Teatr - relacje

Małgorzata Stolarczyk, Anna Szczęch

WĘGRZY GÓRĄ!

Festiwal KONTAKT w Toruniu, jeden z najważniejszych międzynarodowych festiwali teatralnych w kraju, zaczął się w tym roku dość niefortunnie. Na wydarzenia dwóch pierwszych dni najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Żenujący, tunezyjski "Junun", pokazujący sesję psychoterapeutyczną zdegenerowanego młodziana, oparty na przydługich monologach pacjenta i niescenicznej narracji, nie był wydarzeniem, którego spodziewaliśmy się po egzotycznym teatrze. Zupełnym zaskoczeniem okazało się również umieszczenie w programie festiwalu spektaklu teatru wędrownego z Niemiec - Ton und Kirschen, który w sposób oczywisty odbiegał od poziomu pozostałych propozycji. Z przywiezionych przez nich "Bachantek" Eurypidesa wiało amatorszczyzną. Ani scenografia, ani aktorstwo (np.: brak synchronii ruchów w "tańcach szaleństwa"), ani nagłośnienie nie pozbawione były kardynalnych wpadek. Wydarzenie to stanowiło jednak ewenement - ze względu na liczbę publiczności. Grane w plenerze (Fosa Zamkowa) zgromadziło pół Torunia, w przeciwieństwie do pozostałych, zamkniętych przedstawień. Upatrywać w tym można jednak jedynie ciekawostki socjologicznej, w żadnym razie artystycznej. "Bachantki" nie powinny znaleźć się wśród spektakli konkursowych. Kolejne propozycje dwóch pierwszych dni festiwalu reprezentowały nieco wyższy poziom, co od razu zaowocowało zaciętymi dyskusjami- goście festiwalu podzielili się na obozy "za" i "przeciw".

Do tradycji Festiwalu KONTAKT należy prezentacja spektaklu z toruńskiego Teatru im. Wilama Horzycy. W tym roku pokazano "Prezydentki" w reż. Krzysztofa Raua. Przedstawienie, choć bez żadnej wymyślnej inscenizacji , oparte głównie na wyeksponowaniu humoru z tekstu Schwaba (fantastyczna Maria Kierzkowska w roli Maryjki), było odprężeniem po niezwykle egzaltowanych propozycjach Tunezyjczyków i Niemców. Lekkim, lecz nieco przydługim okazał się również spektakl doskonałego rosyjskiego reżysera Kamy Ginkasa - "Dama z pieskiem". Scenografia i aktorstwo oparte zostały na konwencji cyrkowej clownady. Dość pobieżnie potraktowano problematykę opowiadania Czechowa; przedstawienie zachwycało przede wszystkim aktorstwem i inscenizacją.

Wielu obrońców zyskał również węgierski "Top Dogs" z Teatru Józsefa Katony (zeszłoroczne Grand Prix dla tego teatru). Dywagacje na temat konsekwencji zwolnień ludzi zajmujących kierownicze stanowiska w wielkich firmach zupełnie mnie jednak w teatrze nie interesują. Pierwsza propozycja węgierskiego zespołu nie zapowiadała jeszcze tego, że Węgrzy będą gwiazdą festiwalu. Stało się tak w istocie za sprawą "Kaleki z Inishmaan" z Teatru Radnoti z Budapesztu i spektaklu "Geza-dzieciak" z Teatru Csokonai z Debreczyna. Cechą dominującą przedstawień okazało się zupełnie inne niż u nas podejście do tekstu - nie jest on nadrzędny, stanowi jeden ze równorzędnych składników dzieła teatralnego. Widać to doskonale na przykładzie dwóch wymienionych spektakli. W obydwu przypadkach za kanwę posłużył tekst drugorzędny, przeciętny, realistyczny: "Kaleka z Inishmaan" Martina McDonagha i "Geza-dzieciak" Janosa Haya (napisany na zamówienie teatru, o zadziwiająco podobnej fabule, pokazującej małomiasteczkową obyczajowość i zanurzonych w niej "wyrzuconych ze społeczeństwa"- kalekę Billy-ego i autystycznego chłopca- Gezę). Nie fabuła zresztą decyduje o wartości tych spektakli, wydaje się nawet, że akcja jest tu mało istotna. Najbardziej znacząca okazuje się atmosfera wypływająca ze wszystkich elementów: genialnej scenografii, silnej charakteryzacji (szczególnie w "Kalece", np. ciotki Billego stylizowane na "rosyjskie babuszki", a jak się okazało grane przez dwudziestoletnie aktorki), muzyki... Układał się z tego niezwykły obraz człowieka, bliski dziełom czeskich prozaików, jak np. Hrabal. Obraz człowieka z całą jaskrawością jego wad, a mimo to stworzony z niezwykłą czułością i pobłażliwością.

