| |
Teatr - relacje
Justyna Małczak
FESTIWAL MAŁYCH, WIELKICH CZARÓW
Prolog
XXI Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej odbywający się w pierwszych dniach maja (1 - 5) w Bielsku - Białej był zaskakującą eksplozją rozmaitości z bardzo wysokiej półki. Gospodarzem tegorocznych spotkań teatralnych stał się po raz kolejny Teatr Lalek Banialuka. Do konkursu stanęło 17 spektakli z 15 krajów: Polski, Rosji, Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii, Litwy, Słowacji, Belgii, Czech, Białorusi, Węgier, Holandii, Włoch, Hiszpanii i Izraela. Poza konkursem, swoją formą i rozmachem, porwały widzów teatry uliczne. Pięknem, kunsztem i precyzją uwodziły spektakle japońskiego artysty Hoichi Okamoto. Swoje przedstawienia pokazali także studenci Wydziałów Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej w Warszawie (wydział w Białymstoku) i Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. W sumie w barwnej podróży po świecie teatru lalek towarzyszyło nam 26 spektakli z 16 krajów.
Dla zwykłego widza, egzystującego gdzieś obok teatru lalek, zjawisko to kojarzy się często tylko z tradycyjną drewnianą kukiełką i przedstawieniami dla dzieci. A przecież bielski festiwal uświadomił i po raz kolejny pokazał, że teatr lalek to także teatr cieni i plam, masek, animacji komputerowej, lalek z papieru, monumentalnych rzeźb i figur. Niektóre przedstawienia rozgrywały się w małej przestrzeni wśród ciemności; inne na olbrzymiej pomiędzy neonami i kolorowymi światłami. Swoich sal, na potrzeby spektakli, użyczyli: Teatr Lalek Banialuka (Duża Scena, Scena na Piętrze), Teatr Polski (Duża Scena, Mała Scena), Dom Kultury w Hałcnowie, Wojewódzkie Centrum Wychowania Estetycznego. Przedstawienia plenerowe odbywały się na Placu Chrobrego. Szereg spektakli było kierowanych dla dorosłych. Już dawno na festiwalu lalkarskim nie było tak różnorodnego i dobrze skrojonego repertuaru. Żadne przedstawienie nie przeszło bez echa - a to najlepsza ocena wystawiona przez widzów dla każdej imprezy kulturalnej.
Ważnym punktem festiwalu były spektakle - eksperymenty. Z jednej strony urozmaicały, z drugiej skłaniały do zastanowienia nad granicami i zasięgiem teatru lalek. Do takich przedstawień należały: "D.A.V.E. - Digital Amplified Wideo Engine" Klausa Obermaiera i Chrisa Haringa z Austrii - pewnego rodzaju "Matrix" w teatrze. Aktor, który za pomocą animacji komputerowej wchodzi na scenie w świat wirtualny (oczywiście razem z zaskoczonym i wciśniętym w fotel widzem), zmieniając płeć i poddając swoje ciało deformacji oraz przeobrażeniom. Niesamowite, przeszywające i niepowtarzalne doświadczenie (!); następnie "Alientje" Brama Wiersma i Monieka Smeetsa z Holandii - przedstawienie rozgrywające się na trzech poziomach: w komiksowym świecie Alientje (małej dziewczynki a' la Pippi Pończoszanka), w wewnętrznym świecie telewizora, po którym bohaterka odbywa swą fantastyczną podróż i w laboratorium dwóch animatorów. Spektakl "dzieje się" na wielkim ekranie w głębi sceny, widać również, jak to się odbywa (twórcy tworzą na scenie, na oczach widzów za pomocą światła, magicznych latarni, wideo i przyrządów codziennego użytku). Jest to laboratorium, w którym sztuka wizualna staje się teatrem; ostatnim przedstawieniem - eksperymentem było: "A rebours" Laboratorium Zjawisk z Majaczewic Tadeusza Wierzbickiego i Tadeusza Wieleckiego. Spektakl - tryptyk poświęcony energii świetlnej, w technice cieni elektrostatycznych oraz z użyciem lustrzanych form światłocieniowych. Do tego monumentalna muzyka Wieleckiego. Przedstawienie to nigdy nie jest takie samo - ma charakter procesu twórczego.
