Plastka - temat miesiąca

UKRYTE W SŁOŃCU / HIDDEN IN A DAYLIGHT




"Ukryte w słońcu/ Hidden in a Daylight" to międzynarodowa wystawa przygotowana przez Fundację Galerii Foksal - będzie ona towarzyszyć tegorocznej edycji festiwalu filmowego Nowe Horyzonty w Cieszynie (17-27 lipiec). Wystawa ta gromadzi 16 twórców, w różnej mierze odwołujących się w swojej twórczości do mechanizmów rządzących kinem. Każdy z nich w specyficzny dla siebie sposób, pokazuje jak dalece dajemy zwodzić się kinowej fikcji, jak bezkrytyczni jesteśmy wobec cudzych wizji i z jaką łatwością adoptujemy do nich nasz ogląd świata. Przyzwyczajeni do filmowych projekcji w galeriach, nie zdajemy sobie często sprawy z wywrotowego charakteru, jaki mogą one mieć wobec tradycji kinematografii (z której nota bene wydają się obficie czerpać). Artyści wytykają nam łatwowierność i odejście od prawdziwego życia na rzecz fabrykowanej rzeczywistości. Przyswajamy cudze wspomnienia, wzruszamy się dramatem nieistniejących bohaterów, posługujemy się fikcyjnymi dialogami - zużytymi i wyświechtanymi, odartymi z emocji i sensu. Tracimy nasze życie z oczu, przed nami migoczą obrazy - uniwersalne formuły i rozwiązania. Jak dalece pamięć indywidualna wypierana jest przez gotowe obrazy filmowe, unaoczniają nam prace uczestniczki wystawy - niemieckiej artystki Jeanne Faust. Przyjeżdżając do nowego miejsca szukamy odniesień do filmowych "gotowców". Prace Faust wykorzystują wyniesione z kina przyzwyczajenia i nawyki, kłócąc się jednocześnie z tradycyjnym rozumieniem filmowej narracji. Są bardziej anty-filmami: spodziewamy się rozwoju historii, tymczasem Faust gubi wątki (bądź też jedynie pozoruje ich istnienie), nie dba o kolejność obrazów, odwołuje się do filmowych schematów zakodowanych głęboko w naszej pamięci. W filmach i fotografiach Faust pojawiają się "ograne" motywy: lustra, stacje benzynowe na odludziu, para tańcząca w deszczu. Przywykliśmy (sprawiło to dziesiątki czy setki obejrzanych filmów), że niewytłumaczalne sytuacje zwiastują rychły dramat. Gdy on nie następuje czujemy się jeszcze bardziej zdezorientowani i zagubieni. Poza tym nasz świat wydaje się nie wystarczać - intensywniej, głośniej, barwniej widzimy go przez pryzmat kina. Ludzie są piękniejsi, kolory intensywniejsze, samochody szybsze, sytuacje ciekawsze, problemy łatwiejsze do rozwiązania (wszak filmie wszystko jest możliwe, można być mistrzem koszykówki będąc karłem czy idiotą, który staje się symbolem prawego obywatela). Nasze życie wydaje się czasem pozbawione tej intensywności, wyprane z kolorów. Dlatego tak bardzo zaskoczeni możemy być oglądając fotografie Enrique Metinides'a, który przepracował prawie 50 lat jako fotoreporter w popularnym meksykańskim dzienniku "La Prensa". To co wydaje się kadrami z filmu, bądź prezentacją teatralnej scenografii to dokumentacja codziennych wypadków, katastrof i kataklizmów. Meksykański fotograf docierał często na miejsce wypadku jako pierwszy - miał czas na odpowiednie, niestandardowe zarejestrowanie zdarzenia. Martwe ciała ułożone w klasycznych pozach, zastygłe grymasy, gra świateł, kontrasty barwne tworzą filmy, dekadencki nastrój, wyjęty żywcem z tradycji czarnego kryminału.

Fikcja walczy o miejsce w naszych głowach ze wspomnieniami i zdrowym rozsądkiem. Bywa, że tworzymy sobie fikcyjny labirynt wyborów - scenariusz życia, w większej mierze oparty na cudzej wyobraźni anektowanej poprzez kino i telewizję niż na rzeczowej analizie sytuacji. Trudno walczyć z obrazami, które coraz sprawniej udają rzeczywistość. Zmyśleniem przeciwko zmyśleniu broni się inny uczestnik wystawy "Ukryte w słońcu" - urodzony w Jerozolimie artysta Omer Fast. Unaocznia nam jak łatwo możemy zostać uwikłani w sentymentalną grę, podbudowaną historią i prywatnymi opowieściami. Nigdy nie możemy być pewni prawdy (jak można dziś zmierzyć poziom fikcji?). W pracy "Berlin-Hura" opowieści babki Omera Fasta powtarzane są co do słowa przez profesjonalnego aktora, głosy mieszają się ze sobą, a pustynne obrazy z Hura w Palestynie i Berlina obrazują rozdźwięk między wspomnieniami a rzeczywistością. W filmie "T3-AEON" Fast posłużył się klasycznym filmem akcji: "Terminatorem" Jamesa Camerona z 1984 roku. Jego interwencja polegała na umiejętnym wpleceniu w oryginalną ścieżkę dźwiękową trzech dodatkowych dialogów, zmieniających delikatnie znaczenie filmu. Aby mistyfikacja była całkowita, film trafił do wypożyczalni wideo opakowany dokładnie tak jak oryginał. Fascynacje Omera Fasta mitologizującą siłą kina są widoczne najsilniej w jego ostatniej pracy związanej z filmem "Lista Schindlera". Czy prawdziwa historia opowiedziana przez kogoś innego staje się w jakiś sposób podejrzana? Czy wolno jest nam jest zmieniać cudze historie, po to by je uwiarygodnić? Czym jest film "oparty na faktach" - mnożeniem faktów czy przekłamaniem?

