą a pustynne obrazy z Hura (Palestyna) i Berlina obrazują rozdźwięk między wspomnieniami a rzeczywistością. Fast przypomina nam, że z każdym miejscem wiąże się jakaś historia. Czasem są to setki historii i nigdy nie możemy być pewni, która z nich jest tą prawdziwą.
Omer Fast urodził się w 1972 roku w Jerozolimie, mieszka i pracuje w Berlinie i Nowym Jorku.

JEANNE FAUST
Filmy Jeanne Faust nie są do końca filmami. Mimo, że prace te wykorzystują nasze wyniesione z kina przyzwyczajenia i nawyki, kłócą się one z tradycyjnym rozumieniem filmowej narracji. Są bardziej anty-filmami, w tym samym sensie co fotograficzne sekwencje Faust (pojawiają się na nich "ograne" motywy: lustra, stacje benzynowe na odludziu, para tańcząca w deszczu) są anty-teatrem fotograficznym. Spodziewamy się rozwoju historii, tymczasem Faust gubi wątki (bądź też jedynie pozoruje ich istnienie), nie dba o kolejność obrazów, odwołuje się do filmowych schematów zakodowanych głęboko w naszej pamięci. W projekcie "My Private Satelitte" nagrywała mieszkańców przedmieść Neu-Allermöhe, stosując trik znany z "Na skróty" Altmana - gdy na ekranie pojawia się nowa postać, kamera podąża za nią: kolejno pojawiające się osoby, wydają się podawać sobie nieistniejący scenariusz jak pałeczkę w sztafecie. Atmosfera takich filmach jak "TX-Loop" (kręcony na rozgrzanej w upale drodze) czy "White Calf" (jeźdźcy poszukujący zgubionego cielęcia) wydaje się być równie absurdalna co przerażająca. Przywykliśmy (sprawiło to dziesiątki czy setki obejrzanych filmów), że niewytłumaczalne sytuacje zwiastują rychły dramat. Gdy on nie następuje czujemy się jeszcze bardziej zdezorientowani i zagubieni. Filmy Faust tylko udają opowiadanie historii. Podobnie jak jej fotografie (inscenizowane podobnie jak fotogramy Wall'a czy Crewdson'a, choć nie tak barokowe i przeładowane), które kuszą wdziękiem niby-prozaicznych sytuacji w niby-trywialnych dekoracjach.
Jeanne Faust urodziła się 1968 roku w Wiesbaden. Mieszka i pracuje w Hamburgu. Jej prace były prezentowane m. innymi podczas Manifesta 4.
MARK LECKEY
Zarówno filmy jak i niezwykłe instalacje dźwiękowe autorstwa Marka Leckey, odzwierciedlają jego głębokie zainteresowanie brytyjskim undergroundem muzycznym oraz tego co zwykło się kojarzyć z jego marginalizowanymi obrzeżami. Londyński artysta skupia się najczęściej na hedonistycznej, niedbałej, czasem brutalnej, stronie niezależnej kultury klubowej. Jego prace filmowe są hybrydą łączącą dokumentalne schematy przedstawiania subkultur młodzieżowych, kanony teledysku i fikcyjnej, manipulowanej narracji. W pracy "Fiorucci Made Me Hardcore" z 1999 roku przedstawił 25-letnią historię tanecznej kultury klubowej na Wyspach, posługując się fragmentami archiwalnych nagrań (podobnie jak muzyk elektroniczny stosuje metody samplingu i cyfrowej manipulacji).W pracy "We are (Untitled)" artysta powraca do popularności rave-parties, które na początku lat 90-ych tworzyły ułudę nowej, ekstatycznej ogólno-ludzkiej jedności. Potężne, wyglądające nieco jak meble z prowincjonalnego antykwariatu (a po trosze konstruktywistyczny obraz), instalacje dźwiękowe Leckey'ego - to skomplikowane sound-systemy złożone z głośników i adapterów - wypełniają przestrzeń dźwiękiem, który osacza widza i zmusza go do uwagi. Najwyraźniej dla tego artysty obraz to nie wszystko. To co wycofane społecznie, staje się tu za sprawą muzyki postawione ponownie w centrum uwagi.
Mark Leckey, ur. się w 1964 roku w Liverpoolu, mieszka i pracuje w Londynie. Uczestniczył m. innymi w wystawach "Century City" w Tate Modern i "Crash!" w londyńskim ICA.
