do strony głównej
Teatr - recenzje

Magdalena Kędzierska

KALEJDOSKOP



Jak wygląda świat ludzi ciągle czekających na utopię, znajdujących jedyną ucieczkę od realiów w heroinie i innych środkach odurzających? Jak bardzo zmienia się rzeczywistość pod wpływem narkotyków? Na te pytania stara się odpowiedzieć Michał Ratyński, reżyser przedstawienia "Trainspotting", prezentowanego na deskach Teatru Śląskiego. Opowieści o młodych narkomanach, którzy marzą o nieosiągalnym szczęściu i tęsknią za cudownym w ich przekonaniu miejscem - za Australią.

Fabuła sztuki jest poszarpana, jak strzępki świadomości uzależnionych ludzi. Brak związku przyczynowo-skutkowego między poszczególnymi scenami sprawia, że rzeczywistość jawi się nam jako rozbite lustro, którego kawałki tworzą kolaż życia bohaterów. Obrazy bezdomnej codzienności przeplatają się z wizjami zrodzonymi w odurzonym umyśle narkomanów.

W spektaklu ważne jest wszystko, całość tworzy niezwykłe widowisko, z pewnością godne zapamiętania. Aktorzy: Alina Chechelska, Grzegorz Przybył, Marek Rachoń, Zbigniew Wróbel, Artur Święs, Piotr Rybak i Jarosław Ciołek, tworzą postacie indywidualne, które wpisane są w ten świat, żyją razem, choć tak naprawdę każdy z nich ma swoją prywatną rzeczywistość. Albo wegetują, snując się bezcelowo po moście kolejowym i kanałach burzowych, albo wspólnie wypełniają sobie czas piciem i marzeniami o Australii. Więcej w ich życiu tragizmu niż wolności, jakiej być może szukali, gdy pierwszy raz sięgali po heroinę. Dziś życie, praca, rozmowa, są dla nich przerywnikiem pijatyk, bójek i sesji narkotycznych. Bohaterowie egzystują i równocześnie nie istnieją; trudno ich nazwać ludźmi, żyją jak cienie.



Element, który szczególnie zwrócił moją uwagę, to kostiumy, dzieło Doroty Roqueplo. Nie są to zwykłe ubrania, jakie rzeczywiście można by nosić, będąc w położeniu bohaterów. Pośrednio charakteryzują postacie, np.: dealer w oczach spragnionego narkotyku człowieka ma efektowny, czerwony strój. Po jego rozpięciu ukazuje się klientowi cały asortyment pożądanego towaru, w dodatku oświetlonego czerwonymi lampkami. Z całą pewnością ten wyidealizowany obraz postaci, postrzeganej jako "wybawca", jest wizją wygłodniałego narkomana. Równie interesująca jest scenografia autorstwa Pawła Dobrzyckiego. Mnóstwo ruchomych elementów powoduje wrażenie, że świat przedstawiony jak w kalejdoskopie zmienia swe kształty i oblicz. Postrzegamy życie bohaterów z różnych perspektyw. Taki sposób prezentacji świata bardzo wzbogaca spektakl. Rzeczywistość została przedstawiona w dość ponurych barwach: ciężkie, stalowe elementy konstrukcyjne, pogrążony w dymie tunel i jedyne miejsce, w którym człowiek mógłby poczuć się szczęśliwy - zielona Australia, czyli kilka elementów dekoracyjnych, zawieszonych nad sceną wokół krzesła, na którym siedzi jeden z bohaterów. To miejsce, do którego wciąż się dąży, w istocie nieosiągalne. Godne uwagi w spektaklu pozostaje wprowadzenie projekcji telewizyjnej na szybach - ekranach. Elementy wizyjne często współgrają z emocjami bohaterów. Czasem trudno odnaleźć cel takiego środka wyrazu, niemniej jednak jest to ciekawy zabieg artystyczny.
Nie sposób pominąć również efektów dźwiękowych, które intensywnie towarzyszą widzom przez cały spektakl. Są to zarówno dźwięki charakterystyczne dla miejsc akcji, np.: odgłosy z tunelu kolejowego, często spotęgowane echem pustych kanałów, jak i muzyka towarzysząca bohaterom, tło działań przedstawionych. Piosenki pojawiają się m.in. w momentach, w których na scenę wchodzi Alison. Sugeruje to wrażliwość i samotność bohaterki, ale również jej zamknięcie, odseparowanie od rzeczywistości. Dźwięk w przedstawieniu jest niezwykle natężony. Nieznośne dudnienie, przeszywające wszystkie członki i wwiercające się w mózg widza, odzwierciedla samopoczucie chorych i wygłodniałych narkomanów. Scenom prezentującym marzenia o Australii towarzyszy natomiast śpiew ptaków, łagodne, pieszczące ucho tony. To miejsce, gdzie każdy chce się schronić. Spektakl prezentowany przez zespół Teatru Śląskiego to niezwykły obraz, widowisko, które oddziałuje na wszystkie zmysły. Pozostawił jednak we mnie niedosyt, być może ze względu na kompozycję sytuacji scenicznych. Niektóre rozwiązania scenograficzne i dramaturgiczne nie miały dostatecznego uzasadnienia. Warto było jednak doświadczyć tego niezwykłego manifestu artystycznego.

Irvine Welsh: "Trainspotting". Reżyseria: Michał Ratyński. Teatr Śląski w Katowicach. Prapremiera: 10 stycznia 2004.

 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka |