do strony głównej

Literatura - prezentacje

BUNT DO KOŃCA

Z Genowefą Jakubowską-Fijałkowską rozmawia Katarzyna Ewa Zdanowicz



Katarzyna E. Zdanowicz: Zadebiutowała pani w 1972 roku w "Odrze", ale debiutancki tom "Dożywocie" ukazał się dopiero w 1994 roku. Czym ta przerwa w pisaniu była spowodowana i co skłoniło panią do powrotu?

Genowefa Jakubowska-Fijałkowska: Ta przerwa nie była aż tak długa, ponieważ od momentu debiutu na łamach "Odry" pisałam i publikowałam jeszcze przez kilka lat - zresztą nie tylko wiersze, ale i opowiadania. A potem pokonała mnie choroba alkoholowa. Od roku 1989 nie pisałam nic, o nic nie zabiegałam, nie walczyłam - alkohol był najważniejszy. Mój powrót do poezji zaczął się w momencie, kiedy zaczęłam powracać do zdrowia. Pierwsze wiersze po tak długiej przerwie napisałam w szpitalu psychiatrycznym, kilka z nich znajduje się w tomie "Dożywocie". Ten powrót był dla mnie trudny, ale może nie sam powrót do poezji, ale w ogóle powrót do życia. Powrót do siebie.

K.E.Z.: W recenzjach z pani książek nieustannie pojawiają się natrętne porównania do Rafała Wojaczka - nazywa się panią "Wojaczkiem w spódnicy" lub "Panią Wojaczek". Tymczasem Marcin Hałaś napisał: "Pani Wojaczek gdzieś w głębi jest delikatną kobietą odrzucającą spadek po Rafale." Drażnią panią te porównania? Jak to jest z panią i z Wojaczkiem? Rzeczywiście odrzuca pani ten spadek?

G.J-F.: Czasami mnie to bardzo złości. Może oczekują jeszcze ode mnie żebym popełniła samobójstwo? Nie jestem Wojaczkiem. Przecież to jest zupełnie inna poezja. Jeden redaktor wyszukujący na siłę podobieństw znalazł nawet to, że jesteśmy spod tego samego znaku zodiaku, ale nie zauważył różnicy języków, którymi opisujemy świat. Poezja Wojaczka jest dla mnie ważna, ale nigdy nie była najważniejsza.

K.E.Z.: Ale gdyby pani miała wymieniać autorów, z którymi odczuwa pewną wspólnotę wrażliwości, czy wśród nich znalazłby się Wojaczek?

G.J-F.: Myślę, że na pewno tak. Często używając żargonu terapeutycznego mówię o "nałogach". My, ludzie z problemami związanymi z nałogami i uzależnieniami, mamy szczególną, wspólną sferę odczuwania, pewne dziwne, mroczne klimaty. I te klimaty właśnie łączą mnie i Wojaczka. Nie czytam zbyt dużo poezji, jestem natomiast namiętną czytelniczką prozy. Uwielbiam Charlesa Bukowskiego. Gdy go czytam, to najchętniej zniszczyłabym swoje wszystkie wiersze. Nie lubię poezji kobiet.

K.E.Z.: Dlaczego? Co drażni panią w poezji kobiet?

G.J-F.: Te wiersze wydają mi się w większości cukierkowate, mało konkretne, nieuniwersalne. Są babskie - i to w złym tego słowa znaczeniu. Oczywiście, są wyjątki. Ale mówiąc wprost - wolę facetów. To znaczy poezję facetów.

K.E.Z.: Mikołów wydaje mi się takim mrocznym, nieco uśpionym śląskim miasteczkiem. Na ile właśnie to miejsce wywarło wpływ na charakter pani twórczości?

G.J-F.: Myślę, że Mikołów jest wpisany w moje wiersze, chociaż często powtarzam, że nie znoszę tego miasteczka. Urodziłam się w Mokrem koło Mikołowa i pamiętam, że w dzieciństwie odbierałam Mikołów jako urokliwe miasteczko, do którego szło się na bitą śmietanę lub wędzone śledzie. To była prawdziwa wyprawa ze wsi do miasta. Później zamieszkałam w Tychach i po kilku latach znów powróciłam do Mikołowa. To miasto mnie dusi. Czasami idę przez rynek i nie chcę spotkać nikogo znajomego, ale to się nie udaje. Nie wiadomo, gdzie się ukryć. Czasem uciekam. Dużo podróżuję. Daleko stąd, ale wtedy nie piszę wierszy. Inspiruje mnie, więc to miejsce, ono jest we mnie wpisane.

