Plastka - recenzje

Roman Lewandowski

KOLOR CZARNY I INNE



Abstrakcja w malarstwie ma się dziś rozmaicie. Z pewnością nie jest już trendem dominującym i o jej kondycji świadczą raczej wielkie retrospektywy lub wystawy problemowe niż indywidualne pokazy. A jednak, kiedy ma się do czynienia z artystami tej miary, co Stefan Gierowski, trudno przejść obok nich obojętnie. Decyduje o tym nie tylko przypisana artyście aura wielkiego "klasyka", lecz fakt, że ma on ciągle coś ważnego do zaproponowania. Tak też dzieje się w najnowszym cyklu Gierowskiego "Kolor czarny i inne", który powstawał w latach 2002-2003.



Pokazywany po raz pierwszy w krakowskiej galerii Zderzak, wpisuje się on konsekwentnie w "politykę" wystawienniczą tego miejsca, gdzie zdążono już na przestrzeni dekady zorganizować cztery wystawy malarza. Zaprezentowane trzynaście obrazów jest swoistą etiudą malarską obracającą się wokół problematyki czerni i relacji wiążących ją z innymi kolorami. Jednak Gierowski nie byłby sobą, gdyby poprzestał wyłącznie na zagadnieniach stricte formalnych. Niezależnie bowiem od zaistniałych efektów przestrzennych czy kolorystycznych, czy tego, co Bożena Kowalska określiła kiedyś jako "sakralizację fizycznych praw rządzących materią", prace te podejmują znane już wątki i motywy. Obrazy z cyklu "Kolor czarny i inne" są podsumowaniem i repetytorium wiedzy o warsztacie Gierowskiego. Nawiązanie do poszczególnych faz twórczości, wykorzystanie kalek już istniejących prac, wreszcie wyodrębnienie i przeformułowanie starych rozwiązań, występuje tutaj w symbolicznej aurze, którą konstruują relacje czerni i pozostałych kolorów. Światło jest elementem budującym przestrzeń obrazu, ale nie bez znaczenia jest również jego metaforyczny sztafaż. Doświadczenia formalne, jakie stały się udziałem malarza na przestrzeni całego twórczego życia, w tych ostatnich pracach (zwłaszcza w obrazie "DCCXCII") stają się przyczynkiem do wyłonienia się czegoś, co Jan Michalski trafnie nazywa "kodem genetycznym" tego malarstwa.

W tym miejscu można by zastanowić się, co znajduje się u podwalin tej twórczości? Bo chyba nie jest trafne (jak sugerował Jaromir Jedliński) sytuowanie jej genealogii w myśli konstruktywizmu. Zdecydowanie bardziej obiecujące poznawczo wydaje się tutaj pokłosie polskiego koloryzmu, a idąc dalej - informel piątej dekady ubiegłego wieku. To wszakże jest temat wart osobnego omówienia.



W nawiązaniu do krakowskiej wystawy nie sposób nie zgodzić się z Janem Michalskim, kiedy pisze w tekście umieszczonym w katalogu, że czerń "jest tłem dla innych kolorów, które są 'konstrukcyjne', podczas gdy sama jest podłożem konstrukcji", ale też z drugiej strony nie można zapominać o wadze, jaką przypisuje Gierowski symbolicznej konotacji kolorów. Szczególnie zaś opozycyjnej grze bieli i czerni, których znaczenie - jak zauważa malarz - jest rozpięte "między jasnością i ciemnością, wreszcie piekłem i niebem, dobrem i złem". Zarysowana eschatologia koloru siłą rzeczy wchodzi w kontekst z tym, co Malewicz - usiłując w praktyce zbliżyć się do bieli - definiował jako teologię koloru, którą dziś Opałka określa jako "mentalną". Mentalne zatem, a nie tylko czysto proceduralne, potraktowanie barwy tym ostrzej uderza w cyklu, w którym Gierowski podsumowuje i zestawia całokształt swego dorobku. Jeśli więc, jak zauważa Marek Sobczyk, artysta ten "nie wątpi, lecz rozstrzyga", ma to miejsce na planie rozwiązywania formalnych problemów malarskich, gdy w całej pełni ujawnia się konstruktywistyczna z ducha skłonność do redukcjonizmu, minimalizmu i puryzmu.

Nie mniej ważka wydaje się retoryka idei i ich napięcie. Koncepcje, wtopione w materialne przecież faktury, są - jak podkreśla malarz - "świadectwem trosk i rozważań w swojej obrazowej egzystencji". Czynnikiem niejako transmisyjnym stają się przestrzeń, ruch i światło. W najnowszych pracach elementem organizującym je jest czerń - jej faktura niekiedy jest porowata, matowa lub absorbująca (zachowując nawet ślady pędzla), innym znów razem świeci światłem odbitym jakby burząc rygor i dyscyplinę. To właśnie światło jest czynnikiem dystynktywnym dla malarstwa Gierowskiego i to niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z pracami z kręgu informel (lata 50.) czy z późniejszymi, bliskimi stylistyce op-artu. Artysta przyznał zresztą sam w jednym z wywiadów, że "światło jest treścią malarstwa, ono stanowi o jego wyjątkowości, (...) łącząc w niewytłumaczalny sposób pierwiastek fizyczny z duchowym".

Istnieje wreszcie sensualny aspekt tych prac. Pozornie są one zorganizowane wokół dyskursu geometrii oraz fizyki (dodatkowo wspiera to fakt, że Gierowski począwszy od 1957 roku zrezygnował z tytułowania i zaczął numerować obrazy), a przecież jest w nich miejsce na irracjonalną urodę barwy i światło nie zapośredniczone jakąkolwiek źródłowością. Zagadkowość tej obecności budzi refleksję kierującą nas ku regionom, które za życia Kleina czy Reinhardta były zarezerwowane na rozważania o cokolwiek mistycznej proweniencji. Dziś, choć czasy się zmieniły, malarstwo fortyfikuje się na powrót. Tylko czy przesłania jeszcze jakąś tajemnicę?

Stefan Gierowski - "Kolor czarny i inne" Obrazy z lat 2002-2003. Galeria Zderzak, Kraków, 22 stycznia - 14 kwietnia 2004.