MARK LEWIS
Prace Marka Lewis'a zostały zinterpretowane jako próba stworzenia "konceptualnej architektury kina". Artysta chętnie nawiązuje do historii filmu (np. jego "Algonquin Park" to swego rodzaju re-make "Łódki opuszczającej przystań" braci Lumiére), ale też konsekwentnie dekonstruuje mit kinematografii, rozkładając schemat produkcji kinowej na jej składowe elementy. Lewis używa kamery 35 mm, wspomaga się profesjonalną ekipą filmową, znajduje odpowiednią obsadę i lokację - wszystko po to by nakręcić "fragment" filmu, który tak naprawdę nie istnieje. Niegdyś kręcił same sekwencje tytułowe bądź trailery, teraz zaś tworzy ok. 4 minutowe (jedna rolka filmu), prawie statyczne, kręcone z jednego ujęcia, dokumenty miejsc. Śledzi kamerą opustoszałe budynki na obrzeżach londyńskiego The City, jeziora osnute poranną mgłą lub bezludne obrzeża Hollywood (nieuczęszczane boczne drogi, rzędy turbin powietrznych, pustynne wydmy etc.). Jeśli oko kamery napotyka ludzi, wiąże się to z reguły z jakąś przewrotną zagadką. W poetyckim obrazie "Centrale" kręconym z wnętrza kawiarni na Soho, odbicie w szybie tworzy iluzyjną projekcję konwersacji dwóch osób. Inna przewrotna praca Marka Lewis'a "Jay's Garden" została nakręcona w pustynnej oazie - ogrodzie autorstwa Jay Griffiths. Widać tam grupę osób wylegujących się w słońcu i toczących leniwe dysputy. Są oni aktorami filmów dla dorosłych - leżące nieopodal Chatsworth jest centrum amerykańskiego przemysłu pornograficznego. Kobiety i mężczyźni wyglądają dostojnie i poważnie, wydają się odgrywać jakąś romantyczną scenę teatralną. Lewis wydaje się realizować filmową utopię, która wiedzie go poprzez umierające miasta i krajobrazy pseudo-Edenu.
ENRIQUE METINIDES
Enrique Metinides przepracował prawie 50 lat jako fotoreporter w popularnym meksykańskim dzienniku "La Prensa". Robiąc swoje zdjęcia, nawet nie uzurpował sobie prawa do rozpatrywania ich w kategoriach sztuki. W sposób niemal niezauważony tworzyło się archiwum frapujących fotograficznych obrazów, dokumentujących codzienne wypadki, katastrofy i kataklizmy. Zdjęcia Metinidesa układają się w brutalną, lecz kuszącą wizualnie (prawie filmową) "kronikę śmierci". Bardzo często meksykański fotograf docierał na miejsce wypadku jako pierwszy - miał czas na odpowiednie, niestandardowe zarejestrowanie zdarzenia. Martwe ciała ułożone w klasycznych pozach, zastygłe grymasy, gra świateł, kontrasty barwne - te wszystkie szczegóły dodają zdjęciom powabu, którego z trudem doszukiwalibyśmy się w zwykłej fotografii prasowej. Trudno uwierzyć, że wiele tych zdjęć nie stanowi dekoracji teatralnej, czy też nie została sfabrykowana w studiu telewizyjnym. Wysmakowane kolorystycznie, świetnie skadrowane i skomponowane, wydają się opowiadać całe historie oderwane od prasowej, krótkotrwałej rzeczywistości. Zdjęcia (nieżyjącego już) Metinidesa stawały się sztuką powoli, stopniowo odzierane z reporterskiej aktualności i uwalniane od indywidualnych dramatów. Są w większym stopniu dekoracjami uniwersalnych nieszczęść aniżeli tymczasową rejestracją.