K.E.Z.: Pani poezja nie jest osadzona w abstrakcie, unika pani patetyczności, sztuczności, pseudopoetyckiego nadęcia. Co panią inspiruje oprócz przestrzeni, w której pani żyje? Czy to jest zawsze konkret?

G.J-F.: Dokładnie. Konkretna emocja, konkretny człowiek, sytuacja. Za wierszami stoją prawdziwi ludzie. Myślę, że szczególnie inspiruje mnie niezgoda. Niezgoda na to, co widzę, co wokół mnie jest, co czuję, na co nie mam żadnego wpływu.

K.E.Z.: Czyli bunt?

G.J-F.: Tak, piszę, ponieważ się wściekam, nie zgadzam. Cholera, czemu jest właśnie tak? Czemu ja, czemu ta kobieta, czemu tamci ludzie, te dzieci? Czemu moja umierająca na raka znajoma, która tuż przed śmiercią była tak piękna, że nie mogłam w to uwierzyć? Wszystko jest prawdziwe. Wiersze i to, co je powołuje do istnienia.

K.E.Z.: Pracuje pani obecnie z ludźmi uzależnionymi, często skrzywdzonymi przez los. Co może dać tym ludziom poezja? Czy nie jest ona w takich sytuacjach bezradna?

G.J-F.: Te wiersze są o nich, ale nie dla nich. Moje wiersze są dla ludzi, którzy żyją bez większych problemów finansowych i osobistych - i odwracają głowę, gdy widzą bohaterów moich wierszy. Chcę nimi wstrząsnąć, chcę, by nie odwracali głowy, by nie wzruszali ramionami. Wprawdzie moim ulubionym powiedzeniem jest "nic nie ma sensu", ale mam wrażenie, że mimo to w moich wierszach jest odrobina nadziei. Chciałabym tą nadzieją również się podzielić. Choć, wie pani, gdy tak się nad tym wszystkim głęboko zastanowię, to naprawdę nic nie ma sensu.

K.E.Z.: Krzysztof Lisowski pisząc o pani wierszach użył terminu "surowe piękno". Skąd tyle surowości w pani wierszach? Zresztą jest w nich nie tylko surowe piękno, ale również surowa miłość, samotność. Skąd bierze się w tej poezji ta ostrość, bezwzględność, ostateczność?

G.J-F.: To nie jest zamierzone, zresztą mam wrażenie, że nic nie jest zamierzone w poezji. Jeżeli widzę samotną kobietę siedzącą w oknie, patrzącą przed siebie - to, owszem, opisuję to wprost i jest to surowy opis. Ale po tych surowych, reporterskich zapisach pojawia się zawsze czułość, dobroć, potrzeba bliskości. I właśnie, dlatego w moim wierszu na twarz tej kobiety, pogrążonej w smutku, pogrążonej w sobie - siada motyl. Ten motyl dotyka ją. I to jest piękne. Ja w sumie nieustannie buntuję się przeciwko tej surowej stronie życia.

K.E.Z.: Bunt się nie ustatecznia, pani Galu? Ile można się buntować?

G.J-F.: Mam 57 lat i ten bunt się nie ustatecznił, on jest. Buntuje się w swojej pracy zawodowej, buntuje się w wierszach. Buntownikiem jest się do końca. Tak myślę. Ja zresztą buntowałam się od początku. Nie zawsze była to poezja. Uciekałam z domu, buntowałam się przeciwko Bogu.

K.E.Z.: Była pani niedobrą dziewczynką? Uciekała pani z lekcji, tupała nóżką?

G.J.-F.: Z lekcji uciekałam, chodziłam na wagary na cmentarze. Zbierałam kwiaty z grobów i przynosiłam je do domu. I w nocy bałam się, czy ktoś przypadkiem nie przyjdzie się po nie upomnieć. Biłam się z kolegami. Byłam też odrzucana. Bywałam też samotna.

K.E.Z.: A kiedy bunt przybrał formę poezji?