Nie wszyscy uczestnicy wystawy "Ukryte w słońcu" posługują się wyciemnioną salą projekcyjną - co narzuca bardzo bezpośrednią konfrontację pomiędzy kinowym kanonem a godzącym w jego zasady artystycznym sabotażem. Kino "zewnętrzne", które trudno jest odróżnić od prawdziwego, codziennego życia tworzą Cezary Bodzianowski i Paweł Althamer. Często nie wiadomo dokładnie gdzie kończy się a gdzie zaczyna ich ingerencja w rzeczywistość - obaj wydają się reżyserować ją w ten sposób by wydobyć całe piękno trywialnej powszedniości. "Filmy" Althamera bywają niemal niewidzialne. Angażuje "aktorów" - swoich przyjaciół, rodzinę, przypadkowych przechodniów. Każe im odgrywać najzwyklejsze w świecie role - przechadzać się, wyprowadzać psa na spacer, jeździć na deskorolce, czekać na coś w kawiarni. Czasem jeszcze bardziej komplikuje relacje między zmyślnym a zastanym, zatrudniając do wykonywania tych trywialnych czynności profesjonalnych aktorów. Nic nie jest pewne - obserwatorzy również odgrywają własne role. Podczas gdy kino stara się skusić widza oszałamiającymi efektami specjalnymi, Althamer w sposób równie widowiskowy zmaga się z rutyną i powszedniością. Podobnie sprawy mają się ze "zdarzeniami" Bodzianowskiego, można zetknąć się z nimi w sytuacjach najmniej oczekiwanych: w kinie, pasażu handlowym, przed muzeum geologicznym, na plaży, w windzie, czy nawet własnym mieszkaniu (gdy wprowadził się na kilka godzin do mieszkania nad galerią Manhattan czy stojąc o ósmej rano na hydraulicznym podnośniku, pukał do okien mieszkańców łódzkiej kamienicy mówiąc im "dzień dobry"). O wiele radykalniejszym "reżyserem rzeczywistości" jest warszawski ex-rzeźbiarz Artur Żmijewski. Jego prace nie są ani zaaranżowaną i zagraną przez profesjonalnych aktorów fabułą ani surowym dokumentem. Artysta wymyśla wstęp niecodziennej sytuacji i czeka z kamerą na to jak pokieruje nią życie. Żmijewski prowokuje niezwykłe zdarzenia usytuowane gdzieś pomiędzy reportażem, eksperymentem psychologicznym, akcją społeczną, nowelą. W ostatniej pracy "Lekcja śpiewu" skonfrontował profesjonalnych muzyków i chór głuchoniemych dzieci, po to by wykonali oni wspólnie kilka kantat Jana Sebastiana Bacha. Oglądając poruszające, ale niesłychanie przewrotne filmy Żmijewskiego, tak bardzo różniące się od sentymentalnych dokumentów o ograniczeniach, łatwo dostrzec, że kino i telewizja są obok postępu w naukach ścisłych, jednym z współwinnych "wyjałowienia" bodźców jakie spotykają nas w codziennym życiu. Nie widzimy chorób - widzimy zestaw cyfr (dawki lekarstw, wyniki badań), nie współczujemy ofiarom wojen (na ekranach widzimy je codziennie, są częścią "naturalnego" stanu rzeczy), nie cieszy nas tak bardzo wyjazd do egzotycznego kraju, bo na obejrzanych filmach wyglądał on o wiele bardziej imponująco etc. W pewnym sensie tracimy wzrok, węch i słuch. Symptomatyczne wydają się być słowa Żmijewskiego dotyczące roli artysty w globalnym społeczeństwie. Mówił on: "Czasem nawet drobne działanie artysty powoduje eksplozję wieloznaczności, niekoherencji i sprzeczności w świat jakoby zrozumiały. Sztuka nadaje rzeczom perspektywę egzystencjalną, wyposaża w uczucia. I tak np. chorobę opisaną medycznym cynizmem i lekarską jowialnością obdarza na powrót przerażeniem i ostatecznością. Podłącza człowieka do śmierci i skończoności."