ROSALIND NASHASHIBI
Pochodząca z Palestyny Rosalind Nashashibi tworzy delikatne i nie inwazyjne filmy - w żaden sposób nie wpływają ani nie komentują rejestrowanej sytuacji, pozostając subtelnym zapisem codziennych zdarzeń. Takie prace jak ""Midwest" i "Midwest Field" unaoczniają fakt, że życie ludzkie pod każdą szerokością geograficzną składa się głównie z prozaicznych, repetatywnych czynności. Nawet gdy otacza je koszmar wojny i ubóstwa. Zwykły dzień w palestyńskiej osadzie - poczekalnia u fryzjera, dzieci grające w piłkę, palący się stos śmieci na ulicy. Prowincjonalne życie w Nebrasce: leniwe konwersacje, przejeżdżające samochody, puszczanie modeli samolotów. Filmy Nashashibi pokazują ułudę egzotyki - świat jest homogeniczny, pod każdą szerokością geograficzną to co kuriozalne i niezwykłe miesza się z trywialnym i opatrzonym. Na filmie "The States of Things" starsi ludzie przeszukują ofertę sklepu z używaną odzieżą w Glasgow. Czynności tej akompaniuje miłosna pieśń egipskiego śpiewaka Ouma Kolsouma. Zamiast spodziewanego dysonansu, otrzymujemy zaskakującą harmonię dźwięku, obrazu i tęsknot, które one wywołują. Kręcone 16 mm-ową kamerą filmy Nashashibi ukazują chaotyczny świat złożony z niezliczonych, nieprzystających do siebie obrazów jako źródło piękna. Jak mówi sama artystka rejestrują one to co ludzie zwykli nazywać "prawdziwym życiem".
Rosalind Nashashibi ur. 1973, mieszka w Glasgow. Jej filmy prezentowane były m. innymi w Wielkiej Brytanii, Włoszech, USA i Palestynie. Otrzymała nagrodę Beck's Future, jest jedną z reprezentantek Szkocji na tegorocznym .
ANNA NIESTEROWICZ
Anna Niesterowicz ukończyła pracownię rzeźby prof. Grzegorza Kowalskiego. Samo to stwierdzenie jeszcze kilka lat temu wystarczyłoby do wstępnego zaklasyfikowania jej twórczości jako badania relacji pomiędzy ciałem, jego ograniczeniami i władzą. Prace tej artystki są jednak niezwykle różnorodne i celują w obszerne spektrum wątków i tematów. W pracy "Do krwi ostatniej" (przygotowanej do wystawy "Sexxx") odwołała się do swego osobistego, intymnego życia - skierowała kamerę na siebie i swego partnera seksualnego. Inną osobistą pracą był film "Gierek", powstał on na bazie sekwencji wygrzebanej z archiwum telewizyjnego. Przedstawia on małą Annę Niesterowicz i Edwarda Gierka, który odwiedził jej przedszkole i witał się kolejno z dziećmi. Dokument stał się słodko-gorzką ewaluacją wspomnień artystki. Pełna odniesień do społeczno-obyczajowych kanonów zachowań charakteryzujących lata 80-te (na które przypadało dzieciństwo Niesterowicz) jest też praca "Weźmie mnie Pan?". Film nawiązuje do kryminalnego serialu "07 zgłoś się". Artystka wypreparowała z epizodów serialu sceny ukazujące bohatera serialu porucznika Borewicza, jako gwałtownego miłośnika szybkich samochodów i kobiecierza. Artystka zajmowała się też badaniem instytucjonalnego charakteru dystrybucji sztuki ("Nieprawdziwy zamek" ukazujący biurokratyczne kulisy działania CSW w Warszawie) czy rozszyfrowywaniem nowych kodów językowych ("HH" ukazujący "alfabet" kultury hip-hopowej). Te różnorodne tematycznie prace łączy ze sobą wyjątkowa zdolność Anny Niesterowicz do "samplowania" rzeczywistości i poddawania jej szczegółowym, analitycznym oględzinom.
Anna Niesterowicz ur. się w 1974 roku. Brała udział m. innymi w Biennale Sztuki w Tiranie i ekspozycji "Władza ludu" w Galerii Arsenał.

PAULINA OŁOWSKA
Wspólną cechą różnorodnych realizacji Pauliny Ołowskiej jest romantyczna wizja sztuki jako nośnika pozytywnych utopii, odzwierciedlanych ludzkie dążenie ku szczęściu. W obszarze zainteresowań artystki znalazły się: filozofie wschodnie i historia architektury (projekt "Bauhaus Yoga", 2001), język ("Cu Vi Parolas Esperanton" - 400 bilboardów w miastach całej Polski), granice przestrzeni prywatnej (udział w "Marzeniach Prowincjonalnej Dziewczyny") i publicznej (artystyczny bar "Nova Popularna" prowadzony wspólnie z Lucy McKenzie) Sztuka Ołowskiej jest optymistyczna, niesłychanie witalna, pełna odniesień do barwnych lat 60 i 70-ych. Artystka deklaruje się jako malarka, zdecydowanie jednak wykracza poza ramy malarskiej dyscypliny. Jej twórczość, wciąż ewoluującą, trudno jest okiełznać galeryjnymi standardami. Ołowska pozostaje przy tym cierpliwą obserwatorką i badaczką starszych, często niemodnych już estetyk (np. projekt "Romansując z awangardą" na który składały się zapomniane obrazy z archiwum PGS w Sopocie). W unifikacji sztuki i życia codziennego, Ołowska wydaje się upatrywać szansy na radosną, estetyczną rewolucję.