G.J-F.: Zaczęłam pisać w liceum. Chciałam być bardzo tajemnicza i wysłałam swoje wiersze do redaktora audycji radiowej "Pięć minut o wierszowaniu" podpisując je pseudonimem: Szilin (nie wiem zresztą skąd to wzięłam). Te wiersze były odczytywane na antenie radia kilkakrotnie, pytano się: piękna Szilin, odezwij się, kim jesteś? I ja byłam tym zachwycona. Takie były moje początki. Później napisałam artykuł do "Filipinki" o swojej szkole, która mi się bardzo nie podobała - i w związku z tą publikacją byłam prześladowana przez dyrekcję i nauczycieli. W końcu tego ogólniaka nie skończyłam (kończyłam go wieczorowo), ale to też był bunt. Bunt od początku. I chyba do końca.

K.E.Z.: Kobieta i samotność - powracają nieustannie w pani wierszach. Czy samotność według pani może być czymś niedestruktywnym, twórczym, ocalającym?

G.J-F.: Może być. Kiedy piszę, muszę być sama. Jednak czymś innym jest samotność, a czym innym osamotnienie. W osamotnienie wpisane jest porzucenie, odtrącenie. Ja natomiast wierzę w samotność z wyboru.

K.E.Z.: Pani bardzo dużo pisze o kobietach: samotnych, odtrąconych, starych, ale nie tylko. Również o trudnym macierzyństwie, kobiecości spełnionej, miłości zaborczej, przypominającej głód. Tymczasem w jednym z wywiadów stwierdziła pani, że wolałaby być mężczyzną. Dlaczego?

G.J-F.: Mam wrażenie, że im jest łatwiej. Nie u wszystkich, ale u większości mężczyzn poczucie odpowiedzialności wobec życia, wobec rodziny, wobec siebie samego - jest jakby mniejsze, zredukowane, minimalne. Ja jako kobieta jestem jednostką z nadmiernym poczuciem odpowiedzialności. I naprawdę ciężko mi z tym żyć. Może ono jest za duże? Uważam, że kobieta jest czasem nadmiernie wykorzystywana.

K.E.Z.: W pani wierszach miesza się bunt przeciwko mężczyźnie z gotowością na całkowite, bezgraniczne oddanie - "a ja Julia/ kocham cię/ bardziej niż Julia". Dlaczego? Skąd te sprzeczności?

G.J-F.: Z nami tak już niestety jest. W wierszach zawsze pozostają fragmenty własnej biografii, od tego nie da się uciec. W życiu wchodziłam w złe, chore związki. Szukałam takiego partnera, którym się musiałam opiekować - bo albo się jąkał, albo się ślinił, albo obgryzał paznokcie. Żaden mężczyzna, mimo miłości, nigdy się mną nie zaopiekował tak jak tego oczekiwałam. Dlatego czasem czuję się zmęczona. I to jest zapisane w moich wierszach.

K.E.Z.: W jednym z wierszy napisała pani: "dalej nie było już poezji/ dziennik telewizyjny/ żytnia na kartki/ porodówka." Jak mimo wszystko odnaleźć w sobie poezję? Jak ją ocalić - w codzienności, w zwykłym życiu?

G.J-F.: Jeśli ona w tobie jest, to będzie nadal. Mimo wszystko. Jeżeli się jest poetą, to jest się nim w całości. Wiem, że mój image może nie jest zbyt poetycki i być może gdybym nosiła szale i kwiatki we włosach, pisałabym zupełnie inne wiersze. Ale mam wrażenie, że moje pisanie i ja sama tworzymy pewną, konsekwentną, wiarygodną całość.

K.E.Z.: W pani wierszach mówią odrzuceni, samotni, pogrążeni w nałogach, ubóstwie, rozpaczy. Dlaczego to właśnie oni żyją w pani wierszach, dlaczego to właśnie ich dopuściła pani do głosu?

G.J-F.: Bo jestem wśród nich. Jestem bardziej wśród nich niż wśród poetów. O tych ludzi nikt się nie upomni.

Mikołów, styczeń 2004





Genowefa Jakubowska-Fijałkowska (ur.1946 r.) - autorka trzech tomików poetyckich: "Dożywocie", "Pan Bóg wyjechał na Florydę", "Pochylenie". Publikowała m.in. w "Odrze", "Opcjach", Frazie", "Arkuszu", "Toposie". Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich. Pracuje jako urzędnik na stanowisku przeciwdziałania uzależnieniom. Jest również społecznym kuratorem sądowym dla dorosłych. Wszystkie swoje wiersze zna na pamięć. Mieszka w Mikołowie. Uwielbia podróże. Dużo pali.

 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | literatura | kontakt | archiwum |