Wojna rosyjsko - węgiersko - austriacka pod flagą biało-czerwoną.
Podczas mojego pięciodniowego flirtu z teatrem lalek, zauroczyły mnie najbardziej trzy spektakle i to między nimi szukałam zwycięzcy festiwalu. Były to: "Potudan" rosyjskiego teatru Potudan, "Księga Leporella" węgierskiego Ciroka Babszinhaz i wspomniany już "D.A.V.E." z Austrii. Dwa pierwsze zaciekle walczyły o nagrodę Młodych Krytyków (studentów teatrologii siedmiu polskich uczelni). "Potudan" na motywach opowiadania "Rzeka Potudan" Andreja Płatonowa to historia o powrocie i poszukiwaniu miłości, przyjaźni, domu rodzinnego, samego siebie. Przedstawienie rozegrane w małej przestrzeni (stół z wysypanym piaskiem i uformowaną, podświetloną rzeką; elementy domu, które aktorzy stawiają na oczach widza; czarne tło, w które idealnie wkomponowani są aktorzy), niewielkie drewniane lalki są animowane w sposób mistrzowski (rosyjska szkoła lalkarska) - one po prostu żyją na scenie; każdy najmniejszy gest, ruch jest bardzo autentyczny, precyzyjnie dopracowany, a aktorzy uprawiają "balet" dłoni. Uroku dodaje sentymentalna muzyka, a wszystko to daje harmonijne, proste, wzruszające i intymne przedstawienie, które pozostaje w pamięci na długo. Podobnie jest z "Księgą Leporella" - papierowo - marionetkowo - cieniowym teatrzykiem "dziejącym się" na stronach magicznej księgi. Piękna i wzruszająca historia życia pewnej miłośniczki teatru, która wyrusza w świat w towarzystwie duchów i duszków tradycyjnego repertuaru teatralnego. Połączenie przecudnej urody aktorek - animatorek, figurki głównej bohaterki i cieniowych laleczek, żywej muzyki i przepięknej scenografii odtwarzającej minioną przeszłość, dają poczucie baśniowości i przypominają błogie lata dzieciństwa. Na tym tle wyróżniał się spektakl austriacki. Doceniam go za odważną próbę interpretacji współczesnego świata, kultury, techniki, cywilizacji i sytuacji człowieka na tym pędzącym "rollercosterze" - człowieka będącego marionetką w szponach właśnie cywilizacji, techniki i nowoczesności.
Epilog
Po pięciu wyczerpujących i pełnych emocji dniach festiwalowych nagrodę jury profesjonalnego i jury dziecięcego otrzymał niemiecki spektakl "Dzielny ołowiany żołnierzyk" niemieckiego teatru Das Meininger Puppentheater (m.in. za tajemniczość i pobudzanie wyobraźni widza). Młodzi Krytycy nagrodzili mojego faworyta - przedstawienie "Potudan" z Rosji - za mistrzostwo w sztuce lalkarskiej. Nagrodę specjalną za całokształt twórczości otrzymał czeski reżyser Josef Krofta.
Bielski festiwal odszedł do lamusa. Pozostało jednak ważne pytanie: jak na tle zagranicznych teatrów lalek wypada nasz rodzimy? Wydaje mi się, że gdzieś w okolicy czwórki z minusem. Ciągle jest to teatr, gdzie prym wiedzie aktor śpiewający i tańczący, a lalka jest przysłowiowym kwiatkiem do kożuszka, dodatkiem, elementem "stroju". Powinna jednak być partnerem, istnieć na pierwszym planie i na każdym spektaklu żyć nowym życiem, jak Pinokio, który stał się chłopcem.
XXI Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej. Bielsko-Biała, 1 - 5 maja 2004.
|
|