Paulina Ołowska ur. się w 1976 roku w Gdańsku. Ma za sobą edukację na Asp w Gdańsku, Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Hadze i Art. Institute of Chicago. Brała udział w licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych.
MATHILDE ROSIER
Mathilda Rosier zawsze nazywa swoje prace filmami - mimo, że używa kamery wideo, czuje, że są one dalekie od kanonów współczesnego video-art. "Moje prace należą do kina, bowiem jego głównym zadaniem jest sprawić aby widzowie uwierzyli w to co oglądają" - tłumaczy. Naturalną konsekwencją podejścia Rosier do swoich prac jest wyjście z nimi do kin i sal koncertowych. Żywy akompaniament do niemych filmów ma kusić publiczność nie nawykłą do obserwowania świata z tak intymnej bliskości, jaką cechuje percepcja świata przez zwierzęta. Filmy Rosier z góry skazaną na porażkę próbą ukazania "utraconych rajów" - harmonijnego świata wypełnionego wodą, chmurami, wiatrem, cieniem i stadami ptaków. Podobnie wygląda kwestia jej rysunków - są baśniowe, sentymentalne, ponure - rozwijają się w nierealne cykle zdarzeń. Artystka tłumaczy zwięźle: "moje prace mówią o rozłamie między człowiekiem a naturą". Takie filmy jak ""Lullaby for a Dead Man" czy "La massacre des animaux" mają wydźwięk tyleż religijnej kontemplacji co, prozaicznie, ekologicznego manifestu. Rosier konstruuje papierowe ogrody, filmuje leniwie opadające płatki śniegu, opowiada historię ślimaka zamienionego w człowieka. Wcześniej zajmowała się filmowaniem i rysowaniem insektów, interesowała ją też medycyna (w szczególności chirurgia) - fascynują ją mikroświaty, ukryte w trawie, na skórze czy w płynach ustrojowych. Mimo braku narracji, widz ma "utonąć" w naturalnym pulsie filmów Rosier.
Mathilda Rosier ur. się w1972 roku, tworzy filmu, instalacje, rysunki, komponuje muzykę. Brała udział w kilku wystawach indywidualnych i zbiorowych (m. innymi w projekcie "The Best Book about Pessimism I Ever">
WILHELM SASNAL
Malarstwo Wilhelma Sasnala przestało być oczywiste. Po kilku latach obecności na scenie artystycznej (trafił on do masowej świadomości m. innymi za sprawą komiksu "Życie codzienne w Polsce" i cotygodniowych rysunków w "Przekroju"), zwrócił się ku historii malarskiej dyscypliny, implikując znaczenia i niuanse bliższe tradycjom sztuki konceptualnej. Sasnal produkuje dużo, ciągle szuka tematów, jego prace są różnorodne stylistycznie, wieloaspektowe: malował/ przemalowywał kobiety palące papierosy, kadry z komiksu "Maus" Spiegelmana, czarnych sportowców, amerykańskich myśliwych i ich trofea, portrety muzyków pochodzenia żydowskiego, bohaterów dziecięcych bajek Brombę i czeskiego Krecika etc. Podejmuje nawet próby zmierzenia się z malarstwem abstrakcyjnym, czego nie spodziewałby się chyba nikt kto śledził jego dokonania z czasów beztrosko-realistycznej grupy Ładnie. Minęły już czasy kiedy obrazy mieszkającego w Tarnowie artysty hołdowały trywialnej codzienności. Stają się konceptualnie wyszukane, obciążone pozamalarską rzeczywistością i jak na nasze realia "egzotyczne". W chwili obecnej Wilhelm Sasnal jest paradoksalnie jednym z najbardziej popularnych malarzy w Polsce a jednocześnie jednym z najmniej znanych. Joanna Mytkowska pisała: "Wilhelm jest ciągle zainteresowany bardziej tym, co jeszcze można namalować, jak zachować umiejętność szybkiego reagowania i wierność swojej wizji świata. Powracający w ciągu ostatniego roku autotematyczny wątek, to nie tylko zjadanie własnego, malarskiego ogona, ale przede wszystkim próba mierzenia się ze swoją świeżo uzyskaną pozycją uznanego malarza".
