| |

IX FESTIWAL TEATRÓW A PART, Katowice 2002
A PART podzielony
Cz.I
Spektaklem otwierającym festiwal był "Rajski ptak" w wykonaniu Teatru Kana ze Szczecina. Jest to monodram, ukazujący człowieka szalonego, który żyje w swoim własnym świecie, ale jednocześnie próbuje się z niego wydostać - wyrwać się z omamów i poznać prawdę. W tej roli wystąpił wspaniały aktor Arkadiusz Buszko, umiejący swoim ciałem, gestem i mimiką precyzyjnie przedstawić dramat bohatera. Niesamowite wrażenie stworzyło początkowe wyłanianie się jego twarzy zza postaci grającej na instrumencie - twarzy wymalowanej, charakterystycznej, wyrazistej.
Pomysłowo wykorzystane zostały rekwizyty, m.in. opierzony taboret, spełniający w spektaklu niejedną funkcję: raz był łóżkiem szpitalnym, innym razem kolanami ukochanej Natalie, jeszcze innym razem skrzydłami.
Istotnym dopełnieniem był sposób operowania światłem, które dodawało całości iście metafizycznego wymiaru i zręcznie oddzielało realność od fikcji.
Kolejną propozycją tegorocznego festiwalu był jedyny teatr z zagranicy, specjalizujący się w przedstawieniach plenerowych - Divadlo Continuo z Czech. W Katowicach pokazano widowisko pt. "Dopóki was sny nie rozłączą". To zobrazowanie snu pana młodego, na który złożyły się różne odrębne, absurdalne obrazy - przejawy jego podświadomych lęków i pragnień.
Spektakl ten odznaczał się dużą dawką ludowej muzyki, ruchu, wręcz akrobacji - tym samym umiejscowił się gdzieś na granicy sztuki teatralnej, cyrkowej oraz lalkarskiej. I choć pogoda nie sprzyjała, to jednak popisy aktorów, szafowanie ogniem i specyficznym czeskim humorem, ogrzewało atmosferę.
Następnego dnia na scenie Teatru Cogitatur temperatura rosła za sprawą licznie przybyłej publiczności, gdyż atrakcją wieczoru był Teatr Provisorium i Kompania Teatr (z Lublina). Wspólnie stworzyli oni wyjątkowe przedstawienie - "Sceny z życia Mitteleuropy" w reżyserii Janusza Opryńskiego i Witolda Mazurkiewicza. To spektakl dosyć odważny, zaskakujący, ujawniający najgorszą stronę człowieka. Warsztat aktorski jest tutaj wręcz fizjologiczny, ukazujący ludzką cielesność, a przede wszystkim poniżenie - udrękę fizyczną i, co gorsza, psychiczną. Przedstawienie stanowi analizę przemocy i nietolerancji. Uwypukla też w dobitny sposób osamotnienie i bezradność ofiary, nie znajdującej nigdzie ucieczki oraz obrony przed atakującym złem. To udręczenie pogłębia jeszcze stłoczenie akcji na małej, zamkniętej przestrzeni.
Półmetek festiwalu to "Trzy życia Salvadora Dali", widowisko plenerowe przygotowane przez Grupę Plastyczną Pławna 9. Całość jest jak gdyby próbą przeniesienia malarstwa do teatru, bowiem znajdujemy tam postaci bezpośrednio wzięte z obrazów Salvadora Dali, np.: kobietę z szufladami na brzuchu czy końcową - płonącą żyrafę. Spektakl składał się z oderwanych od siebie, jak we śnie, obrazów - powtórka z poetyki surrealistów. Jednak całość nie przekonała widza. Jak na sen, było to trochę zbyt nużące.
Monika Brzezina, Mateusz Lis
Cz. II
Twórcy teatrów alternatywnych, zamiast inscenizować obrosłych tradycją klasyków, po prostu rozglądają się wokół siebie i komentują rzeczywistość.