Podczas gdy niektórzy artyści wydają się szydzić ze sztywnych filmowych schematów, prace innego uczestnika wystawy Marka Lewis'a mogą zostać zinterpretowane jako próba stworzenia "konceptualnej architektury kina". Artysta chętnie nawiązuje do historii filmu (np. jego "Algonquin Park" to swego rodzaju re-make "Łódki opuszczającej przystań" braci Lumiére), ale też konsekwentnie dekonstruuje mit magicznej sali kinowej - wehikułu do przenoszenia w czasie i przestrzeni. Lewis rozkłada schemat produkcji kinowej na poszczególne elementy: używa kamery 35 mm, wspomaga się profesjonalną ekipą filmową, znajduje odpowiednią obsadę i lokację - wszystko po to by nakręcić "fragment" filmu, który tak naprawdę nie istnieje. W pracy "Jay's Garden" nakręconej w pustynnej oazie przypomina także o istnieniu gałęzi przemysłu filmowego, o której nie wspomina się zbyt czesto. Lewis rejestrował aktorów filmów dla dorosłych nieopodal Chatsworth - centrum amerykańskiego przemysłu pornograficznego. Kobiety i mężczyźni wyglądają dostojnie i poważnie, wydają się odgrywać jakąś romantyczną scenę teatralną. Lewis wydaje się realizować filmową utopię, która wiedzie go poprzez umierające miasta i krajobrazy pseudo-Edenu.

O horrorze, z jakim wiąże się poleganie na cudzej wyobraźni opowiada szwajcarski artysta Christoph Büchel - w niezwykły sposób znosi on granice między publiczną przestrzenią galeryjną a indywidualną strefą prywatną, pomiędzy fikcją a rzeczywistością, lękiem a przewrotną zabawą. Jego radykalne ingerencje w architekturę galerii, mogłyby stanowić scenografię filmu-pułapki (jak np. osławionej brutalnej utopi science fiction "Cube"). Na wystawie w O.K Centrum w Linz, Büchel zamienił za pomocą systemu ogromnych rur powierzchnie budynku w niepokojący labirynt, z wejściem znajdującym się w leżącym nieopodal snack-barze. Artysta zmusił publiczność do wspinania się po drabinach, przechodzenia przez dziury w ścianach, odnajdowania kolejnych pomieszczeń o różnorodnym przeznaczeniu (kuchnia, kino, szkolna klasa etc.).To "tłamszenie" widza, który stara się dostosować do reguł nieznanej mu wcześniej radykalnej gry, znane nam przecież z kinowych ekranów. Lubimy być oszukiwani, straszeni - prace takich artystów jak Büchel podkreślają ludzkie upodobanie do bycia zwodzonym. Nie zawsze jednak filmowa rzeczywistość powoduje zakłócenia w odbieraniu codzienności. Często staje się przecież źródłem czystej rozrywki, humoru, absurdu, czy też idealnym przedmiotem społecznej analizy.

Wystawa "Ukryte w słoncu" to przede wszystkim opowieść o pułapkach kina, o jego hipnotycznym oddziaływaniu, trikach, manipulacjach, o kształtowaniu naszych oczekiwań przez fikcyjne światy i konsekwentnym unikaniu odpowiedzialności za ciągłe pomnażanie fikcji. Czy potrafimy nie ulec pokusie, czy też jak w pewnym, dziecięcym komiksie ryzykujmy nieświadome "wejście" przez ekran do innego równoległego świata, z którego na próżno szukać będziemy ucieczki? Granica miedzy rzeczywistością i zmyśleniem konsekwentnie się rozmywa - trudno czasem dociec gdzie kończy się dokument a zaczyna film fabularny, gdzie mamy do czynienia z reporterską relacją a gdzie mistyfikacją, kiedy wchodzimy do kina, a kiedy to kinowe schematy zaczynają znajdować zastosowanie w naszym życiu. Wystawa "Ukryte w słońcu", umieszczona w przygranicznym mieście, w środku lata, podczas filmowego festiwalu i dla specyficznej publiczności, jest dekonstruowaniem mitu kina, oddawaniem hołdu scenariuszom prawdziwego życia, jest także, jak napisali kuratorzy wystawy, "szansą na przejście z płaskiego ekranu w życie wielowymiarowe."

Sebastian Cichocki





Wystawa sztuki współczesnej: "Ukryte w słońcu / Hidden in a Daylight"
Wystawa przygotowana przez Fundację Galerii Foksal i realizowana we współpracy z 3. Festiwalem Filmowym "Nowe Horyzonty" w Cieszynie, Cieszyn, Hotel "Pod brunatnym jeleniem", 17 - 27 lipca 2003.
Dzięki wsparciu relations - projektu zainicjowanego przez Federalną Fundację Kultury Republiki Federalnej Niemiec.

Artyści biorący udział w wystawie:
Paweł Althamer
Cezary Bodzianowski
Christoph Büchel
Jeremy Deller
Jeanne Faust
Omer Fast
Mark Leckey
Mark Lewis
Enrique Metinides
Rosalind Nashishibi
Anna Niesterowicz
Paulina Ołowska
Mathilde Rosier
Wilhelm Sasnal
Monika Sosnowska
Piotr Uklański
Artur Żmijewski