Wilhelm Sasnal (ur. w 1972 roku, mieszka w Tarnowie), współtworzył krakowską grupę Ładnie. Uczestniczył w wielu znaczących międzynarodowych pokazach nowego malarstwa m. innymi "Painting on the Move" i "Urgent Painting".

PIOTR UKLAŃSKI
Piotr Uklański zręcznie, aczkolwiek z pewną nonszalancją i zamiłowaniem do blichtru, kiczowatych otoczek i błyskotliwych ozdobników, odwołuje się do cywilizacyjnych lęków naszych czasów - totalitaryzmu, przemocy, anomii. Cała prawda o jego sztuce kryje się w interpretacji odbiorcy (mentalnych projekcjach opartych o pamięć indywidualną i zbiorową), tymczasem same prace wydają się być zatrważająco niewinne. Sztuka Uklańskiego bywa także przewrotnym komentarzem wobec filmu oraz naszego postrzegania rzeczywistości/ rozpoznawania fikcji poprzez pryzmat kina. Takie prace jak "The Nazis"(seria zdjęć pokazujących aktorów przebranych za nazistów) czy "The Full Burn" (performance z podpalającym się w galerii kaskaderem) wykorzystują powszechne zamiłowanie do gwałtownych doznań i informacyjne pułapki w jakie wpadamy bombardowani nieskończoną ilością obrazów. Przerażenie staje się czystą (a więc bywa, że i nudną bo oczywistą) zabawą a horror wpisuje się w galeryjną konwencję. Prace Uklańskiego są tak różnorodne, że trudno jest postronnemu odbiorcy skojarzyć je z jednym artystą - mogą to być ingerencje w architekturę galerii (np. "Dance Floor" z 1998 r. - podświetlany, klubowy parkiet), cykle zdjęć (np. "The Joy of Photography" - wykorzystujący wyświechtane, ckliwe i banalne motywy fotograficzne) czy nawet pełnometrażowy film (produkowany obecnie "pierwszy polski spaghetti western" zatytułowany "Summerlove"). Funkcjonują one w zawieszeniu pomiędzy kulturą niską i wysoką, pomiędzy dziełem sztuki a obiektem powszechnego użytku, pomiędzy żartem i zapisem tragedii.
Piotr Uklański urodził się w 1968 r. w Warszawie, mieszka i pracuje w Nowym Jorku.

ARTUR ŻMIJEWSKI
Każde spotkanie z pracami Artura Żmijewskiego okupione jest w dużej mierze udręką widza, który targany współczuciem i zażenowaniem nieudolnie próbuje "rozbroić" swą niezręczną relację z dziełem. Ex-rzeźbiarz staje się filmowcem, który prowokuje nieprawdopodobne sytuacje i pozwala im rozwijać się w bolesnym kontinuum prób, porażek i niespełnień. To sytuacja w której słabi - bohaterzy filmów Żmijewskiego, dręczą mocnych swoją słabością. Artysta schyla się nad ich zdyscyplinowaną niemożnością i wtłacza w ramy eksperymentalnego gwałtu na ograniczeniach. Żmijewski aranżuje w swych pracach sytuacje, które drażnią publiczność, testują jej wytrzymałość i poziom tolerancji wobec "innego". Na filmie "KR WP" żołnierze Kompanii Reprezentacyjnej uzbrojeni w atrapy karabinów Kałasznikowa ćwiczą musztrę, ubrani wyłącznie w rogatywki i buty ("to czuły film o mężczyznach" tłumaczył Żmijewski), "Berek" z 1999 roku pokazuje grupę nagich mężczyzn i kobiet, bawiących się w byłej komorze gazowej, w produkcji "Na spacer" całkowicie sparaliżowani ludzie, są noszeni przez silnych, zdrowych mężczyzn. Scenariusz jego ostatniego filmowo-muzycznego projektu "Lekcja śpiewu" brzmi niezwykle: oto skonfrontowano niesłyszących ludzi z zespołem profesjonalnych muzyków z Wyższej Szkoły Muzycznej w Lipsku. Wspólnie rozpoczęto prace nad wykonaniem kantat J.S. Bacha w lipskiej katedrze św. Tomasza. Proces ten został pokazany bez epatowania sentymentalizmem i zakłócającym jego zrozumienie współczuciem - jest to surowy zapis pewnego "przeistoczenia" przebiegającego na granicy dokumentu i akcji społecznej.
|
|