Żelaznym hitem poprzednich edycji KONTAKTU był teatr litewski. W tym roku stało się inaczej. "Czekając na Godota" Rimasa Tuminasa z Teatru Małego z Wilna okazał się totalną klęską. Nawet sam reżyser przyznał podczas dyskusji, że spektakl "nie wyszedł", twórca przeprosił widzów za dwie i pół godziny cierpienia. Dużo ciekawszą propozycją z Litwy był "Mały" z Teatru Oskara Koršunovasa, najlepszego niezależnego teatru w Wilnie, spektakl oparty na listach ojca przebywającego na Syberii do córki - Sylwii, która została na Litwie. Wiele aluzji, dialogi nasycone metaforą, powściągliwość wizualna. Ta stylistyka harmonizowała z przejaskrawioną grą aktorską, grą między zabawą a ironią, co uwypuklało nonsens świata.

Przebojem ( jak sugerowały "szepty publiczności) miało być przywiezione ze sławnego Schaubühne "Łaknąć" Sary Kane w reżyserii Thomasa Ostermeiera. Niestety, spektakl przypominał bardziej szkolną recytację niż teatr. Czterej aktorzy stojący na czterech pięciometrowych graniastosłupach wygłaszali swe patetyczne, egzaltowane wynurzenia wewnętrzne w formie monologów do estradowych mikrofonów. W związku z tym dziwacznym zabiegiem scenograficznym tekst Sary Kane nie zabrzmiał dobrze. Brakowało jakiejkolwiek interakcji między aktorami (i postaciami). Jak się Państwo domyślają, sceniczna recytacja była męcząca i nużąca, na szczęście trwała tylko 50 minut! Na tym tle ciekawie prezentowały się polskie propozycje: znana i doceniona, obecna prawie na wszystkich festiwalach "Matka Joanna od Aniołów" w reżyserii Marka Fiedora z Teatru im. J. Kochanowskiego w Opolu i "Mewa" w reż. Grzegorza Wiśniewskiego z Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Na ich podstawie łatwo wnioskować o specyfice polskiego teatru: wykorzystanie literatury, stanowiącej fundamentalny element spektaklu. Nie dyskredytuje to jednak polskiego teatru, czyni go po prostu innym, perfekcyjnym w swoim założeniu.

Podsumowując, tegoroczny KONTAKT był jedną z najciekawszych edycji od lat. Dyskusje prowadzono przede wszystkim na temat węgierskich propozycji, co zyskało potwierdzenie w werdykcie jury. Drugą i trzecią nagrodę otrzymały kolejno "Geza-dzieciak" i "Top Dogs". Nie pominięto również polskich spektakli, wyróżniono "Matkę Joannę od Aniołów" i "Mewę". Marka Fiedora uznano za najlepszego reżysera festiwalu, Annę Kociarz za najlepszego młodego twórcę festiwalu (Masza w "Mewie"), a Piotra Jankowskiego za najlepszego aktora (rola Trieplewa). Jury, ku oburzeniu niektórych, nie przyznało żadnej nagrody faworytowi publiczności - "Kalece...". Spektakl otrzymał jednak nagrodę dziennikarzy. Oburzenie wynikało również z niezrozumiałej dla nikogo decyzji jurorów: Grand Prix otrzymał spektakl, który na festiwalu przeszedł właściwie bez echa. Mowa tu o "Tlenie"- projekcie rosyjskiego Teatru DOC. Słowo projekt wydaje się odpowiedniejsze niż słowo spektakl, bo z teatrem niewiele miało to wspólnego. Był to raczej koncert hip-hopowy dla dwóch solistów i DJ-a. Cóż, z zagadkowymi decyzjami międzynarodowego jury nie sposób dyskutować. W przyszłym roku toruńska publiczność postanowiła po prostu zbojkotować to przedstawienie.

Międzynarodowy Festiwal Teatralny KONTAKT w Toruniu, 24- 30 maja 2003