| |

Teatr - recenzje
DROGA PRZEZ MOSKWĘ
Na II Festiwalu Dramaturgii Współczesnej mieliśmy okazję obejrzeć sztuki polskich autorów, które nawiązywały do dzieł twórców literatury rosyjskiej. "Czwarta siostra" Janusza Głowackiego odwołuje się do Czechowa a "Sen pluskwy" Tadeusza Słobodzianka do Majakowskiego. Oba dramaty opowiadają o współczesnej Rosji, o jej nowych realiach, w których bohaterowie próbują się odnaleźć. Tak jak postaciom ze sztuk wychodzi to z różnym skutkiem, tak i twórcom dramatów również. Do tych zdecydowanie lepszych należy "Sen pluskwy" Teatru Nowego z Łodzi w reżyserii Kazimierza Dejmka.
Słobodzianek wskrzesił Prysypkina i wypuścił go z klatki. Z tej samej, w której zamknął go Majakowski wraz z Towarzyszką Pluskwą - Anną Fiodorowną, prawie 50 lat temu. Burżujus Vulgaris i Pluskwa Normalis: atrakcje miejskiego zoo wyruszają w podróż po Moskwie, gdzie wszystko uległo zmianom. Wczorajsi bolszewicy są dziś Szanownymi Milionerami oszukiwanymi przez dawnych partyjniaków, a obecnie polityków, zagorzałych demokratów i chrześcijan. Natomiast artyści, którym się nie powiodło, to bezdomni z Dworca Kurskiego. Wszędzie panuje chaos, wszystko się pomieszało. Nie może być inaczej, skoro hasło dzisiejszych czasów to: "komunizm był, ale jakoby go w ogóle nie było". Nic, więc dziwnego, że napotkany filozof bierze Prysypkina za Jezusa Chrystusa, swojego Mistrza, który wskaże drogę, uzdrowi społeczeństwo. A jedyne, co Prysypkin chce, to powrotu dawnego ustroju, gdzie wszystko było" jak należy".
Kazimierz Dejmek w swoim spektaklu pokazuje nam Rosję jako krainę szczęśliwości z tandetnymi, kolorowymi światełkami, ze straganami pełnymi "niezwykłych" towarów i drogimi lokalami, gdzie wszystko jest na pokaz, nic nie jest szczere ani prawdziwe- podkreślają to wykwintne, papierowe dania na stole weselnym. Ludzie też są szczęśliwi, choć nie zawsze mają pieniądze, kupcy muszą płacić haracze, a młode dziewczyny "robić lody". Pójdą za każdym, kto obieca im lepsze jutro, dlatego często ulegają zbiorowej hipnozie i razem z Prysypkinem chcą zburzyć bank (symbol kapitalizmu). Gdy natomiast pojawi się polityk obiecujący przysłowiowe gruszki na wierzbie, to bez wahania opuszczą swego Mistrza.
Nadal jednak panuje chaos, zmiany nie wprowadzają ładu, ludzie wciąż są oszukiwani. Prysypkin jest wielce rozczarowany "nowym porządkiem", co świetnie oddaje scena jego rozmowy z Majakowskim, do którego ma żal za to, że go w ogóle stworzył. Dramatopisarz nigdy nie czuł się związany ze swoją papierową postacią, skazał go na los dalszych interpretacji, jedyne co mu zaofiarował, to wolna wola. Wówczas Prysypkin wybrał powrót do moskiewskiego zoo. Ponownie zamknięto go w klatce, ale już jako Bolszewikus Vulgaris, ostatni z bolszewików. Tu też nie ominęły go zmiany, choć pozornie wrócił do punktu wyjścia. Jego klatka jest teraz na wzór nowej estetyki przyozdobiona migoczącymi światełkami, a zamiast poczciwej, starej gitary dostał nową - elektryczną. I tak dzieje się z ludźmi, którym daje się złudne poczucie bezpieczeństwa - kolejne innowacje są prawie niezauważalne, a przystosowanie do nich następuje błyskawicznie.
"Sen pluskwy" jest spektaklem, ale przede wszystkim dramatem wielowarstwowym, w którym mogliśmy się przejrzeć jak w lustrze, gdzie mieszają się style i konwencje: raz przypomina farsę, raz musical (wszyscy bez powodu zaczynają tańczyć i śpiewać), a innym razem dramat polityczny. Ta nierówność doprowadza do deformacji świata, przez co unaocznia prawidła w nim rządzące.
Przez cały czas nie opuszczała mnie myśl, że aktorzy nie dorównują tekstowi, grają nierówno, to lepiej, to gorzej, jakby nie umieli się zdecydować na jedną interpretację. Z tego względu polecam wszystkim sztukę Tadeusza Słobodzianka - najlepszy polski dramat ostatnich lat. Niestety niedoceniony przez zabrzańską publiczność, bo nagrodę zdobył Janusz Głowacki za "Czwartą siostrę". Ale cóż, gusta odbiorców bywają niezbadane...
Małgorzata Stolarczyk
|
|