Otaczający nas zewsząd konsumpcjonizm jest ukochanym tematem Teatru Porywacze Ciał (Poznań). Najnowszy spektakl - "Test" już samym tytułem odwołuje się do psychozabaw wypełniających stronice kolorowych pisemek. W zabawach typu "sprawdź, czy..." mamy możliwość przekonać się, czy dostosowaliśmy się do nowej rzeczywistości, czy spełniamy warunki, by w niej istnieć. Dwójka bohaterów, kobieta i mężczyzna, to reprezentacja współczesnej populacji. Są stale testowani, a my mamy okazję śledzić ich poczynania tak, jak bada się myszy w laboratorium. Życie bohaterów zostało uformowane przez współczesne media: od dzieciństwa przed telewizorem, poprzez walkę o idealne ciało (kobieta minimum, mężczyzna maximum masy), po nieudolne kontakty partnerskie, założenie rodziny, ciążę i starość. Na scenie nie pada ani jedno słowo, a rolę komentatora, niczym w filmie niemym, przejęły napisy.
Z komentowaniem współczesnej rzeczywistości jedni radzą sobie lepiej inni gorzej. Z pewnością do tych ciekawszych należy "Pressing" Teatru Strefa Ciszy (Poznań). Parodia olimpiady jako symbolu rywalizacji sportowej autentycznie śmieszyła, nie siląc się na napuszone, "głębokie" treści. Spektakl znakomicie wykorzystywał założenia widowiska plenerowego. Przeciwieństwem tego dobrego spektaklu był "Szafarz" Teatru Snów (Gdańsk). Grupka ludzi wyszła z szafy z dywanami pod pachą, przyniosła domki ze sklejki i przenosiła je z miejsca na miejsce...następnie pojawili się nieodłączni w ulicznych spektaklach szczudlarze, tym razem z ramą okienną na plecach. Wszystko pokazywano w zwolnionym tempie, bez wyraźnej myśli przewodniej. Rzekomo nawiązywało to do malarstwa Chagalla i miało być przepełnione poezją. Ale w tej chaotycznej plątaninie obrazów trudno było zauważyć którekolwiek z tych założeń.
Najlepszym spektaklem drugiej części A PARTU była "Matryca ver. Hardware" Teatro La Terrorismo Suka Off (Sosnowiec). Gadżety zaczerpnięte z pornokuklury wykreowały stworzenie, które z człowiekiem ma niewiele wspólnego. Aktorzy w czarnych, obcisłych, oślizgłych kombinezonach bez twarzy pozbawieni płciowości, bardziej przypominali niezidentyfikowane pozaziemskie istoty czy też ślizgające się po kanałach zmutowane, budzące powszechną odrazę: pająki, węże...Resztę dookreśliła scenografia skonstruowana z czarnych worków na śmieci, tworzyło to wizję czarnego podziemia- ojczyzny hard- porno. Tę "czerń" złamały jedynie dwie postacie w białych kombinezonach. To one miały władzę, zarówno nad spektaklem (puszczały muzykę, zmieniały scenografię), jak i światem scenicznym (miały władzę nad bohaterami przyczyniając się do kolejnych ich przemian). Poczynania " tych ciemnych" kierowane czysto zwierzęcym instynktem, przypominały cykl życiowy owadów: wyklucie, przystosowywanie się do świata, odkrywanie własnej seksualności. Teraz dopiero z trójki bohaterów wyłoniły się dwie samice i jeden samiec. Zgodnie z prawem natury doszło do kopulacji, po której zrzuciły pancerze i nagie zamknęły się w przeźroczystym kokonie, by tam przejść kolejną metamorfozę. Samiec podniecony widokiem dwóch obnażonych kobiet, splecionych "w klaustrofobicznym uścisku", onanizował się. Monstrualnej wielkości penis wyrzucający iskry, przy zgaszonym świetle, utożsamiał niezwykle mocną wizję wynaturzonej, zwierzęcej rozkoszy. Po spełnionej misji, wykorzystany i niepotrzebny już "truteń", został zamknięty w czarnym pudle i unieszkodliwiony. W międzyczasie samice zrzuciły kokon i przybrały wyższą formę- przyodziały się w białe szaty demiurgów.
Spektakl nie bez powodu dozwolony jest od lat 18. Falliczne gadżety przypominają jedynie bulwersujący show. Ale ten, kogo nie denerwują takie nachalne środki wyrazu, może odczytać spektakl jako wizję współczesnej sexkultury- zezwierzęconej ludzkości owładniętej prymitywnymi instynktami.
Anna Szczęch, Małgorzata Stolarczyk
|
|